Wolę zagrać kloszarda

rozmowa z Marianem Kociniakiem

Marian Kociniak mówi o 50 latach pracy artystycznej.

 

 

Jeśli Pan pozwoli, zacznę od pięknego ukłonu i gratulacji słanych z Krakowa z okazji Pańskiego jubileuszu.

 

 

- Pięknie dziękuję...

 

Nie udzielał Pan przez lata żadnych wywiadów, choć zagrał dziesiątki ról. Stronił Pan od fet i jubileuszy. Co zatem spowodowało, że teraz rozpętał Pan swój jubileusz 50-lecia pracy artystycznej?

 

- No cóż, przed laty "rozpętałem" filmową II wojnę światową jako Franek Dolas, od którego nie mogłem się długo wyzwolić... Faktycznie, z okazji jubileuszu chwilowo przerwałem milczenie.

 

Jest Pan w znakomitej formie, gra sporo w teatrze; widać, że nie odczuwa Pan ciężaru tych lat?

 

- Jakby to powiedzieć... Trochę odczuwam, to jednak jest pięćdziesiątka - człowiek w życiu się nagrał, trochę narozrabiał, jest więc co dźwigać. Ale, odpukać, czuję się świetnie, gram w Teatrze na Woli w trzech spektaklach: "Bombie", którą będę obchodził 16 stycznia jubileusz, w "Oczach Brigitte Bardot", gdzie partneruję wspaniałej Basi Krafftównie, z którą bardzo się kochamy, no i gram też w "Siostrach Przytulankach", a poza tym na Scenie Prezentacje w "Sarabandzie", z dobrze w Krakowie znaną Teresą Budzisz-Krzyżanowską.

 

Tylko pozazdrościć takiej formy. A dlaczego nie gra Pan i nie obchodzi swego jubileuszu w Teatrze Ateneum, z którym był Pan związany nieprzerwanie przez 50 lat?

 

- To dla mnie bardzo przykra sprawa. Wraz ze zmianą dyrekcji nastała rozbieżność zdań co do wizji tego teatru, narastały nieporozumienia... Mówiąc krótko - musiałem się z moim "Ateneum" rozstać.

 

Ale mam nadzieję, że mimo to w swój jubileusz wejdzie Pan w szampańsko-tanecznym nastroju?

 

- Na pewno, tym bardziej że uroczystość będzie prowadził mój przyjaciel Marek Kondrat.

 

Zaczynał Pan w Ateneum...

 

- ...w sztuce "Testament psa", wyreżyserowanej przez Konrada Swinarskiego. Dobrze się zaczęło i tak już poszło.

 

Stanley w "Śmierci komiwojażera" i Wierchowieński w "Biesach" u Janusza Warmińskiego, Benia Krzyk w "Zmierzchu" u Bohdana Korzeniewskiego, niedawno stary Mendel w tejże sztuce, Siemion Podsiekalnikow w "Samobójcy" w reżyserii Andrzeja Rozhina, Lucky w "Czekając na Godota" u Macieja Prusa, Norman w "Garderobianym" Harwooda w reżyserii Krzysztofa Zaleskiego, to tylko kilka przykładów znakomitych Pańskich ról...

 

- Norman, moja ukochana rola. Harwood, jak mnie zobaczył w "Garderobianym", gdzie grałem ze wspaniałym i niezapomnianym Guciem Holoubkiem, moim przyjacielem, powiedział: "Panie Marianie, piszę dla pana nową sztukę". I napisał "Herbatkę u Stalina", którą graliśmy z powodzeniem w Ateneum.

 

I znakomite "Za i przeciw", też z Gustawem Holoubkiem, po którym widzowie zgotowali panom kilkuminutową owację na stojąco.

 

- Około 150 ról w teatrze, osiemdziesiąt w Teatrze Telewizji, kilkadziesiąt filmów...

 

I właściwie brak wśród tych setek ról postaci amantów?

 

- I Bogu dzięki. Raz zagrałem - i klęska. Nie lubię mdłych, papierowych postaci. Wolę zagrać kloszarda, obżartucha, pijaczynę, wrednego typa, bo to krwiste postaci.

 

"Polski Belmondo", "mistrz powagi i ironii" - pisali o Pańskich rolach krytycy, a Gustaw Holoubek dodawał: "aktor namiętny"...

 

- Proszę pani, jakich by przymiotników nie używano, zawsze uważałem, że są tylko dwa rodzaje aktorstwa - dobre i złe. A Guciu, mówiąc: "Pamiętaj, Marian, teatr jest bardzo ważny, ale najważniejsze w życiu jest samo życie", nauczył mnie jeszcze jednej rzeczy. Mogę sobie dziś spojrzeć w oczy i powiedzieć: nie zmarnowałem życia i niczego bym w nim nie zmienił. A teraz żyję sprawami moich cudownych wnuków...

 

Które zapewne będą na Pańskim jubileuszu?

 

- Oczywiście. Będzie Zosia - 18 lat, Antosia - lat 12, 9-letnia Marysia i 5-letni Mikołaj, moje oczko w głowie. Mikołaj będzie tylko na bankiecie, bo w spektaklu padają słowa niecenzuralne, więc nie będziemy gorszyć malca. A nie spytała mnie pani o osobę najważniejszą, o żonę...

 

To nadrabiam zaległość...

 

- Grażynka jest moim guru - bez niej Marian Kociniak by nie istniał. Nauczyła mnie wszystkiego, jest moim najwspanialszym, najpiękniejszym i najlepszym cenzorem. Jest szyją, głową i wszystkim po trochu. A gdyby chciała mnie pani spytać o marzenia, od razu odpowiadam: nie mam. Jestem aktorem i człowiekiem spełnionym, czego dałem dowód w książce, rozmowie rzece zatytułowanej właśnie "Spełniony", która ukaże się w lutym.

Jolanta Ciosek
Dziennik Polski
22 stycznia 2010

Książka tygodnia

Paragon
Wydawnictwo Mamiko
Justyna Nawrocka

Trailer tygodnia