Wpływ sceny na modę

Moda z teatru na miasto i z miasta na scenę

- Rozpoczynając pracę nie wyobrażałam sobie, że aż tak wielki jest wpływ sceny na modę - powiedziała Catherine Join- Diéterle, komisarz wystawy "Mody! W mieście jak na scenie", trwającej od soboty w Państwowym Centrum Kostiumów Scenicznych w Moulins.

Wystawę otwiera prezentacja pięciu strojów, z których niektóre są kostiumami, a niektóre ubraniami codziennymi, wieczorowymi lub nawet dworskimi. Z różnych epok, z różnych sfer, z różnych przedstawień. Czasem, jak w wypadku Arlekina, łatwo jest domyślić się, że to kostium, ale suknia wieczorowa dla Mary Marquet, aktorki Komedii Francuskiej z połowy XX w., jest niemal identyczna z tymi, jaki ubierała na scenę.

W następnej sali pokazana jest suknia dworska, uszyta około r. 1750 dla wersalskiej arystokratki. To właśnie w tym okresie aktorki żądać zaczęły dla siebie takich szat na scenę. I bardzo o to walczyły również dlatego, że - jak mówi Catherine Join- Diéterle, zdarzało się, że "aktoreczka grająca służkę gwiazdy miała suknię od niej piękniejszą i bogatszą, a to dlatego, że miała majętnego kochanka".

Ta "suknia dworska" z lekkimi zmianami przetrwała do końca XVIII w., choć równocześnie modna była egzotyka, przede wszystkim pseudo-turecka. Zaczęło się od maskarad i bali, na których przebierano się za bejów i baszów, a w każdym razie za ówczesne wyobrażenia o tym, jakie są stroje orientalne.

Na wystawie w Moulins jest obraz przedstawiający faworytę Ludwika XV, Madame de Pompadour w towarzystwie lokaja. Jej suknia mimo niewątpliwie tureckich akcentów jest wciąż bardzo francuska.

Do r. 1835 francuscy aktorzy grali w kostiumach, które bardzo bliskie były ubrań noszonych na mieście. Byli jednak prekursorzy "historycyzmu", który przyjął się zarówno w teatrze, jak i na scenie.

W końcu XVII w. słynny Franois-Joseph Talma, do roli Tytusa ubrał rzymską togę. Grające z nim aktorki zgorszone był widokiem jego owłosionych łydek, ale panie z wyższych sfer natychmiast zaczęły naśladować fryzurę "na Tytusa". Czasem przy pomocy peruk, bo żal im było długich włosów. A w czasach dyrektoriatu deputowani Rady Pięciuset (1795-1799) na obrady wkładali togi, będące niemal wierną kopią kostiumu Talmy.

W r. 1820 wystawiono w Paryżu Molierowskiego "Mizantropa". Celimena zagrała w historycznej sukni, ale suknia to była w stylu renesansowym, z czasów Henryka IV, a nie z epoki autora "Świętoszka".

Napędziło to modę henrykowską i na mieście pojawiły się płaszcze i kapelusze w kształcie słynnego pióropusza dobrego monarchy, który chciał by każdy jego poddany mógł w niedzielę włożyć kurę do garnka.

W połowie XIX w. "historycyzm" anachroniczny ustąpił miejsca obsesji autentyczności. Ten prąd teatralny przejęły kobiety, zarówno arystokratki, jak i mieszczanki. W dążeniu do reprodukowania mody osiemnastowiecznej, grzebać zaczęły w babcinych kufrach i na straganach sprzedawców starych ciuchów. Można powiedzieć, że był to kolejny nawrót mody "vintage", tej samej, która odnosi dziś sukcesy wracając do lat 50 i 70 ub. wieku.

Francuski teatr II połowy XIX wieku to "boska" Sara Bernhardt. Wprowadziła ona na scenę pelerynkę z wysokim, puszystym kołnierzem. Jej zawdzięcza wielkie powodzenie we Francji Tea gown, lekka sukienka, jakby półszlafrok, którą panie wkładały w domu, przyjmując wizyty bliskich.

Straciwszy w chorobie talię "jak u osy" Sara Bernhardt obniżyła ją wydatnie, nadając przez to sylwetce kształt litery S. Długo naśladowały je panie, a jeszcze dłużej znani paryscy krawcy, wprowadzając przeróżne wariacje tej koncepcji.

W początkach wieku XX "Balety Rosyjskie" narzuciły nie tylko nową formę tańca i scenicznych dekoracji (projektowali je min. Picasso i Cocteau), ale również kostiumu. Pod ich wpływem tworzyli stroje wybitni projektanci tamtych czasów Paul Poiret i Jeanne Lanvin.

W r. 1924 Gabrielle "Coco" Chanel zaprojektowała dla opery "Train Bleu" (tak się nazywał pociąg z Paryża na Lazurowe Wybrzeże) kostiumy kąpielowe i suknie do gry w tenisa. Był to szok. Teatralny i ubraniowy, gdy na kortach i plażach pojawiły się panie w bliźniaczych modelach.

W epoce rozwoju pism ilustrowanych, a głównie od początku XX w., gdy "gwiazdy teatru" były szeroko znane i popularne, projektanci mody używali je do zdjęć reklamowych. W połowie stulecia musiały ustąpić miejsca aktorkom filmowym, a te w latach 70' wypchnięte zostały przez top modelki.

Dyktatorzy mody naprawdę zaczęli projektować kostiumy dla teatrów, przede wszystkim dla opery, dopiero od r. 1975. W Moulins zobaczyć można wspaniałe kreacje Diora, Yvesa Saint-Laurenta, Karla Lagerfelda czy Jean-Paula Gaultiera. Swój styl ukazują w kostiumach, które ten styl następnie wzbogacają w nowych projektach dla swych klientek, i który odnajduje się wkrótce w odzieży gotowej (pret-a-porter) Wielkie wrażenie robi suknia Diora, w której Isabelle Huppert grała paryskim Odeonie w r. 2011, Blanche, bohaterkę "Tramwaju zwanego Pożądaniem", w reżyserii Krzysztofa Warlikowskiego.

Ludwik Lewin
Kurier PAP
8 kwietnia 2017

Książka tygodnia

Teatr Opera Buffa Theater. Replay 1998-2018
Wydawnictwo Katarzyna i Tomasz Wińscy
Katarzyna Wińska (red.)

Trailer tygodnia