Wpuszczamy świeże powietrze

rozmowa z Marcinem Kowalskim i Maciejem Nowakiem

- Nie boimy się odrębności gustów innych osób. Nie będzie tak, że wszystko ma być zgodne tylko z gustem Kowalskiego czy Nowaka. Tutaj ma być świeże powietrze, mają być przeciągi - rozmowa z Marcinem Kowalskim i Maciejem Nowakiem, dyrektorskim tandemem z Teatru Polskiego w Poznaniu.

 

Kto jest dziś "głową", a kto "szyją" w Teatrze Polskim?

Marcin Kowalski: Nie da się nas oddzielić. Jesteśmy jak jeden organizm.

Maciej Nowak: To jest spółka Kowalski i Nowak (śmiech). Dyrektorem głównym jest Marcin i to Marcin rozmawia o pieniądzach z artystami, których ja przyprowadzam. Przez wiele lat byłem dyrektorem naczelnym, więc teraz bardzo odpowiada mi sytuacja, w której mogę się zajmować pneumą. Rozumiem oczywiście skalę odpowiedzialności i trudności, które musi pokonywać w swej pracy Marcin.

Czyli pełna harmonia?

M.K.: Po miesiącu współpracy - bardzo duża harmonia.

Po miesiącu oficjalnym. Ale nad nowym programem dla teatru pracowaliście wspólnie dużo wcześniej...

M.N.: Przystępując do konkursu, przedstawiliśmy zarys programu Naródsobie.pl. Wtedy nie mogliśmy jeszcze rozmawiać z konkretnymi twórcami. Gorący okres trwa dopiero od niecałego miesiąca. Dużo jeżdżę, spotykam się z artystami. Pierwsza premiera w drugiej połowie grudnia - "Krakowiacy i górale". Reżyseruje Michał Kmiecik.

Dlaczego zaczynacie od "Krakowiaków i górali"?

M.N.: Od "Krakowiaków i górali" zaczęło się wszystko w polskim teatrze. To tak naprawdę też pierwszy udany nowoczesny tekst. Gdyby nie premiera "Krakowiaków...", nie doszłoby do powstania kościuszkowskiego. Teksty, które padały ze sceny, były następnie powtarzane na ulicach Warszawy w trakcie insurekcji. Czyli - nowy początek, nowe otwarcie. Przypominamy też, że Wojciech Bogusławski był właściwie poznaniakiem. Urodził się we wsi Glinno, które dziś praktycznie jest w granicach Poznania. Często przyjeżdżał w swoje rodzinne strony i zawsze był tu problem z wystawianiem "Krakowiaków...". Ta sztuka uchodziła za rewolucyjną, buntowniczą i berlińskie ministerstwo odpowiedzialne za cenzurę przekazywało lokalnej policji, że ma sprawy pilnować. Dlatego "Krakowiacy..." byli tu często zakazywani. Dyrektorka tutejszego teatru niemieckiego słała nawet donosy do policji i Berlina.

Liczycie na taki odbiór waszych "Krakowiaków..." i tym razem?

M.N.: Mamy niewątpliwie czas rewolucyjny. Oczywiście zobaczymy, czy tekst sprzed 250 lat nadal jest mocny. Na wieść o tym, że robimy "Krakowiaków", ludzie z branży teatralnej najpierw nerwowo się uśmiechają w stylu: "zwariowali!", a potem pytają, czy tekst przepiszemy, bo dzisiaj jest moda na przepisywanie klasyki. A my zagramy tekst Bogusławskiego. Scenariusz będzie inkrustowany fragmentami innych utworów autora i dokumentami z epoki, np. cytatami ze śpiewnika rewolucyjnego z końca XVIII w.

Drugi projekt?

M.N.: "Trojanki. Lament" - spektakl na podstawie tragedii Eurypidesa. Troja zburzona, kobiety stoją na brzegu morza, które wyrzuca na brzeg trupy. Kontekst jest oczywisty. Nie chcemy otwierać dyskusji, co robić z uchodźcami, bo nie wiemy, co robić z uchodźcami. Chcemy opłakać tę sytuację, lamentować nad tym, że ludzie giną na plażach Europy, że umierają na poboczach naszych eleganckich autostrad, tłoczą się w naszych eleganckich pociągach. I że my tak naprawdę nie mamy pomysłu, jak rozwiązać tę tragiczną sytuację. Ten spektakl ma być artystycznym hommage dla jej ofiar. Reżyseruje Kamila Michalak.

Są już kolejne pomysły?

M.N.: Powoli dopinamy jeszcze jeden projekt. Udało mi się namówić Justynę Sobczyk do zrobienia spektaklu dla dzieci. Justyna studiowała pedagogikę teatralną na Uniwersytecie Sztuki w Berlinie. Rozwijała i nadal rozwija bardzo nowoczesne formy edukacji teatralnej. Kilka lat temu odkryła dorobek zapomnianego twórcy teatru dla dzieci - Jana Dormana, twórcy Teatru Dzieci Zagłębia w Będzinie. Mówi się o nim, że jest takim Tadeuszem Kantorem dla dzieci. Opracował fascynującą metodę tworzenia spektakli i pracy z dziećmi - opierał się na folklorze dziecięcym, wyliczankach, powtarzankach. Justyna metodą Dormana będzie pracowała w Poznaniu. Prawdopodobnie wykorzysta dorobek innej wielbicielki Dormana, a wielkiej poznańskiej poetki - Krystyny Miłobędzkiej.

Na początek następnego sezonu szykujemy też koprodukcję z Teatrem Powszechnym w Warszawie - "Medeę" w reżyserii Mai Kleczewskiej. Ten pomysł zrodził się, jeszcze jak prowadziłem Teatr Wybrzeże. Pamiętałem z czasów młodości, że w ZSRR były trzy stolice teatralne: Moskwa, Leningrad i Tbilisi. Kilka lat temu pojechałem na wyprawę do Gruzji odnaleźć tamte tropy. W trakcie któregoś ze spotkań otrzymałem wizytówkę od starszej pani reżyser, na której był napis "Medea" i nazwisko. To uruchomiło skojarzenia. Medea była Gruzinką - księżniczką z Kolchidy, a Kolchida to współczesna Kachetia. Powstał pomysł, by w roli Medei obsadzić aktorkę gruzińską. Najpierw będzie premiera w Tibilisi, potem zagramy w Warszawie i Poznaniu. Na scenie spotkają się aktorzy dwóch zespołów i będą swoje estetyki, przyzwyczajenia nawzajem łamali.

Wróćmy na grunt poznański. Odcinacie grubą kreską to, co do tej pory działo się w Polskim?

M.N.: W żadnym wypadku.

M.K.: To nie będzie rewolucja, to będzie ewolucja.

M.N.: Rewolucja o tyle, że chciałbym, byśmy docenili wartość tego miejsca. Poznaniacy, musicie zrozumieć, że to jest sanktuarium polskiego teatru! Sama idea jego powstania jest strasznie nowoczesna - to był teatr zbudowany ze składek obywateli Wielkopolski. Na fasadzie budynku mamy napis "Naród sobie", jedną z najsłynniejszych fraz w historii polskiego teatru. Chciałbym, żebyśmy przez najbliższe sezony zastanowili się, jaki jest sens tego napisu. Naród, poza kontekstem nacjonalistycznym, ma też inne znaczenia - to wspólnota, demos, lud, społeczeństwo, grupa obywateli. Co dziś znaczy wspólnota, co to znaczy być razem? Porozmawiamy o tym również w kontekście mitu o self-made manie, w który stopniowo, po 25 latach, zaczynamy powątpiewać.

M.K.: Taką wspólnotę chcemy budować wokół teatru. Stąd szereg działań okołoteatralnych, które planujemy, a które mają zintegrować i zaktywizować poznaniaków.

Jakie to działania?

M.K.: Społeczna Rada Teatru - nie ma podobnej w Polsce. Będą się do niej mogli włączyć wszyscy chętni.

M.N.: Planujemy też powołanie amatorskiej orkiestry przyteatralnej, w której ludzie zrealizują swoje aspiracje artystyczne, a przede wszystkim pobędą razem. Będziemy chcieli też przypomnieć rozmaite tradycje związane z Teatrem Polskim - np. to, że Paderewski dwukrotnie koncertował na naszej sali. Planujemy również konkurs na monologi Modrzejewskiej dla aktorów. Chcemy uatrakcyjnić ofertę dla tych, którzy przychodzą tu od lat, i - być może - przyciągnąć młodsze pokolenie. Przyjdą tu ci, którzy zainteresują się debatami artystycznymi, które będziemy wzniecali.

Które spektakle z repertuaru wypadną?

M.N.: Nie będzie żadnych gwałtownych cięć. Spektakle będą powoli zastępowane przez nowe pozycje.

Metafory Rzeczywistości znikną?

M.K.: Konkurs się odbędzie w zmienionej formule. Tak jak zmieniamy formę Bliskich Nieznajomych - Agata Siwiak zgodziła się wziąć ten festiwal pod swoją kuratelę.

M.N.: Nie boimy się odrębności gustów innych osób. Nie będzie tak, że wszystko ma być zgodne tylko z gustem Kowalskiego czy Nowaka. Tutaj ma być świeże powietrze, mają być przeciągi.

*

Marcin Kowalski - absolwent Wydziału Zarządzania Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. W latach 1996-2004 asystent w katedrze Mikroekonomii AE w Poznania. Pracę w Teatrze Polskim rozpoczął w 2000 r., do 31 sierpnia 2015 r. pełnił funkcję wicedyrektora ds. finansowo-administracyjnych. Od 1 września 2015 r. - dyrektor naczelny.

Maciej Nowak - historyk sztuki, teatrolog, krytyk teatralny i kulinarny. Publikował w "Teatrze", "Pamiętniku Teatralnym", twórca "Gońca Teatralnego", w latach 1997-2000 szef działu kultury "Gazety Wyborczej", do 2006 r. szef "Teatru Wybrzeże" w Gdańsku. Założyciel Instytutu Teatralnego w Warszawie, do 2014 r. jego dyrektor. Od września 2015 r. - dyrektor artystyczny Teatru Polskiego.

Natalia Grudzień , Sylwia Klimek
kultura.poznan.pl
16 października 2015

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia