Wsi niespokojna, wsi niewesoła

„Sąsiedzi" – reż. Andrzej Sadowski – Teatr Dramatyczny w Białymstoku

Mimo, że spektakl „Sąsiedzi" białostockiego Teatru Dramatycznego w reż. Andrzeja Sadowskiego wywołuje na sali salwy śmiechu, widzowie wychodzą z niego z poczuciem niekomfortowego smaku przegryzienia pigułki gorzkiej ironii oraz przerażenia. A to za sprawą tematyki, po którą sięgnął reżyser – stosunków sąsiedzkich. Chyba każdy z nas ma lub miał sąsiada, który uprzykrzył mu życie. Jednak ten, który trafił się Oli i Maćkowi, przerasta wszelkie oczekiwania.

Opowieść zaczyna się niewinnie. Młode małżeństwo kupuje dom na wsi, szybko wykonuje remont, by móc zamieszkać w nim wraz z nadejściem wakacji. Interes udaje się im z nawiązką, bo po sprzedaży starego mieszkania zostaje im kwota, którą przeznaczają na używany samochód. I wtedy do życia Oli (Agnieszka Możejko-Szekowska/Monika Zaborska) i Maćka (Piotr Szekowski) wkracza Stefan (Sławomir Popławski).

Odbiorca spektaklu „Sąsiedzi" już na samym początku dowiaduje się, że mężczyzna jest sąsiadem małżeństwa i dokłada wszelkich starań w utrzymaniu gospodarstwa oraz samotnym wychowaniu syna Michała (Patryk Ołdziejewski), bo żona zmarła na raka. Stefan, mimo bycia bezrobotnym, buduje swój wizerunek jako mężczyzny, który żadnej pracy się nie boi – gdyż kiedyś pracował na stacji. Image dobrego sąsiada upada z minuty na minutę, ujawniając prawdziwą naturę mężczyzny, co sprawia, że młode małżeństwo jest w coraz większych tarapatach.

Ola i Maciek są bohaterami pozytywnymi, ukazanymi wręcz bez winy, których celem jest tylko zamieszkanie na wsi, we własnym domu. Ta ich wewnętrzna niewinność służy reżyserowi, niczym lustro, do odbijania wszelkich naszych sąsiedzkich stosunków. Widzimy pozytywne zachowania małżeństwa – tak zwaną pomoc sąsiedzką, ale też i ich reakcję na negatywne, których źródłem jest Stefan. Młodzi z początku tolerują dyskomfortowe sytuacje, jednak w pewnym momencie muszą postawić granicę w postaci płotu. Wówczas stosunki sąsiedzkie przeradzają się w prawdziwą wojnę.

„Sąsiedzi" to także głos w sprawie wychowania dziecka. Stefan nie jest wzorowym ojcem. Choć przed otoczeniem jawi się jako osoba dbająca o dobro Michała, próbująca do niego dotrzeć słowem i pozytywnym czynem, za zamkniętymi drzwiami podnosi rękę oraz nie wykazuje żadnych przejawów tolerancji na odmienne od swego myślenie, ubiór, czy styl bycia. Ma to swój skutek w zakończeniu przedstawienia.

Kolejny temat poruszany przez reżysera to odwieczne trzymanie się razem społeczności wiejskiej. Nie jest to kwestia pokazana wprost. Uważny odbiorca dowie się o niej z opowieści Oli i Maćka. Dwa najwyraźniejsze przykłady to kwestia ścięcia przez nieustalonego sprawcę drzewa oraz pomoc przy zepsutym pojeździe. W przypadku pierwszego Maciek zgłasza incydent do wójta, lecz ten ingeruje dopiero po skardze Stefana, oczywiście na korzyść dłużej mieszkającego na wsi. W drugim przypadku „wieś", która w sklepie ostrzega „miastowego" przed Stefanem, oskarżająca „jednego ze swoich" o negatywne zachowanie, idzie mu z pomocą gdy zachodzi potrzeba– połowa wsi przenosi zepsuty pojazd Stefana z podjazdu Oli i Maćka.

Andrzej Sadowski wybrał bardzo ciekawą formę narracji. O tym, co dzieje się na bieżąco odbiorca dowiaduje się z głosu dobiegającego zza sceny. Taka forma opowieści doskonale sprawdza się w przypadku „Sąsiadów". Po lakonicznym wprowadzeniu widz szybko odnajduje się w kolejnych scenach mających miejsce w domu młodego małżeństwa, chacie Stefana i Michała oraz pobliskim lesie. Drugą formą narracji są piosenki śpiewane i grane na gitarach przez aktorów. Dzięki nim oglądający spektakl otrzymuje informacje o przebiegu akcji, a także odkrywa emocjonalne stosunki panujące pomiędzy bohaterami.

„Sąsiedzi" są widowiskiem skierowanym do pełnoletniego widza. Wynika to nie tyle z ukazania pośladków Michała, co ku memu zdziwieniu wzbudziło wśród odbiorców długotrwającą salwę śmiechu, ale z języka. To nie jest spektakl dla osób stroniących od wulgarnych słow. Oczywiście, ich obecność jest uzasadniona – Stefan to prosty, niewykształcony, ograniczony kulturalnie kołtun – lecz ich liczba użycia na minutę przerasta sytuację gdy przysłowiowy szewc z kilkunastoletnim stażem ma naprawdę zły dzień.

Na koniec pozostawiłem jedną uwagę, dotyczącą gry na scenie. Precyzując, mam na myśli użycie rekwizytu. Jeśli głos narratora mówi, że Ola na spacerze ma w ręku butelkę wody mineralnej, to aktorka obowiązkowo powinna ściskać przedmiot, nawet ten rekwizyt, który służy za butelkę wódki Stefana.

Jakub Sosnowski
Dziennik Teatralny Białystok
31 października 2018
Portrety
Andrzej Sadowski

Książka tygodnia

W trzech zdaniach. Notatki z lat 2018-2019
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski

Trailer tygodnia

„Viva La Mamma" - reż....
Roberto Skolmowski