Wskazać wroga ludu

"Wróg ludu" - reż. Jan Klata - Narodowy Stary Teatr w Krakowie

Czy znasz polskiego chama? To pytanie w pewnym momencie pada ze sceny. Każdy widz musi na nie szczerze odpowiedzieć. Trudno jest na głos wskazać wybraną osobę na widowni, a jeszcze trudniej siebie. Żeby wskazać, trzeba zasłonić twarz. Dotarcie do prawdy zostaje więc utrudnione. Dlatego warto postawić pytanie: czym jest prawda? Spektakl Klaty pokazuje, że odpowiedź staje się skomplikowana. Można przypuścić, że w przedstawieniu ten termin występuje jako synonim porządku - czyli tego, czego na scenie brakuje najbardziej.

Trzy ściany pokryte brudnymi płytkami otaczają scenę. Na środku misterna kompozycja z mebli, poduszek, pudełek i innych rupieci. Na samym szczycie leży Tomasz Stockmann (Juliusz Chrząstowski). Stos runął i przestrzeń pogrążyła się w chaosie, przywodzi na myśl skrzyżowanie wnętrza zaniedbanej, zagrzybionej pływalni i śmietniska. W tej specyficznej scenerii rozgrywać się będzie walka o władzę, wpływy i prawo do prawdy. Teraz naszym zadaniem będzie odnaleźć się w tej przestrzeni, uporządkować ją wedle własnego uznania. Konflikt braci Stockmannów pokazuje, że aby to uczynić, trzeba dokonać odpowiednich analiz, ocen, spróbować odnaleźć prawdę w morzu kłamstwa, demagogii i oczywiście wybrać jej "wygodniejszy" wariant.

Świetny Juliusz Chrząstowski i Radosław Krzyżowski wspaniale odnajdują się w rolach Braci Stockmannów. Postać opętanego żądzą sławy Tomasza, kreowana przez Chrząstowskiego, kontrastuje z postacią wyważonego, powściągliwego w wyrażaniu emocji burmistrza (Radosława Krzyżowskiego). Kontrast pomiędzy tymi postaciami już od początku zostaje zaznaczony poprzez odpowiedni dobór kostiumów: doktor Stockmann występuje we wzorzystym pomarańczowym swetrze w zielone paski, podczas gdy jego brat ani na moment nie rozstaje się ze swoim schludnym strojem miejskiego urzędnika. W kostiumie burmistrza występuje jednak jeden bardzo znaczący element, który nie może umknąć uwadze żadnego widza - ogromna czapka przywodząca na myśl pióropusz, atrybut wodza jakiegoś prymitywnego plemienia. Ów symbol władzy zostaje skradziony przez Tomasza, który wdrapuje się na beczkę i wygłasza swój monolog. Natchniony mówca w obłędzie wyrzuca kolejne frazy, szarpie za pasek od spodni, w kulminacyjnym momencie swojego manifestu ściąga je. Gdy napięcie opada, zdaje sobie sprawę ze swojej przegranej pozycji, nerwowo próbuje znów je włożyć. Dzięki tym drobnym czynnościom bardzo łatwo zostaje osiągnięty efekt stopniowania emocji. Postać Tomasza zostaje w końcu całkowicie "odteatralniona". Spektakl przerywa swoiste intermedium, podczas którego na scenie staje przed widownią już nie ibsenowska postać Tomasza Stockmanna, a Juliusz Chrząstowski. Przerywa spektakl, aby porozmawiać z widzami o krakowskim alarmie smogowym, uchodźcach, wszechobecnej obłudzie Światła zostają włączone, granica między sceną a widownią zaciera się. Ten typowo brechtowski gest sprawia, że dramat Ibsena staje się przypowieścią, parabolą obrazującą bieżącą sytuację społeczną. To jest moment, gdy każdy musi się do niej ustosunkować. "Brak tlenu osłabia sumienie" - ten cytat jest potraktowany jak podsumowanie moralnej kondycji krakowskiego społeczeństwa. Klata znów postanawia walczyć z zakłamaniem, wskazuje palcem na nienawiść, drobnomieszczańską mentalność. Z offu zostają puszczone odgłosy z antyimigranckich manifestacji. Mury teatru zadrżały od ogłuszającego "wypierdalać!!", a trzy postaci z maskami na twarzach malują na trzech ścianach czerwoną farbą ogromne "won!". Żeby potępić, trzeba zakryć twarz albo wtopić się w tłum. Oskarżycielski ton spektaklu Klaty jest również widoczny w doborze obsady. W rolę dzieci lekarza wciela się para młodych ludzi z zespołem downa. Obrzucają Stockmanna poduszkami, wystawiają mu język. Jako jedyni nie maskują się, aby wskazać palcem, rzucić w "winnego" przysłowiowym kamieniem. Nie kryją się pod warstwą pozorów. Czy taka postawa jest czystsza moralnie? Odpowiedź nasuwa się sama.

Spektakl jest kompozycją przemyślanych obrazów, bardzo plastycznych i mocno oddziałujących na zmysły. W pamięć szczególnie zapada ostatnia scena. Wszystko zostaje przykryte folią. Przy odpowiednim oświetleniu scena do złudzenia przypomina falujące morze. Symboliczny "potop" zalewa świat pogrążony w chaosie, nienawiści, kłamstwach, demagogii Porządkuje rzeczywistość, oczyszczając ją ze zbędnych śmieci. Spod tafli "wody" wygrzebuje się Stockmann z rodziną. Teraz zostają już tylko oni. Są bezbronni, samotni, zdani na łaskę innych. Jesteśmy konfrontowani twarzą w twarz z grupą rozbitków. Trudno uniknąć skojarzeń z powszechnymi obecnie w mediach zdjęciami uchodźców w zdezelowanych statkach i pontonach.

Niestety, niepotrzebny hałas, efekciarskie wstawki, nic nie wnoszące do przedstawienia, to również cechy towarzyszące twórczości Klaty. Tak się dzieje także w przypadku "Wroga ludu". Zbyt głośna muzyka zagłusza aktorów, a ich nieuzasadnione niczym spontaniczne działania uniemożliwiają pełną percepcję spektaklu. Niemniej jednak przesłanie jest bardzo klarowne. Klata konfrontuje widza z niewygodną teraźniejszością. Nie moralizuje, nie osądza, nie wskazuje bezpośrednio na nikogo palcem. Prowokuje do tego, byśmy to zrobili sami.

Problematyka i uniwersalność treści dramatu Ibsena sprawia, że tekst staje się świetnym materiałem do dyskusji o rzeczywistości znanej krakowskiemu widzowi z autopsji. Teatr zaangażowany, karmiący się współczesnością, ciągle żywy - to wizytówka twórczości Klaty tak mocno widoczna w tym spektaklu.

Ligia Kazusek
Teatr dla Was
17 października 2015

Książka tygodnia

Wszystkie nasze lalki
Muzeum Archeologiczne i Etnograficzne w Łodzi
Honorata Sych

Trailer tygodnia