Wskrzesić raj utracony

"Panny z Wilka" - reż. Alvis Hermanis - 1. Nowa Klasyka Europy

Łotewski reżyser z włoskimi aktorami zrealizował inscenizację tekstu znanego polskiego pisarza. "Panny z Wilka" Jarosława Iwaszkiewicza w reżyserii Alvisa Hermanisa to spektakl, którym zespół Teatro Storchi z Modeny rozpoczął 1. Międzynarodowy Festiwal Teatralny Klasyki Światowej NOWA KLASYKA EUROPY odbywający się w Teatrze Jaracza w Łodzi. Głównym bohaterem przedstawienia nie był Wiktor Ruben, lecz panujący w dworku sióstr nastrój, na którego odtworzeniu najbardziej zależało twórcom. Ulotne zapachy, wrażenia i wspomnienia ożyły na parę chwil, by znów pogrążyć się w mrokach zacierającej ślady przeszłości niepamięci

Polacy doskonałą znajomość historii opowiedzianej przez Jarosława Iwaszkiewicza zawdzięczają ekranizacji Andrzeja Wajdy z 1979 roku. Dążeniem zafascynowanego przeszłością, uważającego się za twórcę teatru radykalnie staromodnego Alvisa Hermanisa jest uruchomienie wehikułu czasu, wykreowanie minionej rzeczywistości przy użyciu detali, dzięki którym uda się powołać do życia świat, jaki przestał istnieć dawno temu. W „Pannach z Wilka” reżyser portretuje mężczyznę, w którym „lato się przełamało”, wchodzącego w jesień życia, podejmującego ostatnią próbę zmierzenia się z przeszłością, zamknięcia pewnego etapu dorosłości. Jednak wykreowana w spektaklu sielska kraina, w której czas upływa na zabawie w ciuciubabkę, konnych przejażdżkach i wspólnych posiłkach została ukazana nie tylko męskimi oczami - reżyser przenosi akcję opowiadania w lata czterdzieste XX wieku, by pokazać samotność kobiet, których wojna pozbawiła męskiego towarzystwa. W takt przedwojennych przebojów (słyszymy m.in. nieśmiertelne „Powróćmy jak za dawnych lat”, czy „Odrobinę szczęścia w miłości”) postaci snują swoje opowiadanie. To bohaterowie są narratorami, mówią w trzeciej osobie - zupełnie jakby mieli świadomość, że to wszystko już miało miejsce, jakby relacjonowali odległe zdarzenia. Partie dialogowe w spektaklu Hermanisa istnieją w formie szczątkowej - oczy bohaterów zwrócone są wstecz, ich myśli krążą wokół tego, co minęło. Teraźniejszość jest tylko smutną konsekwencją przeszłości, ceną, którą przyszło zapłacić za szczęście.

Rzadka w twórczości tego reżysera widowiskowość obrazów, rozmach scenograficzny idzie tu w parze z wnikliwą analizą życia wewnętrznego postaci tworząc udane połączenie. Świat, który rozpościera się przed oczyma widzów urzeka bogactwem szczegółów i barw (aktorki przebierają się po pięć, sześć razy) oraz wielością drobiazgów - scenografia jest na tyle rozbudowana, że anektuje niemałą przestrzeń wdzierając się zarówno wszerz jak i w głąb sceny. Widzimy dawny dworek - kuchnię, w której półki uginają się od kolorowych słoików z przetworami, jadalnię, gdzie przy podłużnym, drewnianym stole zasiadają do posiłków wszystkie domowniczki, a nawet usytuowaną na ostatnim, najbardziej oddalonym od widzów planie, wypełnioną sianem stodołę. Istotnym, przełamującym statyczność elementem scenograficznym są szklane, prostopadłościenne, ruchome gabloty. Co chwilę zmieniają one położenie i funkcje raz stając się miejscem miłosnych uniesień, raz grobowcem, w którym spoczywa ciało Feli. Scena, w której Wiktor przywiera do przezroczystej szyby gabloty-grobowca, z którego próbuje wydostać się nieżyjąca kobieta to jeden z najbardziej wzruszających momentów spektaklu. Oddzielająca ich ściana - granica między przeszłością i teraźniejszością, między życiem i śmiercią okazuje się niemożliwa do pokonania. Reżyser nie zrezygnował z obecności zmarłej siostry - mimo, iż bohaterka nie żyje od 15 lat widzimy ją na scenie przez cały spektakl. Jest zbyt ważna dla Wiktora, by mogła zniknąć, zbyt często jego myśli krążą wokół tej kobiety, by udawać, że jej obecność jest tylko projekcją stęsknionego umysłu. W świecie, w którym to, co było, miesza się z tym, co jest, umarli nie znikają - ich obecność czuje się niemalże namacalnie.

Hermanis bardzo umiejętnie odtworzył nastrój opowiadania Iwaszkiewicza, uwolnił tkwiącą w jego prozie poezję, jednocześnie podkreślając niezwykłą ulotność zdarzeń. Gdy Wiktor wchodzi do domu, w którym nie było go kilkanaście lat, kobiety po kolei unoszą w górę ubrudzone od pracy w kuchni dłonie i dmuchają w nie z całych sił - mąka w mgnieniu oka zmienia się w magiczny pył, nośnik zapachów i smaków przeszłości. Wiktor błyskawicznie podbiega w miejsce, w którym maleńkie cząsteczki mają szansę osiąść na jego ciele. Biel mąki przyprósza siwizną jego włosy, pokrywa patyną czasu sylwetkę - teraz mamy pewność, że do domu wkroczył swój-obcy, niby ten sam, lecz jakże odmieniony przez czas mężczyzna będący obiektem westchnień każdej z sióstr. Przy wykonywaniu najbardziej błahej czynności pomiędzy nim i każdą z kobiet istnieć będzie niedające się zamknąć w słowach olbrzymie emocjonalne napięcie. Poetyckość scen i umowność rekwizytów dodatkowo uruchamiają naszą wyobraźnię - kiedy bohaterowie płyną po jeziorze wiosłem staje się strzelba, łódką natomiast kuchenna ława, która za chwilę przeistoczy się w rozpędzonego wierzchowca. W scenie, w której Jola wyznaje Wiktorowi szacunek i oddanie widzimy podtrzymywaną przez każdą z bohaterek konstrukcję z krzeseł przypominającą konfesjonał - najwłaściwsze miejsce na intymne wyznania. Do erotycznego zbliżenia Wiktora i Joli, które okazuje się być już tylko „bardzo spóźnioną historią” dochodzi w jednej z gablot - moc uczuć tłumi jednak szklana ściana konstrukcji.

Włoscy aktorzy zaprezentowali niespotykaną zespołowość, co przy braku zawodowych, stałych zespołów aktorskich (we Włoszech nie ma takiej tradycji, każdy z artystów mieszka i pracuje w innym mieście) wzbudza szacunek dla efektów ich pracy. Wspólnie wyzwolili energię, dzięki której nieustannie odczuwamy podskórne drżenie, udziela nam się wewnętrzne rozdygotanie bohaterów. Aktorzy stają się przedłużeniem naszych zmysłów, dzięki nim czujemy zapachy, dostrzegamy kształty. W scenie, w której pozbawiony wzroku Wiktor (oczy przesłania mu czarna przepaska, w której gonił i próbował schwytać siostry) jest przez jedną z kobiet karmiony konfiturami niemalże czujemy ich smak, odczuwamy też erotyczne napięcie między kobietą i mężczyzną. Aktorom udało się uzyskać ten niewiarygodny efekt dzięki intensywnemu  skupieniu się na swoim zadaniu - poświęcili indywidualność na rzecz stworzenia tła. To właśnie tło, to, co zwykle ma drugoplanowe znaczenie jest właściwym bohaterem spektaklu. Dwór w Wilku i panująca w nim atmosfera stanowią istotę widowiska, którego siła tkwi w bezpretensjonalnym ukazaniu wzniosłych, głębokich uczuć towarzyszących bohaterom oraz w umiejętnym sportretowaniu otoczenia, w którym się one narodziły.

Interpretacja Hermanisa to opowieść zamknięta, historia zatoczyła koło - spektakl wieńczy scena, w której ponownie, podobnie jak na początku, otwierają się drzwi olbrzymiej, dębowej szafy. Wtedy wychodziły z niej bohaterki, tym razem widzimy ciało zmarłej samobójczą śmiercią Tuni, która bardzo przypominała Wiktorowi ukochana Felę. Tym samym reżyser dopowiada kwestię, którą Iwaszkiewicz pozostawił otwartą, dając też jasną odpowiedź na pytanie o powody śmierci Feli, która przed piętnastoma laty zmarła rzekomo na hiszpankę. Okazuje się, że piękno czasem tkwi w niedopowiedzeniu, a prawda zabija poezję i złudzenia, które są nam niezbędne do szczęścia. Można ożywić teraźniejszość wskrzeszając przeszłość, lecz trwa to zaledwie mgnienie oka. Nie sposób „powrócić jak za dawnych lat”, bo młodość minęła bezpowrotnie. Nie przywołają jej ukradkowe spojrzenia, bliskie sercu dźwięki, migotliwe kształty majaczące zarysem znajomej sylwetki. Nawet wspomnienia zanikną, zbledną, zatrą się w pamięci. I tylko delikatnie przyspieszony oddech na myśl o przeszłych wypadkach podpowie nam, że to naprawdę miało miejsce. A może to wszystko nam się tylko wydawało?

„Panny z Wilka” („Le signorine di Wilko”), Teatro Storchi z Modeny (Włochy),
reżyseria - Alvis Hermanis
choreografia/ruch sceniczny - Alla Sigalova
scenografia - Andris Freibergs
kostiumy - Gianluca Sbicca
reżyseria światła - Paolo Pollo Rodighiero
asystentka reżysera - Thea Dellavalle
asystentka scenografa - Elena Zykova
asystentka kostiumologa - Gianluca Carrozza
tłumaczenie - Santija Bieza
dostosowanie tłumaczenia na potrzeby adaptacji - Carla Pollastrelli
dyrektor techniczny - Salvo Di Martina
kierownik sceny - Paolo Betta
techniczni - Salvo Di Martina, Siro Chiuchiu
elektrycy - Paolo Pollo Rodighiero, Tommaso Checcucci
dźwięk - Marco Olivieri
krawcowa - Giada Fornaciari
kierownik produkcji -  Cosetta Nicolini, Marisa Willa
współpraca/umożliwienie realizacji - Emilia Romagna Teatro Fondazione, Programma Cultura dell\'Unione Europea nell\'ambito del Progetto Prospero, Teatro Stabile di Napoli, Nuova Scena Arena del Sole - Teatro Stabile di Bologna
obsada: Sergio Romano, Laura Marinoni, Patrizia Punzo, Irene Petris, Fabrizia Sacchi, Alice Torriani, Carlotta Viscovo
premiera: 27 stycznia 2010 r.

Olga Ptak
Dziennik Teatralny Łódź
22 listopada 2010

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...