Współczesna Kaplica Polska czyli Niepewność

"Dziady" - reż. Maja Kleczewska - Teatr Kochanowskiego, Opole

W Kochanowskim wydarzyły się "Dziady" Mickiewicza w reżyserii Mai Kleczewskiej. Publiczność zgromadzona na dusznym foyer niepostrzeżenie została otoczona przez "aktorskie kruki", które cichcem zakradły się pośród rozmawiających. Wśród widowni zapanowały pierwsze oznaki zdziwienia, niepewności, a co najmniej onieśmielenia. Bo kto tutaj gra, a kto jest widzem? Czy to Mickiewicz dawny, czy współczesna Polska mówiąca Mickiewiczem?

W klimacie na poły bazarowej, cichcem szeptanej opowieści Adolfa (Leszek Malec) rozegranej w przedsionku teatralnej widowni, gdy udajemy się ni to do Salonu Warszawskiego, ni to do kaplicy, będąc jedynie przechodniem, widzem, nie uczestnikiem, a może jednak częścią Salonu Warszawskiego (?) - słyszymy historię o uwięzieniu Cichowskiego. To w tym momencie zanika ostatecznie podział na widownię oraz aktorów. Stajemy się wszyscy razem częścią krajobrazu, co prawda przywoływanego słowami Mickiewicza z odległych czasów, lecz bezsprzecznie pozostającego obliczem współczesnej Polski. Tym krótkim epizodem z trzeciej części Dziadów reżyser wplątała mnie w mój dzień powszedni, od którego chciałem w teatrze poszukać zapomnienia.

Gdy zamknięto drzwi do kaplicy, w której nas zgromadzono, a poszczególne postaci poukrywane pośród nas rozpoczęły snuć opowieść pozlepianą z fragmentów mickiewiczowskiego dzieła, każdy z uczestników tej polsko - katolickiej liturgii osnutej wokół pogańskiego obrządku stał się współtwórcą rozgrywanych scen. Stała się magia teatru, stała się Polska różnorodna i podzielona co do poglądów, ale co najważniejsze - wspólna. Tego wieczoru, w kaplicy zaaranżowanej na dużej scenie Teatru Kochanowskiego, odarto mickiewiczowskie Dziady z wszelkich piór patosu. Bez kostiumów oraz makijażu - została sama prawda. Fatum polskie, codzienne, dzisiejsze, spisane żywcem z naszego tutaj oraz teraz.

Patrząc wyłącznie z mojej osobistej perspektywy (i moich dopowiedzeń), najpiękniejszym był szczery i prawdziwy co do znaczenia krzyż wyrysowany kredą na ścianie kaplicy przez Guślarza (Ewa Wyszomirska). Niezbrukany łajnem polityki, ale przywołujący na myśl ogień codzienności sączący się od strony mediów. Jak na quasi Salon Warszawski przemieszany z przywoływaniem duchów przystało, były pośród nas efemerydy chwilowe tych wszystkich Tusków, Kaczyńskich, Napieralskich oraz Palikotów; księży Natanków oraz Rydzyków czy też tych spod znaku Tygodnika Powszechnego. Tęczowi geje, liberałowie oraz mohery; świeckość skrajna i katolickość prawdziwa. Byli wśród nas obrońcy krzyża zgromadzeni na Krakowskim Przedmieściu oraz ci, co go wyśmiewali, montując ten symbol z puszek po piwie. Z pewnością nie obyło się bez Episkopatu Polski - zagubionego ostatnio na bezdrożach współczesności. Byli w tej scenicznej kaplicy nastolatkowe z zupełnie nowym spojrzeniem na otoczenie wraz ze swoim światopoglądem, jakże wyraźnie różnym od jeszcze obowiązującego mainstreamu. Nad całą zgromadzoną polskością efemeryd łaknącą jadła i napoju ku dusz swoich ukojenia, unosiły się Duchy nocne, Diabły przemawiające zimnym, kuszącym głosem ( w tej roli Maciej Namysło).

Moc tego pięknego zdarzenia teatralnego ukryta jest właśnie w tym, że każdy odnajdzie w nim zwierciadło współczesnej Polski widziane ze swojej, osobistej perspektywy. Kleczewska, jak często ma to w zwyczaju, tym razem niczym nie szokuje, nie epatuje przemocą, nie szuka poklasku, a zarazem chwyta wraz z zespołem Kochanowskiego tak mocno za serce tylko słowem i aż słowem. Mało kto potrafi dzisiaj udowodnić, że "Dziady" Mickiewicza wciąż przemawiają o współczesnej Polsce. W Kochanowskim udowodnili to ze znamienitym okładem, pokazując rdzeń tego, co sprawia, że czuję się Polakiem. Czyż pomimo błahych w sumie różnic, chwilowych zjawisk politycznych, które przecież przeminą, nie potrafiłbym potrzebującemu człowiekowi podać kromki chleba oraz szklanki wody?

Jedyne co niepokoi to fakt, że współczesne, światopoglądowe Duchy Nocne oraz Diabły Polskie, wciąż są w nas poukrywane, zaciekłe, jątrzące. Mickiewiczowskie Dziady wciąż mają sens.

Mateusz Rossa
Tektura Opolska
26 października 2011

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia