Wspomnienie o Andrzeju Łapickim

aktora wspominają koledzy z branży

Magdalena Zawadzka, Olgierd Łukaszewicz, Jacek Bromski, Jacek Kopciński, Jan Englert, Jan Englert, Wojciech Majcherek, Jerzy Trela wspominają Aktora i Kolegę.

Aktorka Magdalena Zawadzka 

- Znałam go od wczesnego dzieciństwa. Poznałam go grając z nim w filmie "Spotkanie w Bajce" (1962, reż. Jan Rybkowski). Później moim mężem został Gustaw Holoubek, który znał się z nim jeszcze dłużej. Mogę powiedzieć, że ktoś odszedł również z mojego życia, ktoś, kto był ważny i potrzebny nam wszystkim. 

Andrzej Łapicki dożył przepięknego, wspaniałego wieku. Myślę, że był w tym swoim długim życiu szczęśliwy. Bardzo współczuję jego najbliższej rodzinie i współczuję rzeszom wielbicieli jego talentu i pracy.

 Aktor Olgierd Łukaszewicz 

- Odszedł jeden z najważniejszych ludzi polskiego teatru w drugiej połowie XX wieku. Wniósł do polskiego teatru jakość zupełnie niespotykaną, niepowtarzalną, za skrywaną elegancją, dystansem. 

To uczucie, że może nie jest tym numerem jeden, kazało mu w sobie wypracować gdzieś olbrzymią pokorę wobec młodych ludzi. Obserwowałem, jak pracował z aktorami, zawsze był ciekaw, co w nich się ukaże. Dlatego jego reżyserie były bardzo wstrzemięźliwe. Był erudytą, niezwykle oczytany, wrażliwy na język. Ktoś, kto potrafił wnieść spokój w burzliwe środowisko ZASP-owskie (Związek Artystów Scen Polskich - PAP), w latach kiedy przejmował po Kazimierzu Dejmku prezesurę ZASP-u. 

Ktoś, komu zawdzięczamy niezwykłe role filmowe i te w reżyserii Andrzeja Wajdy, jak w "Piłacie" ("Piłat i inni" - PAP) czy "Weselu", czy u Konwickiego w "Salcie". Poznałem go jako starszego kolegę, kiedy debiutowałem w filmie "Dancing w kwaterze Hitlera". Potrafił podpowiedzieć kolegom. Ktoś, kto potrafił spojrzeć na kulturę, czyli w jakiś sposób uogólnić siebie i procesy, których był świadkiem w kulturze, i nazwać je pewnym zobowiązaniem wobec dziedzictwa kulturowego. 

Jako partner był niezwykle skupiony, ale za maską kogoś, kto chce pokazać coś więcej, krył się ktoś niepewny, ale jednocześnie mężczyzna z krwi i kości. Ktoś, kto jasno wiedział, czego chce, co chce zrobić - dlatego był obecny na tylu różnych polach.

Zapamiętamy go z wielu ról, tych ról jest naprawdę wiele, nie tylko filmowych, ale kameralnych, które sam reżyserował m.in. na scenie małej Teatru Współczesnego.

Za maską eleganckiego, zamkniętego dżentelmena krył się bardzo wrażliwy, ciepły, życzliwy ludziom człowiek".

Jacek Bromski 

"Andrzej Łapicki był jednym z ostatnich przedstawicieli tego pokolenia artystów, które tworzyło legendy filmu i teatru. Ludzie tego pokolenia - Holoubek, Morgenstern, Konwicki, i oczywiście Łapicki - byli osobowościami. To pokolenie grało, kreowało role ze swoich osobowości. 

Andrzej Łapicki był kimś więcej niż aktorem, był wielką postacią. Stwierdzę wręcz, że był za inteligentny jak na aktora i nawet się chyba czasem tego bycia aktorem wstydził. Był kimś cudownym, błyskotliwym człowiekiem, reżyserem. 

W czasach PRL był bardzo barwną postacią, potrafił pokazać, że nawet nie za bardzo współpracując z władzą można grać, tworzyć, być kolorowym, barwnym. Ludzie na niego patrzyli, podziwiali, a on nawet w tych trudnych czasach spełniał się artystycznie.

Łapicki nie zagrał w żadnym moim filmie ale znaliśmy się towarzysko od wielu lat. Prywatnie także błyszczał, miał celne, inteligentne spostrzeżenia. Kreował życie publiczne, miał zawsze coś do powiedzenia."

Redaktor naczelny miesięcznika "Teatr" Jacek Kopciński

"Miałem zaszczyt drukować w miesięczniku Teatr felietony pana Andrzeja Łapickiego, świetne wypowiedzi, zawsze pełne humoru i ciepłych wspomnień. Niezwykle młodzieńcze. Andrzej Łapicki był młody duchem aż do końca. Pamiętam, jak z humorem polemizował z młodszymi ludźmi teatru, Grzegorzem Jarzyną czy Krzysztofem Warlikowskim, zarzucając im żartem "starcze stetryczenie".

Szczególnym autorem był dla Łapickiego Aleksander Fredro. Doceniał jego wysoki styl komedii ludzkiej. Wystąpił w wielu spektaklach na podstawie utworów Fredry, w Teatrze Polskim w Warszawie reżyserował dzieła Fredry. Swoich studentów w Akademii Teatralnej w Warszawie uczył, jak mówić językiem Fredry. Wspominają to do dzisiaj. Uczył ich nie tylko tego, jak operować słowem, lecz także kindersztuby z czasów Fredry.

Andrzej Łapicki nigdy nie zatracił gracji amanta, ani na scenie, ani w filmie. Mało kto potrafił jak on operować słowem, gestem. Gdy wchodził na scenę, natychmiast przykuwał uwagę. Wystarczyło, że się pojawił. Razem z odejściem Andrzeja Łapickiego odchodzi pewien wspaniały styl grania, prowadzenia roli.

W życiu i na scenie Łapicki był dżentelmenem. Miał duży dystans zarówno do granych przez siebie bohaterów, jak i do życia. Konserwatyzm w podejściu do sztuki łączył z ciepłym humorem. Poczucie humoru i wyczucie ironii - to były charakterystyczne cechy pana Andrzeja Łapickiego". 

Aktor, reżyser, wykładowca i dyrektor artystyczny Teatru Narodowego Jan Englert

"Chyba zamyka się symbolicznie epoka teatru polskiego. W kolejnych latach odchodzili rok po roku Gustaw Holoubek, Zbigniew Zapasiewicz, teraz Andrzej Łapicki. Odchodzi formacja tych, dla których zawód aktora był czymś więcej, niż tylko wykonywaniem zawodu - był powinnością społeczną. 

Byli także - niektórzy nazywali to lekceważąco, niektórzy kpili z tego określenia, ale ono nie było nieadekwatne - inżynierami dusz, a więc kształtowali rzeczywistość, kształtowali gusta, światopoglądy, sposób bycia nie tylko następnych pokoleń aktorów, ale także całego społeczeństwa.

Byli kimś ważnym nie tylko jako wykonawcy ról, ale jako osobowości. To byli aktorzy, pedagodzy, reżyserzy, ludzie, którzy poświęcili siebie także misji społecznej. Rozumieli zawód aktora jako zawód publiczny. Brali odpowiedzialność za wysoką rangę tego zawodu, która towarzyszyła aktorom przez wiele lat.

Wraz z ich odejściem chyba zamyka się pewna epoka - i to bez żadnych ocen, bez klasyfikacji - epoka teatru intelektualnego; aktorstwa inteligenckiego, intelektualnego. 

To epoka aktorów, którzy mieli szeroką wiedzę, umiejętność formułowania myśli i przekazywania tych myśli następcom, publiczności i społeczeństwu. Uważali, że ich powinnością jest działanie również poza teatrem - w życiu politycznym i społecznym. Wypełniali swoją misję w zgodzie z zasadami etycznymi i estetycznymi i byli im wierni".

Aktor, pedagog Jan Englert 

"Zagrałem w trzech sztukach telewizyjnych w jego reżyserii. Żałuję, że nigdy nie zagrałem u niego na scenie. U niego nauczyłem się być może najwięcej ze wszystkich moich prac w teatrze TV. Pan Andrzej nauczył mnie konieczności przygotowania się do roli. On uświadamiał nam wszystkim, że jeżeli nie będziemy umieli tekstu, jeżeli nie będziemy wiedzieli o co chodzi, to nie zagramy tych ról, tylko będziemy udawali że je gramy. Później, ilekroć miałem jakieś wątpliwości, dzwoniłem do niego, miałem do niego wielki szacunek. 

Grał w stylu aktorskim, który ja nie za bardzo lubię. W trakcie pracy z panem Andrzejem przekonałem się, że to, jak on gra na scenie jest równie wspaniałe jak to, co ja cenię najbardziej, np. aktorstwo Tadeusza Łomnickiego, takich +dzików aktorskich+. Jego aktorstwo było inne, ale on był w nim mistrzem".

Krytyk teatralny Wojciech Majcherek

"Moje ostatnie spotkanie z Andrzejem Łapickim, kiedy mogłem z nim chwilę porozmawiać, to był jego jubileusz w Teatrze Narodowym, przy okazji roli w +Iwanowie+ Czechowa w reż. Jana Englerta. Obchodził 65-lecie pracy twórczej. Po latach przerwy wracał do teatru; zagrał wtedy - świetnie zresztą - rolę drugoplanową, ale jakby dla niego skrojoną. 

Dla mojego pokolenia, a na pewno też dla starszego pokolenia ludzi teatru Andrzej Łapicki był autorytetem. Jego zachowanie w stanie wojennym, zresztą w całym tym trudnym czasie lat 80., było naprawdę niezwykle godne, zarówno jeżeli chodzi o obronę szkoły teatralnej, jak i jego życie osobiste. 

Łapicki dochodził do swojej pozycji przez lata. Zaczynał jako aktor popularny, który w latach 50. czy 60. często wcielał się w role amantów. Z czasem jednak zdjął taką pewnego rodzaju maskę, wyzwolił się z powierzchowności i nabrał głębszego wymiaru jako artysta i jako człowiek.

Ta ewolucja wynikała z dwóch rzeczy: przede wszystkim Łapicki to był aktor inteligent - wynikało to z jego pochodzenia i tradycji rodzinnych, a także młodzieńczych doświadczeń wojennych. Po drugie, miał swój kodeks wartości, który bardzo chronił.

Łapicki nie uważał się za wybitnego aktora - nie stawiał się w jednym rzędzie z takimi aktorami jak Łomnicki czy Holoubek. Wynikało to z realnej oceny własnych możliwości; on znał swój warsztat, wiedział, w czym jest dobry.

To był aktor racjonalny - kierował się inteligencją, nie emocjami z wnętrza. Z niebywałą estymą odnosił się do polskiej klasyki, ale nie romantycznej - jego mistrzem teatralnym był Fredro. W rolach, które grał, przejawiały się inteligencja oraz styl bycia cechujący się pewną ironią, humorem i dystansem do rzeczywistości. Jako aktor filmowy Łapicki najpełniej wyrażał się w kreacjach u Tadeusza Konwickiego i Andrzeja Wajdy". 

Aktor Jerzy Trela 

"Był wzorcem tego, co jest już coraz rzadziej w teatrze spotykane - szlachetności i klasy. Jeszcze raz pokazał tę klasę w +Iwanowie+ w Teatrze Narodowym, kiedy wrócił na scenę po wielu latach nieobecności. I właśnie od +Iwanowa+ jakby odżył. To było wspaniałe. Myślę, że wtedy znów uwierzył w sens życia.

Wraz z nim odchodzi pewna epoka. Odchodzi już po prostu nieodwracalnie. Odszedł wspaniały arystokrata polskiego teatru. To wielki żal, kiedy odchodzą ludzie, których już nikt nie jest w stanie zastąpić".

(-)
PAP
23 lipca 2012
Portrety
Andrzej Łapicki

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia