Wstyd

O konkursie na dyrektora Warszawskiej Opery Kameralnej

Skoro są bardzo silne podejrzenia, że proces wyboru był sfingowany, trzeba teraz zrobić wszystko, by zagwarantować przejrzystość. Takie czyny są potrzebne przede wszystkim nowemu dyrektorowi, by mógł jak najsilniejszą ręką przeprowadzić bolesne reformy i żeby to wreszcie przestało wyglądać jak zamach urzędu na instytucje - o konkursie na dyrektora Warszawskiej Opery Kameralnej pisze Michał Zadara w Krytyce Politycznej.

Mazowiecki Urząd Marszałkowski przeprowadził konkurs na "kandydata na dyrektora" najwyżej dotowanej placówki kulturalnej województwa Mazowieckiego, Warszawskiej Opery Kameralnej. Słowo "kameralna" odnosi się tutaj tylko do rozmiarów sceny. Instytucja ta ma kilkunastomilionowy budżet, niewiarygodnie rozbudowany zespół artystów etatowych, i mogłaby - przy odpowiednim zarządzaniu - być motorem życia muzycznego nie tylko Warszawy czy Mazowsza, ale spokojnie konkurować z wiodącymi instytucjami muzycznymi kraju. Reforma tej instytucji jest więc jak najbardziej wskazana i gdyby ktoś z odwagą i wizją stanął na czele tej opery, mógłby - przy takim budżecie - dokonać rzeczy wielkich.

Konkurs został rozpisany po zwolnieniu założyciela tej instytucji, który po 40 latach pracy na tym samym stanowisku, już - delikatnie mówiąc - nie zarządzał tą operą na takim poziomie, na jaki ona zasługuje. Zatrudniony został p.o., rozpisano konkurs.

Do konkursu zgłosiło się jedenastu kandydatów. I od razu na pierwszym etapie dziewięciu zostało skreślonych z powodów formalnych. Sama ta statystyka budzi wątpliwości - czy rzeczywiście dziewięciu kandydatów mających doświadczenie dyrektorskie nie dało sobie rady ze spełnieniem warunków formalnych? Jeden z kandydatów dostarczył orzecznie lekarza o braku przeciwskazań do wykonywania zawodu dyrektora na niewłaściwym druku. Jeśli był wspaniałym kandydatem, to trochę głupio go skreślać z tego powodu. Ale to komisji nie przeszkadzało. Dziewięciu zostało skreślonych.

Dwóch kandydatów, którzy przeszli do kolejnego etapu, to obecny p.o. dyrektora tej sceny oraz jego zastępca. Ten fakt też budzi wątpliwości, czy rzeczywiscie konkurs był do końca przejrzysty i dawał wszystkim kandydatom równe szanse. Wymogi spełnili tylko ci, którzy obecnie pełnią funkcje o które się ubiegają, a zostali na niej obsadzeni wcześniej, bez jakiegokolwiek przejrzystego procesu.

Na koniec zaskoczenia nie było. Konkurs wygrał Jerzy Lach -pełniacy obowiązki dyrektora tejże opery, wyznaczony na wiosnę przez urząd marszalkowski.

Patrząc się z zewnątrz na ten konkurs, wszystko wskazuje na to, że został on przeprowadzony tylko po to, by uprawomocnić władzę obecnego dyrektora, wyznaczonego przed urząd Marszałkowski. Że konkurs, mówiąc wprost, był działaniem pozornym, odgrywaną demokratyczną fasadą zasłaniającą autokratyczne działania biurokratów.

Nie mam wątpliwosci, że Warszawskiej Operze Kameralnej trzeba bardzo sprawnego dyrektora do uporządkowania teatru, którego olbrzymi budżet stwarza możliwości nie tylko dla zaistnienia zjawiskowego programu (którego do tej pory Warszawska Opera Kameralną moim zdaniem nie miała), jak i zjawiskowych nieprawidłowości (które wykryła kontrola badająca teatr na wiosnę). I jest też całkiem możliwe, ze Jerzy Lach jest najlepszą osobą do tego zadania, że jest menadżerem wybitnym, który zrobi z opery kameralnej instytucję nowoczesną i wydajną, służącą widzom z całego województwa. Może tak jest.

Jednak proces wyłaniania obecnego dyrektora śmierdzi bardzo złymi praktykami, i to na kilometry. Wygląda na to, że konkurs był ustawiony i zmanipulowany. Dowodów na to oczywiście na mam, piszę tylko o tym, jak to wygląda z zewnątrz. W międzyczasie pojawiło się tyle artykułów na ten temat i nadanych zostało tyle audycji radiowych, że osoby odpowiedzialne za ten konkurs mają bardzo jasny obraz kierowanych wobec nich zarzutów.

I teraz jest ten moment, kiedy powinny się odezwać w tej sprawie osoby i urzędy odpowiedzialne, czyli biuro kultury urzędu marszałkowskiego, pewnie też sam Marszałek, i powiedzieć publicznie, "Słuchajcie. Wiemy, że to wszystko wyszło bardzo brzydko. Ale po to są wymagania formalne, by ich przestrzegać. Nie mogliśmy ich ignorować. Kandydaci naprawdę nie spełnili warunków, które były w pełni uzasadnione, a Pan Jerzy Lach wygrał konkurs w pełni legalnie i bez jakichkolwiek przekrętów, i proszę, oto pełna dokumentacja konkursu w pdfach, do pobrania na stronie urzędu". Teraz jest ten moment, by wszystkich dziennikarzy mówiących bardzo krytycznie o tym konkursie wyprowadzić z błędu. Teraz jest moment, żeby pokazać, że nie mają racji ci, którzy utrzymują, że w PSL-owskich strukturach urzędnicy kierują się wyłącznie własnym interesem i interesem kolesiów. Teraz można pokazać, że Marszałek Struzik i Dyrektor Lach chcą prawdziwej demokracji i prawdziwej kultury dla Mazowsza.

Skoro są bardzo silne podejrzenia, że proces wyboru był sfingowany, trzeba teraz zrobić wszystko, by zagwarantować przejrzystość. Takie czyny są potrzebne przede wszystkim nowemu dyrektorowi, by mógł jak najsilniejszą ręką przeprowadzić bolesne reformy, i żeby wreszcie przestało to wyglądać jak zamach urzędu na instytucje.

W obecnej sytuacji zostaje mi tylko poczucie ogromnego wstydu i bezradnosci. I przerażenie, że tak niski jest poziom naszej demokracji.

Michał Zadara
Krytyka Polityczna
16 listopada 2012

Książka tygodnia

Monty Python. Autobiografia według Monty Pythona
Czwarta Strona - Wydawnictwo Poznańskie Sp. z o.o.
Monty Python

Trailer tygodnia