Wszyscy gramy u Frljicia

"Klątwa" - reż. Oliver Frljić - Teatr Powszechny w Warszawie

Prokuratura zajęła się z urzędu spektaklem "Klątwa" wyreżyserowanym - jeśli o reżyserii można tu w ogóle mówić - przez Chorwata Olivera Frljicia.

Stowarzyszenie Ordo Iuris interweniuje w Radzie Europy. Z wielu stron płyną głosy całkowicie uzasadnionego i zrozumiałego oburzenia, jest z tym wszystkim tylko jeden problem: prokuratura, Ordo Iuris, wielu komentatorów, ale oczywiście także ci, którzy tym strumieniem pseudoteatralnych fekaliów są zachwyceni - oni wszyscy grają w przedstawieniu Frjlicia. W jakimś stopniu, niestety, gram w nim także ja, pisząc ten felieton.

W jaki sposób? Wiele wyjaśnia wywiad z Chorwatem opublikowany w "Krytyce Politycznej". Frljić mówi w nim o swoich wątpliwych dokonaniach w roli dyrektora Teatru Narodowego w Rijece: "Tymczasem dla mnie od początku było jasne, że chciałbym jej użyć [instytucji Teatru Narodowego - przyp. Ł.W.] jako narzędzia performatywnego i rozszerzyć jej obecność poza scenę; wiedziałem, że będę chciał performować instytucję w każdym możliwym rodzaju mediów. Chciałem zantagonizować całe społeczeństwo - i to jakoś nam się udało. [...] jedną z pierwszych rzeczy, które zrobiliśmy, było zawieszenie na budynku teatru flagi LGBTQ w dniu jednego z najważniejszych świąt narodowych Chorwacji. To była bardzo prosta, niedroga akcja, która wywołała duże poruszenie. Oto mamy narodowe święto, reprezentujące pewne wyobrażenie o społeczeństwie - wyobrażenie, z którego niektóre grupy społeczne są wykluczone. A my zdecydowaliśmy się zawiesić na teatrze flagę jednej z wykluczanych mniejszości. Reakcje były natychmiastowe, pojawiły się oskarżenia, że próbujemy ośmieszyć narodowe święto. [...] Pojawiłem się w niemal wszystkich możliwych chorwackich mediach, opowiadając o akcji".

Odrzućmy bełkotliwą warstwę ideologiczną. Frljić jest zwykłym, mało twórczym przedsiębiorcą: zarabia na skandalu. Ma to wszystko od dawna przećwiczone, obliczone i skalkulowane. Jego "przedstawienie" nie kończy się na aktorach robiących na scenie fellatio czy wyciągających sobie flagi z wagin. Ono obejmuje wszystko to, co dzieje się wokół tej kloaki. Stąd dla Frljicia największą porażką, najgorszym scenariuszem jest ten, w którym jego żałosne, wtórne pseudotwórcze postękiwania spotkałyby się z całkowitą obojętnością.

Wiem, że trudno się na to zdobyć i ciężko tego wymagać od innych, skoro i piszący te słowa ma z tym problem. Mam jednak również problem z braniem udziału w performansie według scenariusza chorwackiego hochsztaplera.

Łukasz Warzecha
Do Rzeczy
28 lutego 2017
Portrety
Oliver Frljić

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia