Wszyscy jesteśmy długiem

"Dług" - reż. Jan Klata - Teatr Nowy Proxima

Nowy spektakl w reżyserii Jana Klaty "Dług", zrealizowany w Teatrze Nowym Proxima w Krakowie, dostał duży kredyt zaufania. Bo wszyscy chcieli zobaczyć, jak i czy w ogóle zaprocentował pomysł, który zrodził się jeszcze w czasach, gdy twórca zasiadał w fotelu dyrektora Narodowego Starego Teatru.

To spektakl, dla którego punktem wyjścia jest książka Davida Graebera. To traktat socjologiczno-ekonomiczny, patrzący na historię ludzkości przez pryzmat długu. Powiem od razu: cytatów z tego tomu jest kilka. Klata krąży po tekstach z różnych epok - od Platona i Biblii, przez "Kupca weneckiego", "Zbrodnię i karę" po "Fausta". Opowiada o tym, że dług to nie jest tylko relacja finansowa. To sytuacja moralna, międzyludzka, społeczna, międzynarodowa. Reżyser boleśnie punktuje to, że "każdy dług jest czyimś zyskiem". Przypomina nawet, że w greckim oryginale słów modlitwy "Ojcze Nasz" pada: "...i odpuść nam nasze długi, jako i my odpuszczamy naszym dłużnikom".

A do tego piny, bliki, plastikowe karty i wirtualne pieniądze. Ale od tego wszystkiego bardziej przejmująca jest po prostu zwykła, ludzka historia. Aktor, Marcin Czarnik, opowiada o swoim życiu, braniu kredytu hipotecznego z bratem, bo z żoną nie było zdolności, długu frankowym, i sprzedawaniu mieszkań, bo trzeba było jechać w nowe miejsce i znów zostać z niczym. Do tego jeszcze bolesne wycenienie aktora na 1,73 zł. Śmiech szybko ustąpił miejsca przejmującej ciszy... Bo to dobitne podniesienie ludzkiej historii do rangi uniwersalnej metafory.

Przez gęstość literackich nawiązań ten spektakl długo się rozkręca. Może nawet za długo. Może literackość przykrywa współczesny kontekst. Może. Ale jak się ma taki "wunderteam" jak zestaw aktorski, który opuścił mury Narodowego Starego Teatru w Krakowie tuż po tym, jak Klata przestał być dyrektorem, to można być pewnym, że to opłacalna inwestycja artystyczna. Monika Frajczyk, Małgorzata Gorol, Bartosz Bielenia i Marcin Czarnik. Tych aktorów po prostu publiczność kupuje na scenie od razu.

Nawet w ograniczonych warunkach, bez całego zespołu, udało się Klacie zrobić spektakl z tym, co dla jego teatru charakterystyczne. Znów mamy muzyczny kolaż, z bardzo ciekawym opracowaniem Jakuba Lemiszewskiego. Wpadające w ucho dźwięki, bujające, atrakcyjne jak pożyczki krótkoterminowe. Do tego niepokojący szelest banknotów, szczęk złotych zębów, brzęczenie przesypywanych monet. Audiosfera spaja poszczególne, czasem odległe od siebie sceny. Zszywa je dym. Jest takie przekonanie, że jak reżyser nie ma pomysłu albo chce coś ukryć - stosuje ten tik. W tym wypadku wszystko jest świadome, trafne, osadzone w wizualnym kontekście.

Dobrze, że reżyser i ten zespół zechciał zdeponować swój artystyczny kapitał w takiej formie w Krakowie, któremu nie są przecież już nic winni.

Łukasz Gazur
Dziennik Polski online
19 września 2019
Portrety
Jan Klata

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia