Wszyscy jesteśmy Pingwinami, czyli dlaczego wolę Teatr od „robienia Sztuki w teatrze"...?

"Bieguny" - reż. Paweł Passini - Centrum Kultury w Lublinie

Pingwiny, Biegun Południowy, Cyprian Kamil Norwid, nowatorstwo Sztuki w Teatrze, Polska sprawa wobec Europy... Czyli dlaczego waćpanna Anna Rzepa - Wertmann do skrajnego nowatorstwa w teatrze miłością zbytnią nie grzeszy, a czasem się go (słusznie zresztą!) obawia...

Zasadniczo najpierw była sama idea, zamysł i ciekawość „jakie ciasto wyrośnie z tej niecodziennej mąki?". Potem była obawa o widzenie i odbiór przestrzeni teatralnej, którego doświadczę oraz wrażliwość, na jaką winnam się gotować. Nigdy wcześniej nie miałam styku z teatrem wedle Pawła Passini. Pół roku wcześniej zaryzykowałam i dzięki temu przekonałam się do wizji reżyserskiej Łukasza Witt -Michałowskiego; więc czemu by nie spróbować z takim aktem odwagi znowu...? To była dodatkowa motywacja, by jednak 28 sierpnia pójść do Centrum Kultury i zobaczyć „Bieguny", najnowsze w sensie dosłownym „teatralne dziecko" wypuszczone spod skrzydeł lubelskiego neTTheatre. Gdzieś tam w tyle czaszki zabrzmiał znowu cytat z Nory Ephron: „ Człowiek w życiu powinien wszystkiego spróbować..." . Co też tam Paweł Passini upichcił w teatralnej kadzi wrażeń, sensów i podtekstów...?

Pierwsze wrażenie? Ochraniacze na buty, szpitalnie zielone, rozdawane zaraz po sprawdzeniu biletów. „Przepraszam, mamy to założyć?" - eleganccy państwo w wieku balzakowskim, wchodzący tuż przede mną jako przedostatni, lekko zdziwieni. Młody człowiek (zapewne z ekipy realizatorskiej) tłumaczy uprzejmie: „Tak, proszę państwa, na obuwie. Żeby się scenografia nie pobrudziła..." Założyłam więc, podążając w stronę wejścia na widownię, osnutego białą wiskozową włókniną. Przeszłam kotarę i spotkała mnie następna niespodzianka; niemym gestem zostałam zaproszona, bym wdziała na siebie albę z półkolistym białym karczkiem z rzeczonej włókniny. Dopiero wtedy zauważyłam, że zostaliśmy wszyscy niejako zunifikowani; widzowie siedzący w bocznych stallach niejako poprzez „wpięcie się" w otwory w scenografii stali się częścią stada pingwinów. Moja, frontalna, część widowni przypominała jako żywo grupę mnichów i zakonnic w kaplicy. Skoro El Bruzda (czyli Marta Góźdź, odpowiedzialna za te dość niezwykłe kostiumy oraz scenografię) tak to sobie wymyśliła, to na półtorej godziny mogę zostać zakonnicą, pingwinem i częścią scenografii; szczerze mówiąc wizja mnie nawet nęciła. Gdyby nie wszechobecna duchota, można by to nawet uznać za dość ciekawy eksperyment scenograficzno – kostiumologiczno – teatralny. Scenografia stała się świetnym ekranem dla projekcji Marii Porzyc; zwłaszcza te archiwalne, słabo niestety widoczne, zasłużyły na zakątek w mej pamięci. No i dziecięco piękne maleńkie tęczowe „zajączki"; miały tam pewną specyficzną rolę do odegrania, ale o tym na razie sza....! Z projekcjami współgrały niejako świetlne plamy, cienie i pasma, za których grę odpowiedzialny był Daniel Bakalarz. Nieco gorzej było chwilami z dźwiękiem, ale tu już winna była tylko i wyłącznie materia scenograficzna. Włóknina wiskozowa (będąc skądinąd świetnym wytłumiaczem) bywa określana mianem chochlika akustycznego.

Był jednak element spektaklu, w którym światło, ruch i kolor miały się zjednoczyć i już na zawsze mi się z tymże kojarzyć. 27 latka, po wrocławskiej PWST, wysoka, filigranowo porcelanowo krucha. O tak niesamowitej plastyce ciała i niezwykłej giętkości, iż chwilami autentycznie zastanawiałam się, czy ona rzeczywiście posiada kręgosłup i czy rzeczony jest taki jak u reszty populacji...?! Zwie się owa Lodowa Anielica Malwiną Kajetańczyk, a jej podziwianie w każdym momencie „Biegunów" było esencjonalną sceniczną przyjemnością. Z całej aktorskiej obsady miała (kolokwialnie rzecz ujmując!) „najbardziej pod górę i do tyłu"; przyczynił się do tego bardziej kostium niż rola... Bialuteńkie body w stylu Jean Paul Gaultiera z przepięknymi olbrzymimi anielskimi skrzydłami, które były jej ozdobą, ale też i ograniczeniem; cóż to dla Malwowej Anielicy?! Opisanie całej plastyki, perfekcyjnej korelacji ciała, kostiumu i ruchu owych niebiańskich atrybutów, tańca skrzydeł pomiędzy szybującymi co i rusz w powietrzu kartkami rękopisów, swoistej pantomimy byłoby zbyt trywialne. Trzeba było zobaczyć, jakiekolwiek zdolności literackie są tu niczym! Zapomniałam dodać, że była to jedna z trzech najlepszych dykcji tego spektaklu – krótko mówiąc: czapki z głów, i to zasłużenie.

Drugie moje zachwycenie? Świeżo po krakowskiej PWST, temperamentna, dynamiczna, czystej wody aktorka charakterystyczna. Na scenie w 1000 procentach jest swoją postacią, bez jakichkolwiek kompromisów; przy tym perfekcyjna, z wizją roli, zachwycająca czystą dźwięczną dykcją (nie uwierzycie, jak rzadka to dzisiaj zaleta!). Jednym słowem: Klaudia Cygoń! Zasadniczo Pingwin, czasem ślepnący panicz Ksawery Norwid, może alter ego norwidowskiego Sumienia i Duszy... Pełnoż panny Cygoń na scenie i - szczerze mówiąc - swoim profesjonalizmem przykuwa i skupia uwagę. Oby tak dalej, oby częściej, niech życie nie skąpi ciekawych ról i mądrych reżyserów, którzy w pełni wykorzystają potencjał drzemiący w tej diabelnie uzdolnionej aktorce!

Finał aktorskich zachwytów będzie krótki. Szłam na „Bieguny" dla aktorstwa, profesjonalizmu, dykcji, stylu, charyzmy Jarosława Tomicy – i nie było takiej możliwości, bym się rozczarowała! Po prostu mistrz Starej Dobrej Szkoły i tyle!

Niestety, przyszła nieuchronna pora na wyjaśnienie, dlaczego akurat ten spektakl jest dla mnie częściowym rozczarowaniem. Bowiem głównie za sprawą przeszarżowanego aktorstwa Pawła Janysta (scenicznego Cypriana Kamila Norwida), pośpiechu oraz nieco koturnowo- monumentowej reżyserii akcja miejscami nuży i męczy.

Po pierwsze: jeśli próbę kończy się pół godziny przed początkiem premiery, to zwyczajnie stres, zmęczenie i wybitnie wtedy niskie ciśnienie atmosferyczne odbiło się na aktorach i ich grze. Mała przestrzeń, stale na widoku, brak chwili do refleksji; oni nie są ludźmi o tytanowej konstrukcji, wręcz przeciwnie, a sprawny reżyser pamięta o tym zawsze i ma to na uwadze...!

Po drugie: dla Pawła Passini (jak chyba słusznie mniemam) materiałem bazowym do „Biegunów" były ważne, ważkie i cenne materiały jak listy, poematy, pisma polityczne Cypriana Kamila Norwida. Więc do świętej jasnej Anielki, nie zakopujmy tego potencjału, wiedzy i mądrości pod śmietnikiem: udziwnionej, unowocześnionej, przeszarżowanej reżyserii, niecodziennej trans-akcentacji, równoczesnego podawania kluczowych przez trójkę aktorów jednocześnie itd... Jeśli te wszystkie zabiegi miały zamierzony cel, poproszę o poinformowanie mnie jaki onże był? Z całą pewnością miał być odwrotny do zamierzonego. Paweł Janyst jako Norwid, recytujący niesłychanie ważkie fragmenty z „Pism politycznych", przy każdym egzaltowanym „Ojczyzna", „Patriotyzm", „Naród", „Polska" powodujący pośród widowni rechotanie, śmiechy przemieszane z osłupiałymi zmieszanymi spojrzeniami i minami...! Mam uwierzyć, że właśnie takim był zamysł reżyserski, akurat to było potrzebne do głębszego wydobycia sensu z twórczości Norwidowskiej?

Tytułem mojego komentarza zacytuję nieśmiertelnego zielonego Ogra, bowiem akurat te słowa są tu niesłychanie na miejscu: „To se jeszcze poczekacie...!"

Puentą, prócz moich zachwytów, niech będzie cytat z wiersza Cypriana Kamila – niejako jednak zaproszenie do tego, żeby chociaż dla powyższych moich zachwytów z pierwszej części zmierzyć się z materią „Biegunów"... Może mimo skrajnie natchnionej, egzaltowanej, maksymalnie udziwnionej reżyserii Pawła Passini uda Wam się, Drodzy Nieznani Przyszli Widzowie, odnaleźć coś jeszcze w tym tekście, może zakochacie się w słowach Norwida na nowo, wykiełkuje w waszym sercu mała roślinka...

„(...)"Co piszę?" -- mnie pytałeś -- oto list ten piszę do Ciebie --
Zaś nie powiedz, iż drobną szlę Ci dań -- tylko poezję!
Tę, która bez złota uboga jest -- lecz złoto bez niej,
Powiadam Ci, zaprawdę, jest nędzą-nędz...
Zniknie i przepełźnie obfitość rozmaita,
Skarby i siły przewieją -- ogóły całe zadrżą,
Z rzeczy świata tego zostaną tylko dwie,
Dwie tylko: poezja i dobroć... i więcej nic...
Umiejętność nawet bez dwóch onych zblednieje w papier,
Tak niebłahą są dwójcą te siostry dwie!...(...)"

Anna Rzepa-Wertmann
Dziennik Teatralny Lublin
31 sierpnia 2015
Portrety
Paweł Passini

Książka tygodnia

Wpadnij, to pogadamy...
Wydawnictwo Universitas
Krzysztof Orzechowski, Łukasz Maciejewski

Trailer tygodnia

Roxana Songs
Krystian Lada
Lada wybrał na miejsce nagrania „Roxa...