Wszystko z wtedy jest i dziś

Rozmowa z Joanną Drozda

- Zdecydowaliśmy się na dość ryzykowny pomysł: na kobietę, która wbrew otaczającemu ją społeczeństwu realizuje nawet nie tyle siebie, co marzenie o sobie. Nie wstydzi się swojej pretensjonalności. Wręcz lubi nią prowokować - o roli Racheli w bydgoskim "Weselu" opowiada aktorka JOANNA DROZDA.

Wiadomo, że "Wesele" to ważna lektura szkolna, czy to było Twoje pierwsze z nim spotkanie od czasów szkolnych? Jak na nowo rozpoznałaś ten tekst? Z łatwością zobaczyłaś w nim współczesne społeczeństwo?

Joanna Drozda: Z "Weselem" miałam do czynienia na studiach w krakowskiej PWST. Anna Polony raczej próbowała nas oczarować melodią języka i Młodą Polską, poruszyć te sentymentalne, oniryczne emocje. Później jeszcze grałam w dyplomie starszych kolegów reżyserowanym przez prof. Trelę, grałam Kaśkę, ale to też polegało na rozczytaniu tego, co autor miał na myśli. Dopiero przez Libera zaczęłam dostrzegać uniwersalność tego tekstu, jego aktualność. To trochę przeraża, że jako naród nie ewoluujemy. Wciąż można nas pokonać za pomocą naszych wad. Wszystko z wtedy jest i dziś. To porażające.

Rachela to kobieta wyzwolona, żyje tak jak chce, wtedy taka postawa szokowała, ale i dziś samodzielnym kobietom wcale nie jest łatwo - jakie są Twoje przemyślenia o tej postaci?

W pracy z Marcinem Liberem raczej stawiałam na temat, to, ile niesie ze sobą na barkach kobieta samodzielna, niż tylko postaciowanie. Zdecydowaliśmy się na dość ryzykowny pomysł: na kobietę, która wbrew otaczającemu ją społeczeństwu realizuje nawet nie tyle siebie, co marzenie o sobie. Nie wstydzi się swojej pretensjonalności. Wręcz lubi nią prowokować. Kobiety wyzwolone, samodzielne, nie szokują dziś, przynajmniej nie mnie. Dlatego chciałam znaleźć jakiś inny rodzaj poczucia ryzyka, wystawiania się na ocenę. Wybraliśmy awangardę, którą na co dzień ciężko się łyka. Ludzie poszukujący sposobu na siebie, szczególnie w dobie hipsterstwa, umówionej nijakości, natychmiast stają się celem.

Rachela to uosobienie poezji, żyje sztuką, jest nadwrażliwa, czuje i widzi więcej - w naszych czasach taka postawa nie jest najlepszą drogą do kariery i zasobnego życia... Czy to zastanawiające, że od Wyspiańskiego nic w tej materii się nie zmieniło?

Żyjemy w czasach, kiedy naprawdę możemy sobie wybrać, jak, gdzie, z kim i za ile żyjemy. To tylko kwestia naszej determinacji. Wszystko już jest możliwe. Decyzja zajmowania się sztuką na życie jest jak najbardziej świadoma. Wybierasz, wśród jakich ludzi chcesz żyć. To ma wady i zalety. Tak było jeszcze przed Wyspiańskim. U Szekspira można znaleźć mnóstwo cytatów. Bardziej martwi mnie to, ze od kilku lat w Polsce kulturę przestała wspierać władza. Myślę przede wszystkim o Warszawie, bo tam mieszkam. Znajomy zapytał, czy Warszawa chce wykończyć teatr? Zaśmialiśmy się wtedy, ale coś w tym jest. W stolicy jest coraz mniej teatrów aspirujących, poruszających trudne tematy. Tego bardziej się boję, nie niskich dochodów, jak na teatralną artystkę przystało, ale niemożliwości pracy w ogóle przez brak miejsca. Na szczęście jest Bydgoszcz!

Rachela to kobieta bardzo świadoma, mądra, dostrzega więcej niż reszta weselników, ona pierwsza zauważa Chochoła również i dziś inteligentne kobiety mają trudniej, muszą bardzo walczyć o swoją pozycję i nie są szczególnie lubiane przez otoczenie - jak budowałaś swoją postać od strony kulturowej i feministycznej?

Nie podchodziłam osobno do tematu feminizmu w Racheli. Nie walczy ona o prawa kobiet. Jesteśmy na dobrej drodze. Jej walka jest może bardziej romantyczna, egzaltowana, sentymentalną. Walczy o refleksje wewnątrz samej siebie, o taką wolność w każdym. Nacechowana jest wrażliwością. Wyłącza się poza nawias ludzi w ogóle. Przygląda się kondycji ludzkiej dzisiejszych czasów. Stąd jej spowinowacenie z Chochołem. Nauczmy się cenić, co mamy, zdaje się dopraszać. Jest bardziej piewczynią dogmatów sztuki, niż feministką.

Rachela jest Żydówką, kwestia polskiego antysemityzmu jest ciągle żywa, na tym polu mamy wiele lekcji do odrobienia, w spektaklu również Panna Młoda w niewybredny sposób traktuje Rachelę...

Staraliśmy się zmusić widza do przekroczenia bariery czasowej "Wesela" i pozwolić mu zobaczyć, ze Żydzi o których my opowiadany, to naród z doświadczeniem XX w. To diametralnie zmienia postać rzeczy. To obciążenie jest zresztą obustronne. Jak poradzić sobie z taką historią? Z takimi przodkami? Z jednej i drugiej strony! Rachela wybiera konieczność refleksji, pamięci. Tak nas uczy historia. Przyjmujemy ją, ale nie powinniśmy pozostawać w potrzebie jej rozliczania. Pamiętajmy, ale po to, by nie czernieć na nowo od środka. Jeśli to się nie udaje, trzeba wywołać chochoła, czyli te największe przywary, by ostro zaatakowały, ale nas samych. Może wtedy się obudzimy.

Monika Grabarek
www.bik.bydgoszcz.pl
26 marca 2014
Portrety
Joanna Drozda

Książka tygodnia

Trailer tygodnia

Film balkonowy
Paweł Łoziński
Czy każdy może być bohaterem filmu? C...