Wyciągnięta z lamusa perełka

"Córka źle strzeżona" - chor.Sir Frederick Ashton - Opera Narodowa w Warszawie

Nieprzemijająca uroda klasyki

Niewiele jest dziś spektakli dramatycznych, operowych czy baletowych, które można by określić jako familijne. Nie stricte dla dzieci, nie stricte dla młodzieży i nie stricte dla dorosłych, ale właśnie jako familijne, takie, na które przychodzi się całą rodziną, całymi pokoleniami, od wnuczków i rodziców aż po dziadków. Bardzo dobrze więc, że Opera Narodowa wznowiła "Córkę źle strzeżoną", bo to jest właśnie przedstawienie familijne. Z prawdziwą przyjemnością oglądałam ten balet i z równą przyjemnością patrzyłam na widownię, gdzie młodzież, a także maluchy z mamami, babciami, dziadkami (tatusiów chyba było mniej) patrzyły na to, co dzieje się na scenie z zainteresowaniem i reakcją, raz po raz a to pytając mamę o coś, a to komentując po swojemu wydarzenia sceniczne. No i od czasu do czasu maluchy trzeba było prowadzić do toalety, wtedy po powrocie pytały, co działo się na scenie podczas ich nieobecności. Bardzo to było zabawne i wzruszające.

To najstarszy balet świata, jaki przetrwał do dziś w repertuarze światowym. A przetrwał w pełnym kształcie dokumentacyjnym, to znaczy zachował się scenariusz ze szczegółowym opisem sytuacji scenicznych, a także konstrukcja choreograficzna, najpierw przekazywana ustnie, potem spisana. Prapremiera odbyła się tuż przed rewolucją francuską, 1 lipca 1789 roku, w Grand ThéČtre w Bordeaux. "Córka źle strzeżona", będąca połączeniem baletu z pantomimą, jest modnym w tamtym czasie rodzajem tzw. wiejskiej sielanki, której akcja toczy się na wsi podczas żniw. Znajdujące się w balecie sceny o charakterze groteskowym oraz sytuacje należące do gatunku farsowego zostały przejęte z granych wówczas na scenach francuskich sztuk, oper komicznych i wodewilów. Toteż w "Córce źle strzeżonej" sporo jest tzw. scen sytuacyjnych, nakładających na wykonawców zadania typowo aktorskie jak w teatrze dramatycznym, tutaj - wyrażane formą pantomimiczną. W tradycji grania tego baletu do ról Thomasa i notariusza zazwyczaj angażowano aktorów o komicznej sile wyrazu. 

Oprócz innych zalet właśnie ów komediowy charakter baletu zadecydował o tak długiej jego żywotności. Rzadko mamy do czynienia z baletem stricte komediowym. To tak jak na scenie dramatycznej, gdzie trudno o dobrą komedię. O wiele łatwiej zrealizować balet w jego odmianie poważnej aniżeli komediowej. Gdyby przejrzeć światowe repertuary widowisk baletowych, to komediowych spektakli jest niewiele. Prezentowana na scenie Opery Narodowej "Córka źle strzeżona" jest przeniesieniem wersji z The Royal Ballet w Covent Garden w Londynie, której premiera odbyła się w 1960 roku w choreografii Fredericka Ashtona. Rzecz utrzymuje się w repertuarze Teatru Wielkiego - z przerwami - od 1977 roku.

Można by sądzić, że w zderzeniu ze współczesnym baletem, z dzisiejszą estetyką tańca, a także ze współczesną kulturą "Córka źle strzeżona" nie ma dzisiaj szans na utrzymanie się na scenie, bo - jak niektórzy określają - to przecież "stara ramota", rzecz "wyciągnięta z lamusa", "muzealny zabytek" będący na przekór obecnej modzie, a w najlepszym razie sympatyczny "bibelot". No, może i z "lamusa", może i "bibelot", ale na scenie Opery Narodowej ogląda się tę "staroświecczyznę" z wielką przyjemnością. Przede wszystkim istnieje tu - rzadko spotykana już dziś w teatrze - harmonia elementów tworzących to urodziwe widowisko baletowe, począwszy od układu choreograficznego w pełni klasycznego (czytelnego w każdym ruchu i geście), przez dobre wykonanie, barwny kostium z epoki i takąż szatę scenograficzną (z wiejskim pejzażem i domostwem wdowy Simone), po muzykę, a nawet i samą tematykę. Wszystko to wspaniale ze sobą współgra i tworzy harmonijną dramaturgię całości. 

Fabuła baletu nie grzeszy skomplikowaniem: wiejska dziewczyna Lise kocha się w wiejskim chłopcu Colasie i pragnie właśnie za niego wyjść za mąż, lecz jej matka, wdowa Simone, upatrzyła dla niej innego kandydata na męża - Alaina, syna bogatego sąsiada Thomasa. A to, że Alainowi brak piątej klepki i że Lise go nie chce, nie ma dla matki znaczenia. W końcu jednak godzi się na ślub Lise z Colasem i rzecz kończy się dobrze. A wszystko to utrzymane w konwencji sielankowej komedii. Ta prostota wątku, naiwność i wdzięk postaci będących nosicielami głównego przesłania, jakim jest radość życia - sprawiają, że mimo tych 218 lat, jakie dzieli nas od premiery, publiczność chętnie ogląda ten balet. Zwłaszcza gdy wykonanie jest dobre. A w Teatrze Wielkim takie jest. 
Właśnie "Córka źle strzeżona" pokazuje możliwości tego baletu. I puenty, i wszystkie pas (pas de deux, pas d?action, pas de caractÝre), i arabeski, i solówki, i pełne urody sceny zbiorowe, wszystko tu jest jak trzeba. Oglądałam przedstawienie, w którym partię Lise tańczyła debiutująca w tej roli Agnieszka Pietyra. Znakomicie. Ileż wdzięku w każdym ruchu, geście, a do tego wiele mówiąca mimika. Lise w wykonaniu Agnieszki Pietyry jest dziewczyną z krwi i kości, z którą - mimo historycznego kostiumu - mogą utożsamiać się współczesne dziewczyny. Bo choć na przestrzeni wieków zmieniła się obyczajowość, to przecież temat nie ulega przedawnieniu. Agnieszce Pietyrze w partii Colasa udanie partneruje Maksim Wojtiul (mam tylko zastrzeżenia do kostiumu tancerza). W roli matki, wdowy Simone, zgodnie z tradycją obsadzony jest mężczyzna. Tutaj postać tę gra Wojciech Warszawski. Wprawdzie jest zabawny i budzi śmiech na widowni, ale może jednak warto by powściągnąć trochę ten nadmiernie szeroki gest pantomimiczny i przesadną mimikę, bo zbyt gruba kreska przerysowania nie służy postaci. Świetne, z zachowaniem proporcji, precyzyjnie wykonane etiudy Michała Tużnika budują nadzwyczaj wyrazistą i charakterystyczną postać Alaina i słusznie budzą aplauz widowni. W roli Thomasa, bogatego gospodarza wiejskiego, występuje Bogusław Tużnik sprawnie posługując się poetyką pantomimy. 

Ten "staroświecki", klasyczny taniec ukazuje swoją nieprzemijającą urodę, ale do tego potrzebna jest precyzja wykonania. I z taką właśnie mamy tu do czynienia.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
27 czerwca 2007

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia