Wyciągnięta ze śmietnika

"Mary Stuart" - reż. Agata Duda-Gracz - Teatr Ateneum w Warszawie

Pozbawiona tronu i uwięziona z rozkazu swojej kuzynki, Elżbiety, królowej Anglii, Maria Stuart, królowa Szkocji, czeka w celi na śmierć. Nim katowski topór zakończy jej życie, przez te kilka godzin, w ciągu których toczy się akcja spektaklu, królowa przygotowuje się na odejście.

Myli się ktoś, jeśli myśli, że zobaczy na scenie warszawskiego Teatru Ateneum pogłębioną refleksję na temat królowej Szkocji, czy to w perspektywie historycznej, czy też czysto ludzkiej, nie mówiąc już o przestrzeni duchowości, co wydawałoby się naturalne. Wszak główna bohaterka przedstawienia żegna się z życiem, a przy tym, jak wiemy, była katoliczką i do końca pozostała osobą wierzącą i praktykującą. Aspekt religijny - tak ważny w życiu królowej - tutaj prawie się nie pojawia. A te dwa czy trzy napomknienia na temat wiary mają charakter karykaturalny.

Agata Duda-Gracz, reżyser "Mary Stuart", skoncentrowała uwagę głównie na formie. W celowym przerysowaniu, wręcz w karykaturze ukazuje człowieka zdegradowanego, upodlonego, odartego z godności osoby ludzkiej. Nie ma w tym przedstawieniu ani jednej postaci pozytywnej.

Obserwujemy umieranie Mary Stuart w kontekście brudu, ekskrementów, co ma chyba mieć znaczenie zarówno dosłowne, jak i metaforyczne, jeśli chodzi o otoczenie i całą zewnętrzną rzeczywistość postrzeganą przez Mary. Można by zatem, pogłębiając myśl przedstawienia, przyjąć też w pewnym sensie perspektywę katastroficzną (skoro wykorzystuje się utwór współczesnego dramatopisarza niemieckiego), tyczącą procesów dokonujących się dziś na naszych oczach, jak upadek obyczajów, kultury, norm moralnych, co prowadzi do rozkładu świata, a nawet cywilizacji. Ale Agatę Dudę-Gracz bardziej interesuje pokazywanie taplania się w brudzie, w dewiacjach homoseksualnych, wprowadzanie elementów brzydoty, obsceny i fizjologii.

Agata Duda-Gracz ucharakteryzowała Marię Stuart na niemal stuletnią staruszkę. Nie mówiąc już o silnym obrzydzeniu postaci (z wyłysiałą głową, zniekształconą twarzą i specjalnie chropowatym głosem) w myśl tzw. estetyki brzydoty. Królową szkocką oglądamy niemal przez cały spektakl w obrzydliwej koszuli nocnej pobrudzonej ekskrementami. Ma wygląd osoby wyciągniętej ze śmietnika. Dopiero tuż przed śmiercią przebiera się w strój odpowiadający jej monarszej godności. Próżno by mówić o majestacie śmierci, którego tu nie ma. Tak jak i godności osoby noszącej tytuł królewski.

W warstwie fabularnej toczy się gra między nią i otoczeniem: dworskim lekarzem (Grzegorz Damięcki), błaznem homoseksualistą (Wojciech Brzeziński), pokojówką Jane (Paulina Gałązka) czy Panią Śpiewającą (Maja Kleszcz, gościnnie). Królowa wie, że ci pochlebcy pragną "ugrać" coś dla siebie, załatwić swoje prywatne interesy. Liczą na zysk, wszak władczyni ma przy sobie pudełeczko ze "skarbami". Kto je otrzyma? Obłudnicy przypochlebiają się swojej pani, a zarazem poza jej plecami pomiatają nią, bo wiedzą, że właściwie nie ma już nad nimi władzy i za chwilę umrze. Ten aspekt spektaklu mógłby nabrać dość istotnych, uniwersalnych znaczeń, gdyby nie był potraktowany nadto groteskowo i z tzw. przymrużeniem oka.

Oddzielne miejsce zajmuje postać kata (Przemysław Bluszcz), który ma dystans do całej reszty, nie interesują go skarby królowej. On wie, że w tej chwili jest tu najważniejszy. To jego królestwo, on stawia tu warunki. Przez cały spektakl stoi nieruchomo na proscenium i tylko kilka razy zabierze głos. Do posługi ma sparaliżowanego pomocnika, niedorozwiniętego niemowę w karykaturalnie, aż do przesady powykręcanym ciele (Tomasz Schuchardt).

Agata Kulesza skrupulatnie wypełnia polecenia Agaty Dudy-Gracz. I w tym założonym przez reżysera wizerunku postaci Mary Stuart jest w pełni wyrazista. Tylko czemu ma to służyć? Odarcie postaci z jej życia wewnętrznego i sprowadzenie do funkcji niemal czysto biologicznej, odpychającej, odbiera jej wiarygodność jako królowej szkockiej, ale też odbiera wiarygodność całemu przedstawieniu. A przede wszystkim czyni widza obojętnym emocjonalnie na los niesłusznie skazanej na śmierć władczyni.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
15 czerwca 2015
Portrety
Agata Duda-Gracz

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...