Wyciupciani na gigancie

"Alicja po drugiej stronie" - reż. Aleksandra Konieczna - Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

A więc druga strona lustra. Z dniem dzisiejszym wszystkie sprawy i zagadnienia schodzą na plan dalszy. Całe nasze życie publiczne i prywatne przestawiamy na specjalne tory. Weszliśmy w okres obłędu. Wysiłek całej króliczej nacji musi iść w jednym kierunku. Wszyscy jesteśmy wariatami. Musimy myśleć tylko o jednym: walka aż do ostatniej marchewki... Nie, nie - wtrąca Szeregowy Królik - dziś na Opolszczyźnie liczą się wyłącznie tuczniki spod Bierdzan.

Oto w pełnej rozciągłości sennej parafrazy Aleksandra Konieczna przeprowadziła opolską publiczność w świat nieciągłych zdarzeń wysyconych absurdem sytuacyjnym na drugą stronę lustra, w przebogaty znaczeniowo obszar twórczości Lewisa Carrolla. W jednym z wywiadów pani reżyser mówiła o tym, jak bardzo fascynują ją momenty przejścia, w tym także z pogranicza śmierci. Ów klimat eksperiencji czuć na scenie Kochanowskiego, gdzie reżyser stworzyła wspaniały koszmar senny, w którym wysycenie nieprawdopodobieństw, a co za tym idzie, następstw związków przyczynowo - skutkowych, staje się barwnym kolażem onirycznej podróży w głąb siebie. Ego publiczności ma w ów szkielet fantastycznego świata przeniknąć. Wyłącznie od publiczności zależy, gdzie ją ta podróż w króliczą norę zaprowadzi, i dokąd ją wystrzeli. Bez wątpienia, widownia premierowa została - niczym martini Jamesa Bonda - wstrząśnięta, ale nie zmieszana już z pewnością nie. Nikt nie rwał się do owacji na stojąco. "Dobrze, że było za darmo, bo inaczej teatr na wejściu powinien dodawać lufkę z ziołem" - oto jeden z zasłyszanych w szatni komentarzy. Inni ze zdumieniem patrzyli na zegarki nie dowierzając, że tak szybko umknęły te dwie godziny. Wartka akcja absurdalnej podróży nie pozwalała oderwać oka od scenicznego dziania się, a takiej rozpusty gier słownych dawno opolska publiczność nie widziała i trzeba przyznać, warto było odbyć ten terapeutyczny sen z pogranicza klinicznej śmierci.

U Lewisa Carrolla rzecz idzie o słowa, o ich wysycenie, nośność mocy znaczeniowej w niebywałej podróży rozpisanej w warstwie przyjaznej dla dzieci, ale jak się okazuje, pokład przeznaczony dla publiki dorosłej ma nie mniejszą moc, co w Kochanowskim wybrzmiewa z wielkim przytupem.

Rzecz zaczyna się jazdą bez trzymanki w Fordzie Probe wyprodukowanym gdzieś w okolicach początku czasu polskiej transformacji ustrojowej niczym w powieści drogi z przystankiem w teraźniejszości. Noc, monotonna jazda, może sen, wypadek, sygnał pikających szpitalnych monitorów. Jest posępny, mafijny Królik stylizowany na Indianina w wykonaniu Andrzeja Jakubczyka. Jest landrynkowa Alicja w wieku średnim Judyty Paradzińskiej. Sytuacja raczej nie pozostawia cienia wątpliwości, że z małą dziewczynką sceniczna Alicja nie ma już nic wspólnego. Doświadczona, racjonalna, odważna, opanowana, konsekwentna oraz co najistotniejsze, po przejściu na ową drugą stronę, w mgnieniu oka odnajduje się w krainie absurdu. Co prawda, jeszcze szuka bielizny po małym tte--tte z Królikiem z Forda, co stało się przyczyną wypadku. Jeszcze taszczy walizkę, z której wypadają zdarzenia, słowa, znaczenia. Jeszcze biegnie nie wiedząc, że "tutaj () aby się utrzymać w tym samym miejscu, trzeba biec ile sił".

Na ekranie po lewej stronie co jakiś czas wyświetla się napis Elsie, Lacie & Tillie odbijany lustrzanym światłem, nieco niewyraźnym, na prawej ścianie sceny. Napis powraca wielokrotnie będąc nawiązaniem do samej Alicji - wszak "Lacie" to anagram "Alice", zaś pozostałe dwa imiona to siostry książkowego pierwowzoru Alicji - Alice Pleasance Liddell. Jest w tym coś na kształt relacji symetrycznej, wszak i sama sceniczna Alicja zostaje przez reżyser spektaklu potrojona. Nie mniej jednak nie jest to odbicie pełne. Jest rozmyte w czasie i przestrzeni na kształt zatartego obrazu dzieciństwa, do którego się tęskni, powraca. Oto reminiscencja niczym błysk flesza aparatu - może koronera na miejscu wypadku. Lecz Alicja pozostaje już w owym zadziwiającym kontekście szachownicy, gdzie zostaje poinstruowana o możliwości zostania Królową w jedenastu ruchach. W jednej ze scen gra świateł na deskach teatru ukazuje widowni ową szachownicę, która deformuje się za pomocą ruchu licznych zapadni scenicznych w istny tor przeszkód. Oto pogoń za królikiem, tęsknota do dzieciństwa - bezpieczeństwa, braku absurdów zmagania się z twardą rzeczywistością, gdzie szachownica nie była czymś groźnym, a jedynie fascynującą intelektualnie przygodą.

Ponieważ nie ma dla mnie teatru bez kontekstu, na ów sceniczny bajzel z miejsca nakładam fotografię wykonaną z tak zwanej "normalnej" rzeczywistości i nie ma zmiłuj. Wypisz, wymaluj, dzieją się cuda z zakresu zgubnego myślenia paralogicznego, a zaprezentowana w Kochanowskim podróż Alicji w Krainie Czarów Po Drugiej Stronie Lustra nabiera wigoru logicznego sprzężenia wykluczających się tez będących objawem, w tym przypadku, zbiorowej schizofrenii społeczeństwa.

Na rzeczywistej szachownicy Ważne Króliki Wyborcze fundują Szeregowym Królikom jesienny absurd wyborczy. W rytm opadających liści zlecają studentce informatyki napisanie programu do zliczania głosów, który nie działa, godząc w podwaliny państwa. Wyruchane bez gumki społeczeństwo przygląda się owemu serialowi grozy i kompromitacji. Ferwor walki logicznej wskazuje na to, by do czasu wyborów nie poruszać drażliwych tematów, więc te skrzętnie zamiata się pod dywan na "dzień po stosunku" wyborczym. Przypomnę, że wówczas pigułka na "dzień po" nie była jeszcze dostępna bez recepty. Wówczas to Ważne Króliki Polityczne otwierają budżetową Puszkę Pandory A.D. 2015 i jazda bez trzymanki nabiera impetu. W dolnośląskim i opolskim rżną kulturę bez znieczulenia, zasłaniając się niskim podatkiem CIT. A kto i jak do tego stanu doprowadził? Świstak może, ten od zawijania czekoladek w sreberka, a może bóbr tudzież suseł unijny, w obronie którego powstawać mają projekty unijne związane z kulturą w ramach ochrony środowiska? LC: "Alicja usiadła na brzegu małego strumyczka, z wielkim półmiskiem na kolanach, i zawzięcie dydoliła tym nożem. - To naprawdę irytujące! - odpowiedziała Lwu (...). - Co ukroję parę kawałków, to one się z powrotem zrastają! - Bo nie umiesz się obchodzić z Lustrzanym plackiem - rzekł Jednorożec. - Najpierw trzeba rozdać go, a potem kroić".

Żeby pupa po takim rżnięciu za bardzo nie piekła, wypadałoby końcem roku udać się do lekarza po maści jakieś znieczulające, ale i tu Ważne Króliki Od Świętego Zdrowia z jednej strony stwierdziły, że mają za mało marchewki na te sprawy, zaś te od świadczenia usług medycznych stanęły słupka w buncie wielkim, że z tej marchewki to nijak kabza się nie domknie. Ot, zwyczajna rzeczywistość codzienna Szeregowych Królików, których jakby nikt w tym wszystkim nie zauważał. Na szczęście, te ostatnie od lat gromadzą się pod znakiem Czerwonego Serca - jak tylko mogą, tak zacnie ratują się same. Ku chwale ojczyzny! LC: "Jeśli nie wiesz, dokąd chcesz iść, nie ma znaczenia, którą drogą pójdziesz...".

Jak na dobrą partię szachów przystało, Królik Artystyczny w samego Sylwestra rzekł Królikom z Klocka Piastowskiego: towarzysze, stańcie do apelu - tu i ówdzie mi się nie dopina, ratujcie! Szach! Na szczęście, idąc tym tokiem rozumowania, na opisywany w tym miejscu kontekst premierowy, Szeregowe Króliki mogły pójść za darmo - tako rzecze Unijna Zaratustra. Tak to już jest, że może się nie dopina, ale projekt unijny jaki jest, każdy widzi - Opolskie kwitnące muzycznie III, więc oczywistym jest, że rzecz dzieje się w teatrze dramatycznym, który rozwija się muzycznie, zaś w Filharmonii Opolskiej wystawia się sztuki teatralne importowane impresaryjnie, więc idąc dalej - Świątynia Opatrzności Bożej finansowana przez Królicze Ministerstwo Kultu(ry) jest oczywistą oczywistością. Na osłodę owej zacnej i wszechstronnej kopulacji pełnej rozmaitych lubrykantów, Króliki z Klocka Piastowskiego tworzą stanowisko doradcy na rzecz kultury w ramach miękkiego lądowania powyborczego; jawnie i bez skrupułów wbrew woli ogółu, dla tych z własnego stada, którzy progu wyborczego nie osiągnęli. Bo czy głos wyborczy Szeregowych Królików ma jeszcze dla kogoś jakiekolwiek znaczenie? Wszak pomimo wielu nieważnie oddanych głosów wśród zdrowych na ciele i umyśle Królików, zdarzały się w okolicach Opola komisje wyborcze mające 100% frekwencję i bezbłędną głosowalność, o czym wspominała NTO. Przecież to całkiem normalne, że w podopolskim Prószkowie w zakładzie opieki dla osób znerwicowanych, niedomagających na umyśle, wszystko odbyło się jak należy. Gdy spytać rezydentów, na kogo głosowali, padały odpowiedzi: Wałęsa, Piłsudski.... Dialog Alicji z Białą Królową, która informuje, że ma dokładnie sto jeden lat, pięć miesięcy i jeden dzień; LC: "- Nie mogę w to uwierzyć! - powiedziała Alicja. - Nie możesz? - powiedziała z politowaniem Królowa. - No, spróbuj jeszcze raz! Zrób głęboki wdech i zamknij oczy. - Alicja roześmiała się. - Nie mam co próbować - odrzekła - nie można uwierzyć w to, co niemożliwe. - Zdaje się, że nie masz w tym wielkiej wprawy - powiedziała Królowa. - Ja w twoim wieku zawsze ćwiczyłam to przez pół godziny dziennie. Nieraz jeszcze przed śniadaniem dochodziłam do sześciu niemożliwości, w które udawało mi się uwierzyć".

Zacnej epopei dopełniają Króliki Ratuszowe, które jedno mówiły, drugie zrobiły. Nie takie miały być Wice-Króliki, ale coś się po drodze niechcący zmieniło. Obłęd sięgnął zakładu dostarczającego czystą wodę, a i w ciepłownictwie coś iskrzy niepomiernie. Ustępująca ekipa krzyczy, jak wielkie zło się dzieje przy wymianie Królików na poszczególnych stanowiskach. Nowa władza nie widzi w tym wszystkim nic zdrożnego, a gdzie kto kogo i co mu po kątach robi, to chyba lepiej nie wiedzieć, by do reszty nie zbzikować w sfiksowanym pędzie tych, co gonią króliczka. Wisienką na torcie jest wszakże konkurs na miejskiego architekta - wyszło jak zawsze, czyli normalnie w myśl owej logiki absurdu, bo kto wygrać powinien - wiadomo. To w myśl tej zasady, ustępujący z ratuszowych piedestałów strzelają focha, zakazując tym ze swojego stada współpracy z nową władzą, co celnie komentuje Gazeta Wyborcza Opole (19.01.2015). LC: "- Bardzo chętnie cię przyjmę - rzekła Królowa. - Dwa pensy tygodniowo i dżem co drugi dzień. - Alicja odpowiedziała, nie mogąc powstrzymać śmiechu: - Ja wcale nie szukam pracy - i nie lubię dżemu. - To bardzo dobry dżem - rzekła Królowa. - W każdym razie dziś nie mam na niego ochoty. - Dzisiaj nie dostałabyś go, choćbyś i chciała - odrzekła Królowa. - Zasada jest taka, że jutro będzie dżem i wczoraj był dżem, ale nigdy dzisiaj. - Musi czasem wypadać, że dżem jest dzisiaj - zaprotestowała Alicja. - Nawet nie mogłoby - odparła Królowa. - Dżem jest co drugi dzień, a dziś nie jest co drugi dzień, prawda? - Nie rozumiem - rzekła Alicja - to strasznie zawiłe".

Dopełnieniem owego obłędnego chaosu niech będą Króliki Węglowe, na które od zawsze łożą pospołu Szeregowe Króliki, zaś Naczelna Stada robi im dobrze, chociaż chciała nieco inaczej. Rola Lady Margaret Thatcher czy Lady Makbet? Wszak słowo "dobrze" dla obu stron zwarcia jest na tyle pojemne, że aż rozbieżne znaczeniowo. Tylko znowu jakby ktoś zapominał o milionach pozostałych królików, które najwidoczniej żyją na innej planszy do gry, gdzie warunki socjalne i bytowe są z zupełnie innego rozdania. LC: "Nigdy nie wyobrażaj sobie, że z tobą jest nie inaczej niż tak, jakby się mogło innym wydawać, że nie inaczej było z taką, jak byłaś, albo mogłaś być, jakby nie było inaczej, niż by się inaczej mogło im wydawać, że byłaś".

Żeby obłędu do reszty stało się zadość, w dniu dzisiejszym (19.01.2015) w okolicy podopolskich Bierdzan w wyniku wypadku samochodowego uszczerbku na zdrowiu doznało stado trzody chlewnej, które zacnie "wykolebało" się do rowu w piruecie tira. Tuczniki, które niewątpliwie doznały szoku, rozbiegły się po okolicy, zaś droga w tym miejscu została zamknięta. Wytyczono objazd od strony Opola przez Olesno, natomiast od Kluczborka przez Trzebiszyn i Jełowę - podają lokalne media. Niedoszłe kotlety są poszukiwane po okolicznych lasach w celu zapobieżenia chędożeniu przez miejscowe dziki. Wiadomość podały chyba wszystkie media ogólnopolskie. I to jest główny news na całą Polskę z Opolszczyzny w dniu dzisiejszym. To jest dziś najważniejsze, a nie jakieś tam oniryczne dyrdymały teatralne. To jest istota rzeczywistości z drugiej strony lustra, gdy spoglądam na scenę w Kochanowskim. Ot, może to ta, a może tamta strona lustra - któż to wie? Może nie powinienem czytać tyle prasy i częściej parzyć melisę? LC: "- A skąd wiesz, że ty jesteś obłąkany? [zapytała Alicja] Po pierwsze - odpowiedział Kot - pies nie jest obłąkany. Zgadzasz się z tym? - Chyba tak - odpowiedziała Alicja. - No, więc widzisz - ciągnął Kot - że pies warczy, jak się rozgniewa, a kiedy jest zadowolony - macha ogonem. Otóż ja normalnie warczę, kiedy jestem zadowolony, a macham ogonem, jak się rozgniewam. I dlatego jestem wariat".

Te kilka klinicznych przykładów z dnia codziennego zdają się być jakimś poblaskiem lustra, a może i swoistego rodzaju myśleniem magicznym. Gdy zerkam na wspaniałą kreację Mirosława Bednarka w roli Króla, z włosami postawionymi na sztorc; oklapniętego i bełkoczącego w leżaku nieopodal czerwonego Forda Probe, gdy wynurza się ze scenicznych czeluści w niedbale założonym szlafroku pośród tortów, ciastek, keksów, ptysiów będących obrazem sytej władzy - dotykam czegoś nierzeczywistego w Królu cierpiącym, ale i pozostającym przy obłędzie stałej walki na szachownicy z podchodami pionków, z ich rozlicznymi intrygami, zakusami. Wspaniały jest ów gest Króla w pochodzie, gdy maszerując, rozrzuca to tu, to tam, złote konfetti w dostojeństwie swojego majestatu. Jest obrazem myślenia paralogicznego; schizofrenicznego wyniku działań wspólnoty, która zapędziła się w stanowieniu ustaw w odległe dorzecza absurdu prawa zapętlonego dla swojej samej zgubnej istoty w węża pożerającego własny ogon. Prawa na kształt biegunki legislacyjnej w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości. Prawa, które Szarych Królików traktuje jak intruzów. Prawa, które mieszkiem złota rzucanym to tu, to tam, gasi lokalne stany zapalne, nie widząc obrazu całej choroby okresu transformacji ustrojowej. Tak wiele wszystkim Królikom się udało, ale o ile więcej i wydajniej można by osiągnąć, gdyby nie owe podchody, czułość i wrażliwość społeczna, zgoda, rzeczowa rozmowa, a nie stałe przeciąganie liny.

"Chory łączy nieracjonalnymi związkami pewne zdarzenia, niezrozumiale stosuje zasady relacji logicznych takich jak równoważność sprzeczności czy też wynikania. W strukturach językowych wykorzystywanych przez chorego w komunikacji językowej pojawiają się neologizmy, podstawienia, zlepki wyrazów, przybliżenia, przenikanie się znaczeń, nieścisłości, błędy wnioskowania, a także myślenie synkretyczne, myślenie prelogiczne oraz myślenie magiczne" - uciąć mu głowę, uciąć im głowy! Czerwona Królowa Grażyny Misiorowskiej zdaje się wykazywać wszelkie symptomy owego zjawiska społecznego, które zdaje się, że jest dla scenicznej postaci całym światem, ale czy jej polecenia są wykonywane? Gdzie szukać przyczyn owej degrengolady niemożności faktycznego władztwa? Wszak grupa scenicznych Normalsów z wiele mówiącymi i dającymi do myślenia jelenimi porożami na głowach przytakuje rozlicznym absurdom, ale przecież i u nich owe poroża nie biorą się znikąd. Może i owi Normalsi są gdzieś po kątach chędożeni, ale jak to na szachownicy u Lewisa Carrolla bywa, któż nie jest wariatem?

Sama postać Alicji w wykonaniu Judyty Paradzińskiej bezsprzecznie zatrzymuje. Wszak ona jako jedyna jest obrazem pionka, który stał się Królową nie przez pożądanie tego stanu, ale z konieczności rozpychania się łokciami, by zwyczajnie przetrwać. W tym sensie jest ideologiczną postacią Królowej, o której może marzyć Każdy Szary Obywatel Królestwa Czarów. Nawet taki wyuzdany Komar / Wańka Wstańka (brawurowa rola Łukasza Schmidta), który bajecznie rozgrywa wszelkie podteksty seksualne, ma w tym swój udział jako twór antagonistyczny, a spełniający rolę kusiciela doznań przyziemnych, zdrożnych, ale ewolucyjnie przecież skutecznych w myśl Koncepcji Czerwonej Królowej. Dojście Alicji do końca szachownicy z małej, wrażliwej dziewczynki, czyni ją Królową w wieku średnim, która nie jedno w życiu przeszła. Alicja Paradzińskiej nie ma złudzeń, jak skonstruowany jest obłęd, i najwyraźniej przyjmuje stan zastany za oczywistość. Nie mniej jednak w ostatniej scenie powraca obraz jej maleńkich sióstr, przywołuje obraz mamy, dzieciństwa. Spokoju, poczucia bezpieczeństwa i błogiej nieświadomości, gdy szachownica była zwyczajną grą, a nie krwawą jatką na oczach społeczeństwa, do której wszyscy pospołu niepomiernie się przyczyniamy.

Jako zwykłego królika typu "joł", ciekawi mnie wciąż, mocno i niezmiennie, ile razy jeszcze będę boleśnie ruchany w pupę przez przestrzeń publiczną, którą z każdym dniem przychodzi mi coraz trudniej odróżnić od scenicznego obłędu, jaki wybrzmiał na deskach Kochanowskiego. Może w tym szaleństwie jest jakaś metoda, jednak wciąż pozostaję w rozkroku nad satyrycznymi tekstami Zofii Mrok z Nowej Trybuny Opolskiej, nie wiedząc już dokładnie, co ową drugą stroną lustra być może, skoro codzienna rzeczywistość nierzeczywistego wydawać by się mogło absurdu sprawia, że Koncepcja Czerwonej Królowej zakładająca względność wszelkiego postępu zrobi mi kupę na progu i powie, że "Królowa jest tylko jedna". I że dziś jest to popkulturowa Doda i jej pokrewne twory, zaś różowe króliki wysokiej kultury - jako słabo przystosowane do życia - nie mają się jak zamaskować, i szybko padają ofiarą drapieżników. Selekcja naturalna, nie ma przebacz. Czyżby po to bozia dała nam rozum, byśmy go sobie sami teraz odbierali degradując społeczeństwo do żarłocznego konsumenta pozbawionego chwili refleksji nad samym sobą? Skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy? Bakterie na szalce Petriego żrące agar, aż się nie skończy i finito?

Królowa szachów, biegnąc bez przerwy wraz ze zmieniającym się otoczeniem, mówiła do Alicji: Tutaj (...), aby utrzymać się w tym samym miejscu, trzeba biec ile sił. Pytam: dalej będziemy gonić króliczka?

Oto obraz społecznego obłędu, a co fascynujące, w owej inscenizacji palącym pytaniem pozostaje stan przejścia na drugą stronę mocy i moment ten jest nieoczywistym. Spektakl jest wybitnie dla widza dorosłego ze względu na olbrzymi potencjał oddziaływania na podświadomość. Wszak bywa, że niewielkie dawki trucizny mają moc terapeutyczną. Bez wątpienia, wspaniały zespół aktorski Kochanowskiego po raz kolejny udowodnił, że nieco różowego spreju, pudru, krzykliwych kostiumów przyobleczonych w moc słowa - jest w stanie poruszyć i zszokować widownię, zapraszając ją zarazem do intelektualnej gry najwyższych lotów nad kondycją współczesnego świata. Wielki wam wszystkim oddaję za tę trującą pigułkę szacunek. Wbrew obłędowi - to leczy.

Mateusz Rossa
Tektura Opolska
22 stycznia 2015

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia

Ballady i romanse
Gabriel Gietzky
Cóż może być bardziej romantycznego, ...