Wynajęta miernota przeciwko Polakom

"Klątwa" - reż. Oliver Frljić - Teatr Powszechny w Warszawie

Trwamy w Wielkim Poście. A w teatrach - prócz kilku wyjątków - inwazja bluźnierstwa i antypolskości. Jakby specjalnie na czyjeś zamówienie nastąpił wysyp ohydy mającej upokorzyć nas, stłamsić naszą duchowość, polskie uczucia patriotyczne i godność osoby ludzkiej. Zdegradować nas do roli stricte biologicznej, odebrać nam podmiotowość.

Do takich pseudosztuk należy "Klątwa". W recenzjach nie brakuje, niestety, chwalby i czołobitności. Że nie wspomnę już o tzw. nowoczesnych postawach polityków zasiadających w Sejmie, którzy nie tylko chwalą, używając określenia "wybitne przedstawienie", ale wręcz wywierają psychiczną presję na Polaków, niejako zmuszając nas zarówno do oglądania spektaklu, jak i do zakodowania w naszej świadomości, iż jest to rzecz niezwykle ważna i znakomita artystycznie, która oddaje prawdziwy obraz polskiej rzeczywistości.

Otóż zadaję kłam tym wypowiedziom. Taka działalność posłów nie licuje z mandatem, który otrzymali. Publicznie wypowiadane przez nich kłamstwo, poprzez które nakłaniają ludzi do obejrzenia spektaklu wymierzonego w Polaków, jest - moim zdaniem - przestępstwem. Jeśli nie w literze prawa, to na pewno w kategorii moralnej, etycznej.

Mobbing wobec widzów

Pseudospektakl w Teatrze Powszechnym to nie jest żadne dzieło artystyczne, nie ma nic wspólnego z artyzmem, nawet nie godzi się nazywać tego sztuką teatralną. Aktorzy biegają po scenie, wrzeszczą, nieustanie bombardują widza scenami porno, wykorzystują krzyż do niecnych celów, prezentują bluźniercze zachowania z figurą św. Jana Pawła II. Chorwacki reżyser Oliver Frljić to nieudolny amator niemający pojęcia o reżyserii. Jest to miernota nad miernoty, w której biorą udział aktorzy najniższego sortu, a pseudospektakl nie jest żadną diagnozą współczesnej Polski, nie zawiera w najmniejszym nawet stopniu prawdy o naszej rzeczywistości, wręcz przeciwnie - jest obrzydliwym, paskudnym oszczerstwem.

Teatr dopuścił się wobec mnie mobbingu, dyskryminacji światopoglądowej. Na mnie, jako Polce i katoliczce. Siedząc bowiem na widowni, od początku do końca przedstawienia byłam - jako widz - atakowana ze sceny przez aktorów poprzez stosowanie wobec mnie przemocy psychicznej i mowy nienawiści. Tak odbieram treść tego, co na scenie widziałam, i sposób zachowania aktorów. Treści i obrazy (nie do opisania bluźniercze sceny, antypolskość, silnie wyeksponowana pornografia i inne), którymi atakowano mnie ze sceny przez cały czas trwania pseudospektaklu, stoją bowiem w diametralnej sprzeczności z systemem wartości, który wyznaję, z moim postrzeganiem świata i wizją człowieka, z moim rozumieniem istoty człowieczeństwa i godności ludzkiej. A także są sprzeczne z moim pojęciem kultury, dobra w relacji z innymi ludźmi i pochylenia się nad człowiekiem potrzebującym.

Przemoc i agresja

Słowem: czułam się tak, jakbym była bita i zanurzana w błocie. Zastanawiałam się, jak czuli się torturowani Polacy w ubeckich więzieniach, kiedy prócz zadawania bólu fizycznego oprawcy próbowali odebrać im godność, człowieczeństwo i tożsamość. Ja czułam się tak, jakby teatr za wszelką cenę starał się wyrwać mi moje jestestwo, wszystko to, co jest mi najdroższe i co pielęgnuję przez całe swoje życie. Przeżywałam ból bólów i czułam się całkowicie bezradna, bo nie byłam w stanie nic zrobić, aby tę jadowitą, szaleńczą napaść na mnie powstrzymać.

Agresja aktorów grających role wydawała się ich agresją osobistą, prywatną. Można było odnieść wrażenie, że wręcz wyżywają się na nas, widzach. Grali bowiem z tak mocnym zaangażowaniem, używając nadzwyczaj silnych środków ekspresji, że można by przyjąć, iż realizują swoje własne pragnienia. Albo że znajdują się pod wpływem jakichś środków pobudzających. Po raz pierwszy w swoim życiu doświadczyłam w teatrze takiego koszmaru.

A reszta publiczności? Kilka osób siedziało z pochylonymi głowami, nie patrząc na scenę. Większość jednak (głównie młodych widzów) po zakończeniu pseudospektaklu z okrzykami aprobaty i na stojąco dawała aplauz. I to odebrałam jako największy cios. Bo taka postawa publiczności jest dowodem uformowania już co najmniej jednego pokolenia przez tzw. nowy teatr, który posiłkuje się antywartością i antysztuką, zasadzając się na epatowaniu widza skandalizującymi scenami pełnymi obrazoburstwa, wulgaryzmu i pornografii.

Bluźnierca kuratorem

"Klątwa" w reżyserii Frljicia nie opiera się na tekście Stanisława Wyspiańskiego. Jakieś dalekie skojarzenie z jednym wątkiem utworu nie daje prawa reżyserowi do wykorzystania nazwy dzieła do swego spektaklu. Jest to nadużycie, które powinno być zdefiniowane jako kradzież autorska. Ale przecież Paweł Łysak wiedział dokładnie, kogo zaprasza do reżyserii, widział, co Frljić robi. Zanim wstawił spektakl do repertuaru, jako dyrektor musiał najpierw go obejrzeć. Tak więc cały ten proceder z "Klątwą" był szczegółowo zaplanowany przez Łysaka. I to on ponosi winę. Ale jak widać - na uprawianie takiego procederu ma pełne przyzwolenie, bo otrzymuje z warszawskiego ratusza 8 mln zł.

Natomiast Frljić jest człowiekiem do wynajęcia. Tak jak się wynajmuje różne ciemne typy do "mokrej" roboty. Chętnie dał się wynająć przez Pawła Łysaka, zupełnie nieźle zarabiając na tym upokarzającym nas antypolskim i antykatolickim spektaklu. Nie mówiąc już o tym, że został zaproszony jako tegoroczny kurator poznańskiego Festiwalu Malta przez Michała Merczyńskiego, dyrektora Malty. Tak więc wynajęty do "mokrej" roboty Frljić robi w Polsce karierę za nasze - podatników - pieniądze i przeciwko Polakom. Bo w Chorwacji już dawno się na nim poznali.

Bojkot

Rodzi się zatem pytanie: jaki jest prawdziwy cel takich przedstawień i komu służy dziś teatr. "Klatwę" należy postrzegać nie w wymiarze jednostkowym, lecz w szerszym kontekście. Otóż, jak wiemy, trwa dziś rewolucja kulturowa, a z nią wiąże się rewolucja aksjologiczna, wywracająca do góry nogami system tradycyjnych wartości, porządek zasadzający się na wartościach płynących z Dekalogu, będących fundamentem chrześcijańskiej Europy. Celem głównym jest zniszczenie chrześcijaństwa, a zamiast państw narodowych wprowadzenie tzw. społeczeństwa otwartego (główna idea George'a Sorosa, którego fundacje przeznaczają na ten cel niemało środków). To przemeblowywanie Europy, a także świata przez lewicowych ideologów w kierunku lewackiej wizji i tzw. nowego człowieka "uwolnionego" od świadomości bycia dzieckiem Bożym, dokonuje się różnymi sposobami, drogami i za pomocą różnych narzędzi. Jednym z narzędzi - i to nadzwyczaj skutecznych - jest właśnie teatr.

Jak temu przeciwdziałać? Potrzebne jest działanie systemowe: zmiana finansowania teatrów. A po drugie, stworzenie alternatywy na wysokim poziomie artystycznym. Są jeszcze artyści, którzy nie przyjmują ról, które godzą w ich światopogląd, w ich sumienie. Nie wszystko stracone. A do Teatru Powszechnego szanujący się Polak nie powinien chodzić.

I jeszcze jedno: jestem od wielu lat członkiem Związku Artystów Scen Polskich. Dawno temu na prośbę Andrzeja Łapickiego (jako ówczesnego prezesa ZASP-u) założyłam tu Sekcję Krytyków Teatralnych i przez kilka kadencji byłam jej przewodniczącą oraz zasiadałam w Zarządzie ZASP-u. Dziś jako członek tego stowarzyszenia zwracam się publicznie do Olgierda Łukaszewicza, prezesa ZASP-u, z oczekiwaniem, iż zajmie stanowisko jednoznacznie potępiające "Klątwę".

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
13 marca 2017

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia