Wyspiański na karuzeli

Wesele na podstawie Wesela" - reż. Cezary Tomaszewski - Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

Cezary Tomaszewski zapowiedział, że zrobi "Wesele", jakiego w polskim teatrze jeszcze nie było. I dotrzymał słowa. Wcześniej nikt nie zrobił przedstawienia o tym, że "Wesele" jest bez sensu.

Na obrót owce stoi szkielet chaty, pośrodku stół, a na nim na ogrodowych krzesłach Młoda Para - na biało. Wokół, na siedziskach z palet, w otoczeniu kolorowych butelek z napitkami - weselni goście. W tle piramida ze słomianych kostek, z jednego boku ogromna korona dożynkowa, z drugiego - wielkie palmy wielkanocne. Ruch obrotówki oznacza chocholi taniec, wszyscy pod nosem mruczą: "Miałeś, chamie, złoty róg". To punkt wyjścia dla scenicznej sytuacji. Gdy Chochoł z offu woła: "Budzimy się!", postaci zaczynają mówić. Wszyscy naraz. W tle mazur ze "Strasznego dworu". Tekstu nie słychać, bo nie jest ważny, ale też dlatego, że w głośnikach trzeszczy. Nie mam pojęcia, czy to usterka, czy zamysł artystyczny.

Zamysłem było natomiast pokazanie, że "Wesele" to po 115 latach od premiery tekst-bełkot. Obrosło interpretacjami, krytycznoliterackimi i teatralnymi, a w gruncie rzeczy stanowi potok niezrozumiałych słów, wizji i symboli. Niby znane, ale zostały z niego w naszej świadomości jakieś powielane klisze i hasła (Panna Młoda co jakiś czas wrzeszczy: "Trza być w butach na weselu"). Autorzy świadomie ślizgają się po powierzchni tekstu, obnażają go omówieniami z portali typu ściąga.pl. Pokazują, co z Wyspiańskiego robi szkoła, jak katuje "Weselem" kolejne pokolenia. Ubolewają nad maturzystami, którzy muszą się z utworem mierzyć (scena licytowania się uczniów ogólniaków i techników, kto ma gorzej, godna szkolnego kabaretu). Stańczyk - Leszek Malec w czerwonym dresie z żółtymi lampasami - z laptopem w ręku, skacząc po Wikipedii, próbuje rozwikłać "weselne" tropy. Hetman - Grażyna Misiorowska stylizowana na Ritę Hayworth (why?) - mówi o szybkich ślubach w Las Vegas, a Wernyhora (Sylwia Zmitrowicz) głosi pochwałę halucynacji i wiadomych grzybków.

Świetną scenografię stworzyli BRACIA, czyli duet artystyczny Klepacka-Chorąży. Druga dobra wiadomość jest taka, że przedstawienie można oglądać za darmo, bo to projekt unijny.

Wernyhora głosi pochwałę halucynacji. Aż ciśnie się pytanie - co brali twórcy?

Mimo tylu "pomysłów" wieje nudą. Głupi Wajda i Grzegorzewski staromodnie szukali sensów w tekście Wyspiańskiego, rozsiewając truciznę, którą - zdaniem Cezarego Tomaszewskiego - on dla narodu stanowi, poprzez usprawiedliwianie naszej kłótliwości i bierności.

A co na odtrutkę? Przedstawienie otwiera padające z offu damskie: "Kocham cię". Na zakończenie Pan Młody (Sylwester Piechura) śpiewa - po angielsku - przebój Eltona Johna "Can you feel the love tonight". Chrzanić naród, wielką sprawę, Wyspiańskiego. Liczy się jednostka, bądźmy tym, kim chcemy być, róbmy, co nam w duszy gra (reżyser już to zrobił), a ogóle to kochajmy się, bo miłość buduje. Alleluja!

Iwona Kłopocka
Nowa Trybuna Opolska
21 kwietnia 2015

Książka tygodnia

Stanisława Walasiewicz. Medaliści
Wydawnictwo Bosz
Redakcja: Marzena Jaworska

Trailer tygodnia