Wystarczająco szczęśliwa by coś zmienić,

czyli historia pewnej kelnerki

„Matki, żony i kochanki, jeszcze wczoraj koleżanki", śpiewa Anna Jurksztowicz w tytułowej piosence popularnego niegdyś serialu. Kto by pomyślał, że utwór z lat 90. stanie się doskonałym opisem zdarzeń, które w nieco ponad 2 godziny, rozgrywają się na deskach Teatru Muzycznego ROMA w najnowszej produkcji wyreżyserowanej przez Wojciecha Kępczyńskiego.

Historia z pozoru prosta, lecz nie banalna, której finał, choć zaskakujący, mógł być tylko jeden.  Tak jednym zdaniem opisać można musical Waitress, którego warszawska premiera miała miejsce 30 maja 2021 roku, czyli zaledwie 5 lat od Broadway'owskiej premiery. To „opowieść o zwykłej kelnerce z amerykańskiej prowincji, która długo biernie czeka na odmianę losu, ale w końcu bierze sprawy w swoje ręce i zaczyna walkę o lepsze życie dla siebie – i nie tylko dla siebie", czytamy w opisie spektaklu zamieszczonym na stronie internetowej teatru. Jednak po uważnym obejrzeniu spektaklu rodzi się pytanie: czy aby na pewno tylko o tym opowiada historia Jenny – tytułowej kelnerki?

Waitress to w teatrze przy Nowogrodzkiej 49 ważna zmiana repertuarowa. Dlaczego? Tytuł nie tylko stanowi wytchnienie po wielkich i świetnych, acz głośnych (i patetycznych) produkcjach takich jak „Upiór w Operze", „Les Miserables", a nawet „Aida", ale również podejmuje tematykę skrajnie współczesną - opowiada historie trzech silnych kobiet. A dokładniej... opowiada o słabościach silnych kobiet, które każdego dnia mierzą się z trudnościami, które na nie czyhają.

Światełko w tunelu

Spektakl porusza ważne kwestie społeczne, takie jak: przemoc, aborcja, samotność, samotne macierzyństwo, a także niepełnosprawność współmałżonka oraz budowanie relacji w Internecie. I to wszystko w zaledwie 2 godz. 35 minut (z przerwą!). Udaje się to przede wszystkim dzięki fantastycznej obsadzie oraz wspaniałej warstwie muzycznej.

Zacznijmy więc od początku. Tytułowa kelnerka to kobieta tkwiąca w nieudanym i niezbyt sensownym małżeństwie. Toksyczny mąż jest źródłem wielu problemów, w tym tego kluczowego, nieplanowanej (i niechcianej) przez bohaterkę ciąży. Pewnego dnia zakłopotana i pełna obaw Jenna udaje się na wizytę do ginekologa, który nieoczekiwanie staje się dla niej kimś więcej niż tylko lekarzem. Zakazane uczucie rozkwita, co generuje kolejne trudności i wątpliwości. Szczególnie, że kochankowie są już w związkach małżeńskich.

Na szczególną uwagę zasługuje Earl, mąż Jenny, postać wykreowana przez Janusza Krucińskiego. Znakomicie wykreowana. Choć w ostatnim czasie to kolejny czarny charakter grany przez Artystę, różni się znacząco od dotychczas znanych bywalcom ROMY ról takich jak podły Prezes czy żądny władzy Dżoser. Widzowie, szczególnie żeńska część publiczności, od chwili pierwszego pojawienia się bohatera na scenie czują, że ten agresywny typ to ktoś, z kim żadna z pań nie chciałaby współdzielić adresu, a tym bardziej życia. Groźny, gwałtowny, odrażający ... i do tego pewnie śmierdzi piwskiem. Nic więc dziwnego, że Jenna (Monika Walter) wpada w ramiona doktora Pomatter'a (Robert Kampa).

Romans z lekarzem jest dla bohaterki ucieczką od codzienności? Bez wątpienia tak. Nieudane małżeństwo, poczucie osamotnienia, kiepska praca, to tylko wierzchołek góry lodowej problemów, z którymi się boryka.

Jaka mać, taka nać

Kwestią, na którą warto zwrócić uwagę jest nie tylko agresja w związku, ale także dziedziczenie traumy wywołanej przemocą w rodzinie, zaobserwowaną w dzieciństwie, i jej wpływ na dorosłe życie postaci. Ukochana mama Jenny nauczyła ją pieczenia wspaniałych tart i nadawania im przedziwnych, zmyślnych nazw. Ale czy także pozwoliła córce uwierzyć, że „skoro bije, to kocha"? Nasuwa się skojarzenie: jaka mać, taka nać. W tym przypadku jakże prawdziwe. Bohaterce od pierwszych scen towarzyszą niskie poczucie wartości i brak pewności siebie. Zmienia się to wraz z upływem kolejnych minut spektaklu. Co jest przyczyną? Miłość. To właśnie miłość dr. Pomattera pozwoliła jej uwierzyć, że może zmienić swoje życie i zbudować lepszą przyszłość dla siebie i swojego dziecka.

Zmiany w życiu Jenna chce rozpocząć od wystartowania w konkursie na najlepszą tartę. Za pieniądze z wygranej planuje „kupić" sobie i kochanemu maleństwu lepsze jutro. Nie byłoby to jednak możliwe gdyby nie ogromne wsparcie, jakie otrzymuje od przyjaciółek: Becky (Sylwia Różycka) i Dawn (Ewa Kłosowicz). Kobiety towarzyszą Jennie i pomagają przetrwać trudny czas, choć same mierzą się z własnymi problemami, takimi jak: małżeństwo z inwalidą oraz poszukiwanie miłości. One jednak czują się w życiu wystarczająco szczęśliwe, by mierzyć się z wyzwaniami codzienności.

Wyzwaniem aktorskim jest z pewnością postać Jenny. Monika Walter radzi sobie w roli kobiety rozbitej, stojącej tuż „nad przepaścią", czego niewątpliwie doświadcza grana przez nią bohaterka. Choć nie od samego początku jest to przekonująca kreacja, wykonanie utworu „Miałam jej twarz", tak różne od tego, co na konferencji prasowej zaprezentowała Agnieszka Przekupień, powoduje, że warto ją zobaczyć. Skoro o kreacjach mowa, zdecydowanie najlepsza aktorska para tego spektaklu (21 września 2021 r.) to duet Ewy Kłosowicz i Wiktora Korzeniowskiego, występującego w roli Spoxa. Zabawne i lekkie solówki w ich wykonaniu stanowią świetny kontrast dla trudnego materiału.

Ważnym elementem Waitress jest scenografia autorstwa Mariusza Napierały. W spektaklu zobaczyć możemy proste i dosyć klasyczne konstrukcje, przypominające regał kuchenny rodem z amerykańskiego baru oraz niezbyt modne wnętrze mieszkania Jenny i Earla, które jest jednak wyposażone w kolorową mini-lodówkę marki SMEG (ach, ci partnerzy). Wnętrza zdecydowanie oddają charakter prezentowanej historii. Warto zwrócić uwagę na fakt, że twórcy zdecydowali się zrezygnować z ledowych ekranów, dotychczas tak chętnie wykorzystywanych przez Teatr w poprzednich produkcjach. To była dobra decyzja.

Zastanawiający jest fakt czy tak ważna i intymna historia, jaka przedstawiona została w spektaklu nie sprawdziłaby się lepiej na mniejszej Novej Scenie Teatru ROMA. Prawdopodobnie ograniczenie przestrzeni korzystnie wpłynęłoby na zbudowanie bliskości z widzem i tym samym głębsze przeżycie tej historii. Niewykluczone, że gdyby nie pandemia, to właśnie tam oglądalibyśmy Waitress.

Dziś jedno jest pewne. Najnowsza produkcja zrealizowana na deskach teatru przy ul. Nowogrodzkiej to tytuł wart zobaczenia.

Wioleta Rosłoniec
Dziennik Teatralny Warszawa
25 września 2021

Książka tygodnia

Bauhaus - nauczanie/nowy człowiek
Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego
red. Małgorzata Leyko

Trailer tygodnia