Z Asyżu trafia do XXI wieku

"Franciszek, sen everymana" - reż. Jolanta Denejko - Wrocławski Teatr Lalek

W najnowszym spektaklu WTL święty z Asyżu trafia do XXI wieku

Monotonny wykład o życiu św. Franciszka z Asyżu trwa w najlepsze. Nagle, w potoku przekleństw i pogróżek, na scenę wbiega trzech blokersów.
Teraz oni tu rządzą (żeby nie było niedomówień: to napad!). A wymiana zdań między nimi wygląda na przykład tak:
- O co ci chodzi?
- W dupę se wsadź dwa palce, cwelu!
Bywa nawet mocniej. Tego dnia na widowni Wrocławskiego Teatru Lalek zasiadają sami gimnazjaliści, ale nie każdy z dystansem odbiera dialogi bohaterów sztuki "Franciszek, sen everymana".
"Proszę pani, czy to wszystko jest naprawdę?" - pyta nauczycielkę siedząca obok mnie przestraszona czternastolatka.

Zaraz ktoś powie, że przecież "ta dzisiejsza młodzież" wszystko już widziała i słyszała. Jednak nie każdy nastolatek pozbawiony jest wrażliwości i okazuje się, że najnowsze przedstawienie lalkarzy (przeznaczone dla widzów nawet młodszych, bo w przedziale wiekowym 12 +), niekoniecznie powinno być pokazywane tak młodej publiczności.

"Franciszek, sen everymana" według scenariusza Mariusza Pakuły i w reżyserii Jolanty De-nejko to opowieść o zagubionym, odrzuconym przez rodziców i pomiatanym przez kolegów młodzieńcu (Grzegorz Mazoń), którego przygarnia uli-ca. Bohater czuje się tam źle i postanawia zmienić swoje życie. Tytułowemu everymanowi (taki los może spotkać każdego) pomaga w tej zmianie św. Franciszek z Asyżu (Sławomir Przepiórka).

Opowieść to prosta, nieprzegadana i niepozbawiona przesłania, szkoda tylko, że spra-wia wrażenie niedokończonej, bo kiedy gaśnie światło, zdezorientowany widz zastanawia się, czy nie czeka go kolejny akt sztuki. Są jednak we "Franciszku, śnie everymana" dobre momenty. Na przykład przejmująca muzyka Pawła Hen-dricha i scenografia Barbary Hanickiej, czasem bardzo niepokojąca, jakby żywcem wyjęta z teledysków Antona Corbijna, które tworzył dla Nirvany czy Depeche Mode.

Bawią dialogi lalek, personifikujących postaci bezdomnych, kloszardów i pijaczków, których na ulicy spotyka główny bohater. Po wyjściu z teatru pozostaje refleksja, że spektakl miałby szansę zrobić nawet większe wrażenie na "młodszej młodzieży", gdyby zabrakło w nim słów na "k" i "d". 

Marta Wróbel
POLSKA Gazeta Wrocławska
24 listopada 2009

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia

Napój miłosny
Jitka Stokalska
Opera na Zamku w Szczecinie zaprasza ...