Z Bogiem lub mimo Boga

"Tosca" - reż. Marek Weiss - Opera Bałtycka w Gdańsku

O wystawieniu "Toski" Marek Weiss-Grzesiński, dyrektor Opery Bałtyckiej, myślał od początku sprawowania swojej funkcji. Po niedzielnej premierze można powiedzieć, że warto było na tę inscenizację tyle poczekać. Bodaj najbardziej stonowana ze wszystkich gdańskich premier Marka Weissa (poza może "Eugeniuszem Onieginem"), szlachetna, prosta, ma w sobie i siłę emocji, i głębię myśli.

Stale współpracująca z Weissem scenograf Hanna Szymczak zbudowała na małej gdańskiej scenie konstrukcję z biegnącym skosem w górę pomostem, która dawała - jednak możliwe w tej ciasnocie! - wrażenie monumentalności. W takiej scenerii rozgrywa się podwójny dramat. Po pierwsze, zderza się w nim niewinna i naiwna uczuciowość Toski (nie przypadkiem noszącej białe stroje) z uczuciowością lekkoducha Cavaradossiego oraz cynicznego do szpiku kości Scarpii. Po drugie zaś, i to wydaje się tutaj najważniejsze - zderza się ze sobą świat wiary oraz świat, który do reszty już zagubił pamięć ducha.

Ten pierwszy świat jest symbolizowany przez krzyż we wnętrzu kościoła i czynione przed nim przez ludzi znaki krzyża. Ten drugi to kazamaty Scarpii, gdzie się torturuje ludzi (notabene współczesną metoda podtapiania) i wykorzystuje ich do zaspokajania coraz bardziej wyuzdanych potrzeb. Ale duchowa tandetność tego drugiego świata ukazuje się też przez rzeczy najzwyklejsze: choćby picie wina z kartonu czy zażeranie się pizzą, dostarczaną w płaskich kartonach.

Te dwa światy nie są prostym kontrastem bieli i czerni (choć ta gra świateł ma tu wielkie znaczenie). W najbardziej chyba przejmującej scenie "ofiary" z białego baranka wyczuwamy nie tylko religijne aluzje do opowieści o Dobrym Pasterzu, ale też dramatyczne pytanie reżysera: jeśli jest Bóg, dlaczego pozwala na śmierć i zło? Dlaczego godzi się na świat Scarpii? Dawny świat wiary, z jego hierarchią i pięknem, jest tu przeciwwagą dla tandetnej, płaskiej jak kartony na pizzę współczesnej rzeczywistości. Ale nie jest rozwiązaniem przeżywanych przez człowieka niepokojów. Tego rodzaju dialog myśli Marek Weiss intrygująco wpisał w libretto opery Pucciniego.

Do udziału w gdańskiej inscenizacji "Toski" zaproszono znakomitych śpiewaków. Królową sceny była oczywiście odtwórczyni tytułowej roli Katarzyna Hołysz. Śpiewaczka stworzyła niezwykle wiarygodną i poruszającą postać. Katarzyna Hołysz udowodniła ponownie, że swoim doskonale brzmiącym i plastycznym głosem jest w stanie oddać bogatą skalę emocji. Paweł Skałuba jako Cavaradossi udowodnił, że dojrzewa do największych ról. Obdarzony wielkim głosem tenor brzmi coraz szlachetniej. W "Tosce" pokazał, że jego głos potrafi się też, oprócz siły, cechować delikatnością i subtelnością. Świetnie zaprezentował się Mikołaj Zalasiński jako perwersyjny Scarpia. Jego postać budzi autentyczną odrazę, a ze swoją partią śpiewak poradził sobie znakomicie. Nieco blado pod względem wokalnym wypadł za to Daniel Borowski. Kreowany przez niego podskakujący wesoło Zakrystianin był ciekawym akcentem na scenie, ale po tym, jak śpiewał w innych spektaklach w gdańskiej operze, można było oczekiwać od niego nieco więcej.

Chór Opery Bałtyckiej jak zwykle pokazał piękne, mocne i pełne brzmienie. Znakomicie wypadło także słynne "Te Deum", wykonywane razem z Chórem Dziecięcym z gdańskiej Ogólnokształcącej Szkoły Muzycznej. Bardzo dobrze spisała się też orkiestra, która pod batutą Tadeusza Kozłowskiego zabrzmiała miękko, choć pełnie, i co najważniejsze, czysto.

Maja Korbut, Jarosław Zalesiński
POLSKA Dziennik Bałtycki
28 maja 2014

Książka tygodnia

Mewa. Egzemplarz reżyserski Krystiana Lupy
Akademia Sztuk Teatralnych
Krystian Lupa

Trailer tygodnia