Z dziadkiem patrzymy na siebie porozumiewawczo

Rozmowa z Katarzyną Z. Michalską

Jesteśmy, całą rodziną, w Teatrze Wybrzeże mocno zakorzenieni. To tak samo dar od losu, jak i ciężar.

Z Katarzyną Z. Michalską, aktorką, którą już w najbliższy piątek zobaczymy w premierowym przedstawieniu Teatru Wybrzeże "Niezwyciężony" Torbena Bettsa w reż. Jarosława Tumidajskiego, rozmawia Gabriela Pewińska.

Gabriela Pewińska: Zagląda pani czasem do dawnej garderoby dziadka, kiedyś aktora i dyrektora Teatru Wybrzeże Stanisława Michalskiego?

Katarzyna Michalska - Teraz to garderoba mamy i moja! "Dziesiątka" wciąż pozostaje dla mnie nadzwyczaj magicznym miejscem, choć po remoncie w niczym tej dawnej garderoby nie przypomina. Czas ogołocił ją ze świata mojego dziadka, choć ja wciąż wspominam go z uśmiechem, także tamto miejsce, tę boazerię, te obrazy, listy oprawione w ramki, kartki pocztowe...

Wisiała tam pocztówka od Romana Polańskiego z podziękowaniami za wspólną pracę przy "Dwóch ludziach z szafą"...

- Ale i ta od Stanisława Tyma. Mnóstwo zdjęć i gadżetów, wpatrywałam się w nie przez całe moje dzieciństwo, które w zasadzie spędziłam w teatrze. Przesiadywałam po garderobach, w bufecie, na widowni. Także w gabinecie dyrektorskim dziadka. Nie ma już gabinetu, ani nawet tego skrzydła teatru.

Duch dziadka jakoś wspiera panią w teatrze?

- Jest pewne zdjęcie. Na nim Stanisław Michalski z Henrykiem Bistą w "Sprawie Dantona". Ta fotografia wisi tuż przy wejściu na dużą scenę, na teatralnym korytarzu, więc często patrzymy na siebie z dziadkiem porozumiewawczo... Jesteśmy, całą rodziną, w tym teatrze mocno zakorzenieni. To tak samo dar od losu jak i ciężar.

Ciężar?

- Brzemię odpowiedzialności, potrzeba dobrego wpisania się w tę rodzinną tradycję. Co niezwykłe, moi koledzy i koleżanki znają Stanisława Michalskiego już tylko z opowiadań. W oczach Piotra Łukawskiego - gramy razem w "Niezwyciężonym" - widzę jednak żywą pamięć o nim, bo przegadali w tym teatrze wiele godzin. Ale ci młodsi nigdy się z nim nie spotkali. Dla nich, dla wielu pozostanie tylko kawałkiem historii tej sceny. Bohaterem anegdot.

Dziś osobowością gdańskiego teatru jest pani mama, Dorota Kolak.

- Żal mi, że jeszcze nie miałyśmy okazji zagrać razem na scenie - prócz spotkania w "Wiśniowym sadzie".

Pracę nad rolą konsultuje pani z rodzicami?

- Rozmawiamy. Świetnie nam się o teatrze gada, bo podobnie o nim myślimy. Zresztą teatr tak naprawdę pokochałam oglądając mamę na scenie.

Z kolei ojciec pani, Igor Michalski jest pewnie wszystkim, co pani robi zachwycony?

- Oczywiście, jestem córeczką tatusia. Po każdej premierze głaszcze mnie po główce, całuje w czółko i mówi: "Byłaś najlepsza!". I dobrze, i tak ma być. (śmiech)

Jak daleko sięgają tradycje teatralne w pani rodzinie?

- Od dziadka Michalskiego się nie zaczęło. Pradziadek ze strony mamy był w teatrze krawcem, dziadek Jerzy Kolak - kierownikiem technicznym najpierw w Bagateli a potem w Starym. Babcia, mama taty, Sabina Mielczarek była aktorką między innymi w Teatrze Wybrzeże. Potem moi rodzice, ja, no i mój mąż, Marcin Nenko. Śmieję się, że zaręczyłam się z kontrabasistą, a jestem żoną kompozytora teatralnego. Przekabaciliśmy go na teatr.

Pani rodzice, bodaj, nie chcieli, by poszła pani ich śladem. Odradzali?

- Początkowo tak. Jak widać bezskutecznie. Ja chciałabym, żeby mój syn przede wszystkim kochał to co robi. Jeśli zdecyduje się zostać aktorem, trudno, byleby był szczęśliwy. A to specyficzny zawód i bywa bardzo niewdzięczny. Wiąże się też z dużym obciążeniem emocjonalnym i ciągłym poddawaniu się ocenie. Poza tym facetom w teatrze jest trochę łatwiej. My, kobiety, im jesteśmy starsze, tym mniej jest dla nas ciekawych ról, a dla mężczyzn - przeciwnie. Parytetów tu nie ma i nie będzie, bo dramaturgia klasyczna jest w tej kwestii bezwzględna. Oczywiście, zawsze można obsadzać kobiety w rolach Hamletów.

Tęskni pani czasem do Wrocławia, gdzie studiowała pani, gdzie zdobywała szlify?

- Najbardziej za moją przyjaciółką, aktorką Teatru Capitol Heleną Sujecką i za opiekun mojego roku Eweliną Paszke-Lowitzsch, często wisimy na telefonie. Tęsknię też za miejscami. Za dawnym budynkiem szkoły teatralnej na Jastrzębiej. Te stare mury, wiekowy pałacyk słyszał i widział wiele. To dla mnie bardzo ważna przestrzeń. Ostatnio zresztą wspominamy ją razem na próbach, bo w "Niezwyciężonym" ja, Dorota Androsz i Piotrek Łukawski mamy - jako absolwenci wrocławskiej szkoły - przewagę.

"Niezwyciężony" to komediodramat Torbena Bettsa w reżyserii Jarosława Tumidajskiego. Emily i Oliver, którzy wyprowadzili się na przedmieścia, z dala od Londynu zapraszają swoich nowych sąsiadów. Dawn i Alana, na wieczorek zapoznawczy. To spotkanie potoczy się w dość niespodziewanym kierunku, ujawni, że oba związki znajdują się w głębokim kryzysie. Rola w tym przedstawieniu jest dla pani szczególna?

- Tak. Emily jest dla mnie niezwykle ważna. To chyba pierwsza moja tak duża rola w tym teatrze. Trudny i przewrotny materiał. Komedio-dramat daje pozorną wolność, ale wymaga od aktora ogromnej dyscypliny emocjonalnej, kiedy trzeba sprawnie manewrować między komedią a dramatem. Bardzo mnie to kręci. Cieszy też to, że w tym materiale możemy sobie z partnerem naprawdę na scenie "porozmawiać". Te nasze rozmowy w "Niezwyciężonym" są i trudne i zabawne, postaci tej sztuki są bardzo niejednowymiarowe i przez to niezwykle ciekawe do grania. Muszę też przyznać, że praca w tym składzie to wielka przyjemność.

A na jaką rolę pani czeka?

- Na klasykę. Marzę, by zagrać wierszem! Mam taką rolę marzeń. To Judyta z "Księdza Marka" Słowackiego. "Spotkałam" się z nią, kiedy wybierałam teksty na egzaminy do szkoły teatralnej. Bardzo szybko zrozumiałam tę postać, przeżyłam ją głęboko, jej ból, jej złość, jej poczucie krzywdy. Może kiedyś jakiś reżyser odkryje ten zapomniany przez teatr tekst i pomyśli o mnie?

___

Katarzyna Z. Michalska - urodzona w 1985 roku. Absolwentka PWST we Wrocławiu (2009). Jeszcze jako studentka zaczęła współpracę z teatrem Ad Spectatores a także z Wrocławskim Teatrem Współczesnym im. E. Wiercińskiego. W latach 2009-2012 związana z Wrocławskim Teatrem Współczesnym. Debiutowała w BAALU Bertolta Brechta w reżyserii Anny Augustynowicz. Dwukrotnie nominowana do Nagrody Marszałka Województwa Dolnośląskiego - w 2008 roku w kategorii "debiut roku" (BAAL w reżyserii Anny Augustynowicz), w 2010 roku w kategorii "najlepsza rola drugoplanowa" (AKROPOLIS.REKONSTRUKCJA w reż. Michaela Marmarinosa). Od sierpnia 2012 roku aktorka Teatru Wybrzeże. (TW)

"Niezwyciężony" Torbena Bettsa w reżyserii Jarosława Tumidajskiego. Pokaz przedpremierowy: 12 lipca na Scenie Kameralnej. Premiera: 13 lipca na Scenie Letniej w Pruszczu Gdańskim. 

Gabriela Pewińska
Polska Dziennik Bałtyck
10 lipca 2019

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia