Z improwizacji tworzę teatr

rozmowa z Ewą Wyskoczyl

O teatrze politycznym, improwizacji scenicznej i ostrym jak brzytwa punkowym koncercie z Bruno Jasieńskim w tle rozmawiamy z Ewą Wyskoczyl, reżyserką, założycielką tarnogórskiego Teatru ZL i tegorocznej laureatce Złotej Maski w województwie śląskim w kategorii "nagroda specjalna"

Łukasz Karkoszka: Czy Ewa Wyskoczyl tworzy teatr polityczny?

Ewa Wyskoczyl: Jeśli przyjmiemy, że każda wypowiedź artystyczna umiejscowiona w przestrzeni publicznej jest w jakimś sensie polityczna – to tak, tworzę teatr polityczny.

A czy teatr ma dziś jeszcze tę siłę oddziaływania na widza co kiedyś?

Jasne, że tak. Inaczej nie widzę sensu posługiwania się tym medium. Współczesny teatr musi czerpać z otaczającej nas rzeczywistości. Nie ma innej drogi... Bo ileż razy można wskrzeszać jakieś zramociałe i przykurzone tytuły tylko i wyłącznie dla samej idei ich wystawienia. Sięganie po sztuki sprzed kilkudziesięciu lat, czy sprzed wieków ma sens tylko i wyłącznie wtedy, gdy uwzględnimy kontekst współczesności.

Jacek Głomb postuluje powrót do teatru opowieści...

Jakoś wielkiego głosu poparcia dla jego manifestu nie widzę... Teatr dziś jest w innym miejscu. To jest medium, które silnie rezonuje społecznie. Pozwala artystom wypowiedzieć się na tematy, które obchodzą społeczeństwo tu i teraz... I o to, moim zdaniem, w teatrze chodzi.

I Ty sama taki teatr tworzysz?

Tak. Nasz ostatni spektakl „Bruno Jasieński padł” jest opowieścią o niebezpiecznym uwikłaniu się człowieka w idee, które na końcu okazują się fałszywą utopią. Bezgraniczne oddanie bohatera swoim poglądom prowadzi go do zguby, degeneracji własnej osobowości i wręcz sparszywienia. Oczywiście spektakl bardzo uwspółcześniliśmy. Nie jest to przedstawienie biograficzne, ani dokument z epoki, lecz rodzaj... koncertu punkowego, w którym Bruno Jasieński prowadzi dialog ze współczesnym człowiekiem. I albo w to wchodzisz, albo nie... Jeśli wchodzisz, to zobaczysz, że stawiamy tutaj pytania o to, gdzie przebiega granica zaangażowania się jednostki w jakieś idee i w którym momencie rodzi się sprzeciw... Bunt - wydaje mi się – jest dziś pojęciem bardzo nam bliskim. Przecież nie tak dawno oglądaliśmy zbuntowanych ludzi, protestujących przeciwko ACTA.... Wierzę, że ludzie mówiąc „nie”, mogą coś zmienić. Niekoniecznie trzeba podążać w owczym pędzie za czymś, co ktoś nam oferuje...I o tym właśnie jest ten spektakl – o współczesnym uwikłaniu się człowieka.

Czy „Dulska forever” to dowód na to, że dulszczyzna jest ciągle na topie?

Diagnoza Zapolskiej jest cały czas aktualna. Widzom wydaje się, że oglądają jakichś tam ludzi z sąsiedztwa, a tak naprawdę widzą i śmieją się z samych siebie. Filozofia drobnomieszczaństwa ma się w Polsce świetnie. Gramy przy kompletach.

Zarówno „Dulska forever” jak i „Bruno Jasieński padł”, a jeszcze wcześniej „Noferatu - kronika wielkiej śmierci w małym mieście” to spektakle, które powstały mimo, że scena Tarnogórskiego Centrum Kultury, gdzie macie siedzibę, jest cały czas w remoncie. Jak to jest tworzyć teatr bez sceny? Poszukiwanie nowych przestrzeni bywa inspirujące, czy wręcz przeciwnie – ograniczające?

Jest inspirujące i ograniczające zarazem. Oczywiście brak sceny wymusił na mnie poszukiwanie nowych przestrzeni, stąd plener, monodram grany w kameralnej przestrzeni i próba zaadaptowania holu Tarnogórskiego Centrum Kultury. Na swój sposób było to ciekawe doświadczenie. Tylko zadaję sobie teraz pytanie: „gdzie mam zrobić kolejny projekt – na dachu czy w piwnicy?”. Czekam już na scenę – ma być gotowa we wrześniu. Tam swoją premierę będzie miał nasz nowy projekt, chociaż prapremierę zaplanowaną na wiosnę, zrobimy jeszcze w holu.

Możesz uchylić rąbka tajemnicy i zdradzić, co szykujesz na wiosnę?

Nie chciałabym za wiele mówić, ponieważ wszystko się dopiero rodzi, ale... skoro mamy 2012 rok i zapowiedziany koniec świata, to aż się prosi o zrobienie z tego tematu spektaklu. Jednak uspokajam wszystkich – nie będzie to tragiczna i patetyczna wizja końca ludzkości, wręcz przeciwnie – pokazana z przymrużeniem oka...

Przy okazji tworzenia nowego przedstawienia, nie sposób nie zapytać o warsztat. Jak powstają Twoje spektakle?

Powiem najpierw jak nie powstają: otóż nie biorę tekstu dramatu i nie adaptuję go na scenę. Nie jest też tak, że siadam i piszę scenariusz, a następnie rozdzielam partie i aktorzy uczą się swoich ról... U mnie nie ma pamięciowej pracy nad tekstem. Opieram się przede wszystkim na improwizowanych próbach na scenie. Z tego powstają konkretne sceny, które później składają się na spektakl. Ostatnio złapałam się na tym, że nienawidzę tak zwanych prób stolikowych - czytanych. Po prostu się przy nich męczę. Uwielbiam natomiast moment rozpoczęcia prób na scenie. Tam aktor się uruchamia, pracuje ciałem, wytwarza energię, zgłasza pomysły. Tylko na scenie aktor ma szansę pokazania całej palety swoich możliwości. Jeśli nie uruchomi ciała, jest tylko czytającym lektorem. Na całe szczęście mam ten komfort, że pracuję z aktorami, którzy już wiedzą na czym polega moja szkoła improwizacji. Na przykład praca z Michałem Majniczem przy „Bruno Jasieński padł” była dla mnie niezwykle twórczym przeżyciem. To jest właśnie typ aktora, który wychodzi z inicjatywą, jest kreatywny i poszukujący. Nie zatrzymuje się, idzie na całość tak, by wgryźć się w postać jak najbardziej się da. Zresztą spektakl, nad którym obecnie pracuję, też będzie powstawał z elementów, które narodzą się na scenie w trakcie prób.

I na koniec zapytam, co Cię wkurza we współczesnym teatrze?

To co wszystkich ostatnio, a mianowicie bardzo zła atmosfera jaka wytworzyła się wokół teatru artystycznego. Zgadzam się z Moniką Strzępką, że teatr to nie produkt, a widz nie jest klientem. Nie można o teatrze mówić w kategoriach neoliberalnych i żądać, żeby teatr przynosił przede wszystkim dochód. Proszę bardzo, niech powstają kolejne „Szalone nożyczki”, ale niech będą i spektakle Warlikowskiego, Lupy czy Strzępki... Bo to jest teatr, który diagnozuje rzeczywistość, porusza, stawia trudne pytania. Takiego teatru nam trzeba.

Łukasz Karkoszka
Dziennik Teatralny
12 kwietnia 2012
Portrety
Ewa Wyskoczyl

Książka tygodnia

Banksy
Wydawnictwo ARKADY
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia