Z ironią o macierzyństwie i chorobie

20. Międzynarodowy Festiwal "Konfrontacje Teatralne"

Kuratorzy XX Konfrontacji Teatralnych, układając program festiwalu, zadbali o to, aby spektakle, chociaż tematycznie różne, miały w sobie wspólny pierwiastek. Zarówno w ,,Projekcie: Matka" Teatru Kana obalającego mit usłanego różami macierzyństwa, jak i w performancie ,,Ruff" opowiadającym o życiu po udarze królowała ironia i śmiech, który często przeradzał się w łzy.

Pierwsza scena ,,Projektu: Matka" Teatru Kana przedstawiająca kobiety w ciąży jako prawie święte istoty szybko przeradza się w agresywną opowieść o trudnym czasie macierzyństwa. Bycie matką czasem przerasta kobiety, ale mówienie o tym na głos wciąż stanowi temat tabu. Emocje w spektaklu co chwila zmieniają się (prawie tak jak nastrój u kobiet w ciąży), aktorki przechodzą od liryzmu do wściekłości aż do zrezygnowania. Razem grają we wszystkich scenach. W idealnie dogranych choreografiach ze świetnym timingiem i poczuciem rytmu bardzo dobrze współpracują, widać, że tworzą zespół. Gdyby jednak przedstawienie zostało pokazane jako monodram, jeszcze lepiej trafiłoby do widzów. Występ jednej kobiety byłby bardziej wyrazisty i sugestywny.

W ,,Projekcie: Matka" aktorki używają wielu rekwizytów: rzucają dmuchanymi piłkami, kiedy opowiadają o ciąży, rozrzucają zabawki (przy małym dziecku nie da się utrzymać porządku), rozwieszają pieluchy. Potem naśladują idealne gospodynie domowe, które reklamują w telewizji gadżety dla niemowląt. Prezentują też fragment kampanii społecznościowej o matkach z łatwością łączących obowiązki zawodowe z rodziną. Projekcja skwitowana jest jednym celnym zdaniem: mama ma gdzieś takie kampanie. Wszystko ubrane jest w metaforę, której nie da się nie zrozumieć. Aktorki w swoich rolach są autentyczne, scenariusz powstał bowiem na podstawie ich doświadczeń i wpisów na blogach. Momentami swoimi narzekaniami bawią do łez, ale spod tego śmiechu wydobywa się niewesoły obraz życia młodych matek w naszym społeczeństwie. W kraju, gdzie podobno panuje polityka prorodzinna, nie można w publicznym miejscu nakarmić dziecka piersią. Nie rażą natomiast roznegliżowane kobiety na billboardach.

W spektaklu na pierwszym planie króluje ironia. Tylko dzięki niej matki mogą odnaleźć się w monotonnej rzeczywistości. Pomagają im też marzenia, które, choć zmieniły się z wiekiem, wciąż się pojawiają. Aktorki, składając pieluchy, opisują je w liście do świętego Mikołaja. Proszą o dodatkową parę rąk do pracy, nowe nogi, żeby szybciej chodzić i chwilę spokoju. List piszą kredką syna na rachunku ze sklepu. Na koniec upominają Mikołaja, żeby nie naśmiecił w salonie, kiedy przyjdzie z prezentami. Bez nadmiernego epatowania złością, zdenerwowaniem, są już pogodzone z tym, jak wygląda ich życie. Ten fragment najlepiej i najtrafniej z całego przedstawienia pokazuje zmiany, jakim poddały się kobiety po urodzeniu dziecka. Niepotrzebne są już hip-hopowe piosenki, jakie twórcy spektaklu umieścili w scenariuszu czy agresywne pierwsze sceny, podczas których aktorki krzyczą niezrozumiałe hasła i biegają w kominiarkach.

Spektakl ,,Projekt: Matka" Teatru Kana nie ma zniechęcić do macierzyństwa, o czym świadczy zakończenie przedstawienia. Aktorki chcą tylko pokazać, że wbrew pozorom narodziny dziecka to nie jest czas usłany różami. Kobiety są zdane na własne siły, nie mogą liczyć na partnerów, mężów, a tym bardziej na pomoc od państwa. Poświęcają się dla dzieci, a potem i tak słyszą, że tatuś jest najukochańszy.

Tego samego dnia festiwalu zobaczyliśmy zupełnie inną prezentację przynoszącą diametralnie różne emocje. Jedną z odważniejszych części programu tegorocznych Konfrontacji Teatralnych był nurt zatytułowany ,,Klauzula przyzwoitości". W jego ramach po raz pierwszy w Polsce wystąpiły amerykańskie performerki z grupy Split Britches, m.in. Peggy Shaw. Artystka sama przez prawie dwie godziny bawiła lubelską publiczność w solowym popisie ,,Ruff". Jej monodram można potraktować jako resume życia, podczas którego z przymrużeniem oka dokonuje scenicznego rachunku sumienia. Dziękuje wszystkim, którzy spędzili z nią ponad 60 lat - na scenie i poza nią. Wspomina rodziców, siostrę i innych artystów. Mamy wrażenie, jakby artystka żegnała się już z widownią i teatrem.

Pretekstem do stworzenia tego performancu była choroba. W 2011 roku Peggy miała udar. Artystka nie chce jednak wzbudzać współczucia, z dużą dawką humoru i subtelności zdradza kulisy życia po udarze. To właśnie w czasie choroby Peggy zdała sobie sprawę, że nigdy nie występowała solo, zawsze towarzyszyła jej cała grupa muzyków, artystów. Teraz zespół pojawia się w formie projekcji, tylko wtedy, kiedy ona chce. Sama wybiera artystów. Dzięki multimediom śpiewa z Leonardem Cohenem czy rozmawia z Marlonem Brando. Po udarze jej mózg na nowo musi uczyć się prostych rzeczy, w pamięci pojawiają się luki. O tych wszystkich trudnościach Peggy mówi z ironią. Idealnie dobiera styl monologu do momentu historii, który właśnie przedstawia. Momenty najbardziej dramatyczne, poruszające wypełnia milczeniem, zawiesza głos. Przeszkadzają jedynie ekrany, które artystka cały czas przesuwa i ustawia tak, żeby czytać z nich tekst. Z drugiej strony dobrze pokazuje to sytuację, w jakiej znalazła się kobieta. Jej mózg nie funkcjonuje tak dobrze jak przed chorobą, nie może już zapamiętać tylu słów.

W czasie performancu śmiech przeplata się z refleksją. Artystka podaje nam w niewybredny, wysublimowany sposób swoją historię - silnej kobiety, która nie rezygnuje z niczego nawet po chorobie. Wprost mówi o wszystkich dolegliwościach i podejmuje kolejne wyzwania, z niczego nie rezygnuje. Z dumą pokazuje, jak mózg na nowo wypełnia utracone miejsca w pamięci. Przed zejściem ze sceny zdąży jeszcze ponaśmiewać się z koncertowych zachowań wielu muzyków i porównać siebie do Seana Penna.

Peggy Shaw Split Britches ,,Ruff"
Teatr Kana ,,Projekt: Matka"

Aleksandra Pucułek
4 listopada 2015

Książka tygodnia

Czescy ekspresjoniści
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jindřich Chalupecký

Trailer tygodnia