Z nich zaś największa jest miłość...

"Kamień i popioły" - reż. Michał Grzybowski - Teatr im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu

Oklaskami na stojąco zakończyła się piątkowa premiera w kaliskim teatrze. "Kamień i popioły" Daniela Danisa w reżyserii Michała Grzybowskiego zaczyna się jak skromna gawęda, a kończy jak epopeja i traktat filozoficzny zarazem. Nie spodziewajmy się jednak, że twórcy spektaklu poprowadzą nas od początku do końca za rączkę.

Sezon w Teatrze im. W. Bogusławskiego zwykł kończyć się wraz z werdyktem jury Kaliskich Spotkań Teatralnych, a więc w maju. Zdarzały się wyjątki od tej reguły, ale nie były niczym więcej niż wyjątkami, nieco spóźnionym domknięciem sezonu, czymś trochę przypadkowym i niekoniecznym. Tymczasem ten spektakl wyrósł na ukoronowanie sezonu i na mocny finał, który z pewnością pozostanie w pamięci. Większość kaliskiej publiczności przekona się o tym nieprędko, bo spektakl powróci na scenę dopiero 20 września, a więc u progu jesieni, na długo po przerwie wakacyjnej. Już teraz jednak warto wiedzieć, że "Bogusławski" ma coś takiego w swoim repertuarze.

Ascetyczny, a jednak żywy "Kamień i popioły" to spektakl niemal pozbawiony scenografii, jeśli nie liczyć czworobocznego podium, na którym występuje czwórka aktorów. Największym zagrożeniem dla tego ascetycznego przedsięwzięcia, w którym akcja jest jedynie umowna, był efekt przegadania. Inaczej mówiąc, groziły nam gadające głowy i publicystyka zamiast liryki i dramaturgii. Jednak pułapki tej szczęśliwie udało się uniknąć, co zawdzięczamy świadomości i instynktowi reżysera, ale też talentowi i wysiłkowi aktorów, którzy robią naprawdę wiele, aby ten spektakl ożywić i nadać mu sceniczną dynamikę. Największym wkładem energii popisał się chyba Jakub Łopatka w roli Jajca. Ale w spektaklu M. Grzybowskiego jest też pewien drobny element, który nadaje temu przedstawieniu dodatkowych rumieńców. To przewijający się fragment muzyczny, konkretnie "Fisherman's Blues" grupy The Waterboys. Nie spodziewałbym się, że ta prosta z pozoru piosenka potrafi unosić do góry coś takiego, jak spektakl teatralny. Michał Wierzbowski przewidział siłę tych dźwięków. Tym większa jego zasługa.

Historia przedwcześnie owdowiałego Clermonta i jego córki, którzy przeprowadzają się na prowincję w poszukiwaniu wyciszenia i zapomnienia, a znajdują tam miłość, okrucieństwo i śmierć, nie jest ani melodramatem, ani tym bardziej kryminałem, co zdawały się sugerować niektóre zapowiedzi. Jest - najprościej i najogólniej mówiąc, wielkim pytaniem o sens ludzkiej egzystencji na tym świecie. Powtórzmy: to nie jest "Przeminęło z wiatrem", ani telewizyjna nowela. Problematyka jest trudna, a forma - mimo pozorów prostoty - dość wyrafinowana. Nie spodziewajmy się więc spektaklu łatwego w odbiorze, po którym widz wychodzi z teatru krokiem lekkim i niemal tanecznym, by za chwilę zapomnieć, co właściwie obejrzał i o czym to było. Przedstawienie to trwa niemal półtorej godziny i ma swój ciężar, który musi ważyć. A jednak w miniony piątek publiczność nagrodziła "Kamień i popioły" długimi i niewymuszonymi oklaskami. Niech one będą najbardziej wymowną recenzją.

0 autorze i reżyserze

Daniel Danis jest współczesnym pisarzem kanadyjskim, urodzonym w 1962 r. "Kamień i popioły" swoją polską prapremierę miały w 2004 r. w teatrze w Bydgoszczy. Wówczas spektakl realizowała Iwona Kempa. W roku 2010 utwór Danisa doczekał się inscenizacji Artura Urbańskiego w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Tym razem pochylił się nad nim kaliszanin, koniecznie więc wspomnieć trzeba o reżyserze. Tym bardziej, że znamy go przede wszystkim jako aktora. Michał Grzybowski trafił do zespołu kaliskiego teatru w 2007 r. Jest absolwentem Wydziału Aktorskiego Państwowej Wyższej Szkoły Filmowej, Telewizyjnej i Teatralnej w Łodzi. Jednak "Kamień i popioły" nie są jego reżyserskim debiutem. Na Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni w 2010 r. w Konkursie Kina Niezależnego otrzymał nagrodę za film pt. "Non SonoPronto". W 2012 r. wyreżyserował również "Śmierć w teatrze", a wkrótce ukończył Kurs Fabularny Studio Prób w Szkole Wajdy. W roku 2014 powstał "Hitler w operze" w jego reżyserii, film pokazywany i nagradzany na wielu festiwalach w kraju i za granicą. W teatrze - w tym przypadku był to Teatr im. J. Kochanowskiego w Opolu - zrealizował "Kłamstwo" Floriana Zellera. Tak więc scena kaliska, kojarzona do tej pory głównie ze sztuką aktorską, doczekała się także wyrosłego na niej reżysera.

Robert Kordes
Życie Kalisza
14 lipca 2018

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia