Z piachu powstałeś

"Król Lear" - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

Regana-Goneryla-Kordelia: Lear stoi po środku trójkąta. Obszar politycznej rozgrywki stanowi piaskowy bulodrom. Przy dźwiękach kotłów splatają się tragiczne losy rodziny królewskiej i rodziny hrabiego Gloucestera. Dym wchodzi w oczy, a beżowy płaszcz obecny na grzbiecie króla przez cały spektakl, przypomina, że Lear z piachu powstał

Król Brytanii (Mariusz Saniternik) postanawia podzielić swe królestwo między trzy córki. Urządza konkurs krasomówczy i źle rozumiejąc szczerość najmłodszej z nich, postanawia ją wydziedziczyć i skazać na wygnanie. W przypływie gniewu pozbawia honorów także zaufanego Hrabiego Kenta (Dariusz Gnatowski), który wstawia się za królewną. Ufny Lear zrzeka się na rzecz córek wszystkiego prócz tytułu i straży przybocznej. Dzieli ziemię na dwie równe części.

Każda z córek ma na piersi krzyż, Lear nosi na łańcuszku sztylet. W rezultacie Regana i Goneryla złamią Boskie prawo, a stary król pozostanie bezbronnym wygnańcem.

Tragedia dotyka nie tylko królewskiej rodziny. Jeden z synów hrabiego Gloucestera – Edgar, wplątuje swego ojca w intrygę, w rezultacie której, hrabia wyrzeka się drugiego syna. Edmund zmuszony jest ukrywać się przed ojcowskim gniewem, pod postacią szaleńca.

Gdy hrabia Gloucester zostaje oślepiony i skazany na banicję, syn pragnąć zemsty prowadzi go na śmierć.

Drobiazgowe i efektowne (jak zawsze na scenie STU) kostiumy w pierwszych sekwencjach- utrzymane w duchu epoki elżbietańskiej, stopniowo zakłócane są przez coraz bardziej współczesne dodatki. Zabieg ten, dość ciekawy, podkreśla zmianę zachowania złych sióstr. Regana i Goneryla początkowo noszące zabudowane suknie z krynoliną, utrzymane w jasnej tonacji, w chwili objęcia rządów, zamieniają je na bardziej odważne stroje. Czarne obcisłe getry i skórzane gorsety, tworzą wizerunek drapieżnych gwiazdek współczesnego rocka. Pozostałością po sukniach są kryzy na ich szyjach. Symboliczna gra kostiumem sióstr współgra z rozplanowaniem przestrzeni gry aktorskiej. Dziedziczki od momentu objęcia władzy pozostają na balkonach nad sceną – gdzie Lear wstępu nie ma.

Piach chrzęści pod butami - obłąkany król błądzi po pustyni, w towarzystwie odrzuconej córki i najlepszego z przyjaciół, nie zdając sobie sprawy z ich obecności. Kordelia i Kent ukrywają swą tożsamość przywdziewając wysłużone marynarki, pasiaste skarpety i meloniki. Trójka wyrzutków dla poprawy humoru, oddaje się nędznym błazenadom. Lear by upewnić się kim jest zagląda na spód melonika i czyta głośno podpis rekwizytu: \'L e a r\'.

Dekoracji jest w tym spektaklu za mało, efektów za dużo. Powracające uporczywie kotły i dym wywołujący kaszel w pierwszych rzędach, dezorientowały zamiast budować atmosferę i wyznaczać rytm przedstawienia.

Dwa najtragiczniejsze momenty dramatu mają podobną oprawę. Denerwująca wokaliza (z offu), niczym fanfary dla łez rodziny królewskiej - obwieszcza, że na scenie rozgrywa się tragedia. Po raz pierwszy- gdy Lear wydziedzicza Kordelię, po raz drugi, gdy król ostatecznie przekonuje się o nikczemności swych córek.

Reżyser spina całość kompozycji piaskową klamrą (dającą się przewidzieć przez widzów znających treść sztuki): Król który w pierwszej scenie wyłania się z piachu, w ostatniej musi się weń zapaść.

Adrianna Markowicz
Dziennik Teatralny Kraków
26 marca 2011

Książka tygodnia

Teatr lalek w dawnej Polsce
Fundacja Akademii Teatralnej i Akademia Teatralna
Marek Waszkiel

Trailer tygodnia