Z sekatorem na Słowackiego

"Zawisza Czarny" - reż. Adam Orzechowski - Teatr Wybrzeże w Gdańsku

Ten spektakl podzieli widzów. I bardzo dobrze

Głupiec: I znów my, panie Czarny, w polu, jak wróble i kruki; a gdzie my jedziemy, to ja nie wiem, bo jeśli bić się za ojczyznę, to koń mój do ojczyzny ledwo przyczepiony ogonem, a przednie ma nogi już w Niemcach. Zawisza: Milcz durniu! Nie tobie to rezonować o mapie narodów! Czy ty wiesz, że, gdzie kończy się Polska, tam się piekło zaczyna, a gdzie jam jest, tam bramy piekielne nie przemogą? .
Juliusz Słowacki, Zawisza Czarny

Nie tylko w tej bitwie, w której pojmany zginął, ale we wszystkich wyprawach okazywał się rycerzem dzielnym i znakomitym, słynął odwagą i wielkimi czynami, w których nikt mu nie dorównywał. Był zaś w mowie słodki i ujmujący, tak że nie tylko ludzi zacnych i szlachetnych, ale barbarzyńców nawet swoją uprzejmością zniewalał. Miał przede wszystkim ten rzadki w sobie przymiot, że jak w bitwie najśmielszy zapał, tak w radzie najumiarkowańszą okazywał rozwagę. Godzien za swe bohaterskie dzieła nie moich słabych, ale i Homera samego pochwał.
Kroniki, Jan Długosz

Jakiego Zawiszy Czarnego nam dzisiaj trzeba? Człowieka ze spiżu, w czarnej zbroi, który poległ za miliony? Zawiszy, który rozgrzewał umysły pokoleniu Kolumbów, co niewinnie umierało? Zawiszy, którego słowo stało się symbolem niepodważalnej prawdy i odwagi? Adam Orzechowski zakpił z szablonów mitologii narodowej chodzącej w parze z martyrologią. Tekst Słowackiego pozwolił wydobyć paradoksalne i populistyczne skłonności narodowe do stawiania pomników. Poszukiwacze pietyzmu i politycznej vel narodowej poprawności mogą poczuć się urażeni.

”Zawisza Czarny” Juliusza Słowackiego to niedokończony dramat tego wieszcza, publikowany w różnych wersjach i różnie odczytywany. Akcja utworu rozpoczyna się tuż po bitwie pod Grunwaldem, a kończy śmiercią rycerza z Garbowa. Dużo miejsca poświęcił Słowacki na zilustrowanie uczuć pomiędzy Laurą, córką Starosty Jana Sanockiego i Zawiszy Czarnego. Ile w samym romantycznym tekście prawdy? – nikt nie jest w stanie stwierdzić. Zawisza pozostaje postacią tajemniczą, wokół której narosły legendy, w dużej mierze za sprawą Jana Długosza i żyjącego na przełomie XIV i XV wieku Adama Świnki. Sam Juliusz Słowacki nie rościł sobie prawa do jedynej, słusznej prawdy o bohaterze, a czytając utwór ma się wrażenie, że pokazuje go w różnych cieniach i półcieniach. Czy była to ironia czy odbrązowienie mitu, a może ars poetica – trudno stwierdzić, jednak dzięki otwartemu ujęciu postaci Zawisza Czarny jawi się także jako prosty (nie prostacki) wojownik, niechętny do walki, zmęczony i tracący pewność siebie człowiek, pozbawiony zdolności oratorskich w konfrontacji z ciętym językiem Laury i jej zdolnościami intryganckimi.

Adam Orzechowski burzy naszą patetyczną miłość do nietuzinkowych osobowości. Nie on jeden w teatrze. Adam Hanuszkiewicz Słowackiego przewrotnie potraktował już w 1974 roku, pokazując eksperymentalnie acz uniwersalnie „Balladynę”, kpiąc z literackiej tradycji, romantycznych wartości narodowych, mitów i… samego siebie. Zarzucano mu populizm i sprzyjanie kulturze masowej. Jednocześnie za jego dyrekcji Teatr Narodowy był strażnikiem klasyki. Orzechowski również nie odżegnuje się od klasycznego repertuaru i podejmuje próbę zilustrowania fragmentu historii, stwierdzając ujmująco, że Polakom spuszczenie powietrza bardziej się przyda niż nadmierne pompowanie. Reżyser zachowuje dystans względem mitu, pokazując walory literackie dzieła, w którym ironia i geniusz Słowackiego przeplatają się nieustannie, co daje możliwość dyskusji z koncepcją narodowej niezłomności. Jerzy Goliński w 1965 roku pozwolił sobie w Teatrze Wybrzeże na patos w inscenizacji „Zawiszy Czarnego”. Adam Orzechowski dał pole do rozmów o bohaterstwie, autorytetach i Słowackim, do dyskusji nad adaptacjami tekstów świętych wieszczów naszych.

W nowo otwartej Czarnej Sali im. Stanisława Hebanowskiego dokonano pastiszu dzieła sprzed prawie 170 lat, bawiąc się formą i konwencją. Można mówić prawie o szopkowej wersji tekstu Słowackiego, pokazującej jednocześnie piękno języka i w krzywym zwierciadle dramatyczne skomplikowanie postaci. Manduła, Głupiec i Laura dostali czas, by się zaprezentować scenicznie i zaznaczyć swoje miejsce w życiu Zawiszy Czarnego. W usta tych postaci włożone zostały słowa autora niczym z dramatów Szekspira.

Lecz, panie, ja od słowika smutniejszą jestem wieczorem. Jeśli się z czarnym kolorem twej zbroi smutek nie godzi, jeśli tobie, panie, szkodzi, nie będę ci smutkiem natrętną. //Panienko - bądź sobie smętną, smutek mi nie jest przeciwny.

Nie wszystkie partie tekstowe są tak lekkie i kokieteryjne. Niekiedy przytłaczają rozbudowane wypowiedzi, skomplikowane poprzez nagromadzenie archaicznych wyrazów i stylu. Cóż, Słowacki wielkim poetą był.

Wszyscy aktorzy dostali zadanie bawienia się na scenie, wśród i z publicznością. Sporym ułatwieniem jest scenografia – szkolne ławki i niewielka widownia, tworzące wraz z materacową, ruchomą ścianą konkretne zamknięcie, gdzie aktorzy przemieszczają się między widzami, celowo lub nie, tworząc poruszenie (dodatkowo, na ścianach rozmieszczone są duże zdjęcia przeszłych herosów – gdzie punktem odniesienia jest antyczny ideał cielesny ubrany w atrybuty wojska na przestrzeni wieków). Spektakl rozpoczyna się od prób wyciągnięcia miecza niczym Excalibura zastygłego w skale przez kolejne postaci. Gniewoszowi, Mandule i Głupcowi to się nie udaje, ale zanim szlachetny Zawisza podejmie miecz, na chwilę wydobywa go Laura i szybko wciska z powrotem, aby poprawności mitycznej stało się zadość. To początek przewrotnej wizji dramatu. (Bohaterem, na przykład jednodniowym, może współcześnie być każdy. ) Cesarz staje się Głupcem, Zawisza zakłada zielony beret, ogromny szkaplerz i okulary a\'la Tom Cruise z filmu „Top Gun”, intryga miłosna Laura kontra Zawisza odbywa się na materacu niczym na ringu bokserskim i pokazie mody. Finałowa, doskonała scena polowania na Zawiszę Czarnego i jego obnażenia, a następnie niedokładnego ubrania w złotą zbroję i wystawienia na publiczny widok i poniżenie budzi przykre skojarzenia i odwołania do dzisiejszej pogoni za ikonami stylu i sensacją. Pukiel włosów z głowy Zawiszy Czarnego, fragment jego miecza odłamany podczas bitwy pod Grunwaldem w 1410 roku, grudka ziemi z pól Grunwaldu, na którą spłynęła krew Wielkiego Mistrza, ręka Zawiszy, od której zginął Wielki Mistrz podczas bitwy w 1410 roku to prześmiewcza i obrazoburcza „gablotyzacja” mitu.

Robert Ninkiewicz jako Zawisza Czarny zagrał brawurowo, także dlatego, że biegał po stołach i między widzami. Pokazał umiejętności zarówno komediowe, jak dramatyczne, komponując się idealnie z założeniami pastiszu. Dorota Androsz jako Manduła przykuła uwagę break dansem, Głupiec, czyli Zbigniew Olszewski ciekawie pokazał związanego z Zawiszą towarzysza, będącego „lustrem” wątpliwości głównego bohatera. Małgorzata Oracz w roli Laury zagrała najbardziej lekko i płynnie. Kokietowała i „kręciła”, wykorzystując kobiece atrybuty i umiejętności.

Niepokojąco drażniący okazał się głos z offu narratora – w tej roli Cezary Rybiński. Zbyt upraszczał i ogołacał przekaz. Pochwalić należy pomysł na ruch w niektórych scenach. Zbiorowe śpiewy chóru złożonego z pięciu aktorów ( nie wspomniany jeszcze Marek Tynda jako Gniewosz) w dynamicznym ujęciu scenicznym, to dobre rozwiązanie na ożywienie spektaklu.

Odkopany przez Adama Orzechowskiego Zawisza Czarny może budzić kontrowersje. Nic tak jednak nie ubogaca treści i formy przedstawienia jak wzmożona dyskusja na ich temat. Reżyser podjął próbę przyswojenia współczesnemu odbiorcy trudnego tekstu Słowackiego ( nie jest to jeszcze awangarda, ale już nie wystawienie „po bożemu”). Co wygra – mitologia narodowa czy artystyczna wizja, czas pokaże.

Juliusz Słowacki, Zawisza Czarny. Realizatorzy: Adam Orzechowski (rezyseria), Jakub Roszkowski (opracowanie tekstu, dramaturg), Magdalena Gajewska (scenografia), Andrzej Głowiński (muzyka), Katarzyna Chmielewska (choreografia), Rafał Kowalczyk (opracowanie muzyczne). Występują: Dorota Androsz (Manduła), Robert Ninkiewicz (gościnnie, Zawisza Czarny), Zbigniew Olszewski (Głupiec), Małgorzata Oracz (Laura) oraz Marek Tynda(Gniewosz) oraz Cezary Rybiński (narrator). Premiera na Czarnej Sali teatru Wybrzeże 11 lutego 2010 roku. Czas trwania: 90 minut bez przerwy.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świetojanska1
15 lutego 2010

Książka tygodnia

Teatr plastycznej metafory. Scenografie Jadwigi Mydlarskiej-Kowal
Muzeum Śląskie
Redakcja: Sylwia Ryś, Elżbieta Spadzińska-Żak

Trailer tygodnia