Z Tiger Lillies i Jerzym Trelą

19. Międzynarodowy Festiwal Szekspirowski

Za nami pierwszy weekend Festiwalu Szekspirowskiego. Bohaterami pierwszych pokazów był ekscentryczny zespół The Tiger Lillies oraz Jerzy Trela, którego podziwiać można było w dwóch spektaklach, w tym w pierwszej propozycji finału Konkursu o "Złotego Yoricka".

Festiwal Szekspirowski, prezentowany w Gdańsku i Sopocie, potrwa do 9 sierpnia. Na inaugurację organizatorzy przygotowali widzom 19. Festiwalu Szekspirowskiego spektakl dość staroświecki, głęboko egzystencjalny, poświęcony nie sztuce patrona imprezy, a postaci, która stara się z nią zmagać. "Wielki John Barrymore" przygotowany przez krakowski Teatr STU w Krakowie pod wodzą szefa tego teatru - Krzysztofa Jasińskiego - jest zmaganiem się tytułowego bohatera z własną niemocą, starością i przemijaniem (także artystycznym). John Barrymore to niegdyś znany i uwielbiany aktor, dziś pijaczyna, zapomniany, podstarzały artysta, usiłujący odegrać "Ryszarda III" Szekspira przy pomocy suflera, bez którego jest zupełnie bezbronny, bo nie pamięta tekstu. Jednak zamiast roztrząsać dramat słynnego i bezwzględnego monarchy, wciąż się rozkojarza, zaczyna deklamować "Hamleta", wpada w dygresje lub przypomina swoją przeszłość. Bo rola, kreacja i teatr to dla Johna Barrymore'a już bardziej poza i maniera niż zawód aktora, którym ciągle chciałby być. Kreujący głównego bohatera Jerzy Trela świetnie wydobywa tragizm i groteskowość postaci Barrymore'a, grając detalami, niuansami, często nieruchomo na krześle niczym nieszczęsny król, z którego postacią ma się mierzyć. Nie przeszkadza staroświecki wręcz, na wskroś tradycyjny charakter spektaklu Jasińskiego. Niestety poziom spektaklu obniża każde wejście na scenę suflera (Aleksander Fabisiak) sprawiającego wrażenie postaci wyjętej z kompletnie innego porządku niż bohater Treli. Na szczęście zabiegów inscenizacyjnych, często niepotrzebnie ubranych w patos, jest tu niewiele, a ze zniedołężniałym artystycznie i stale "hamletyzującym" Barrymore'm Jerzy Trela radzi sobie bardzo dobrze.

Nieco inaczej było w przypadku "Kto wyciągnie kartę wisielca, kto błazna?" z Teatru im. Juliusza Słowackiego w Krakowie - pierwszej z trzech propozycji Konkursu o "Złotego Yoricka" na najlepszą polską inscenizację dzieł dramatycznych Williama Szekspira oraz utworów nimi inspirowanych. Spektakl przygotowany przez Pawła Miśkiewicza nie przedstawia sztuki "Króla Leara" w całości. Reżyser wypreparował z tragedii Szekspira kilkanaście kluczowych scen i dwa rodzinne wątki (Króla Leara i jego córek oraz Hrabiego Gloucester i synów) porzucając opowiadanie losów Leara fabularnie. Zamiast dramatu Szekspira podziwiamy raczej zmetaforyzowaną drogę dojrzałego mężczyzny, który w symbolicznym wymiarze staje się Learem - pozbawionym dawnej siły i radości życia człowiekiem, porzuconym przez dorastające dzieci, dla których poświęcił wiele lat życia. Spektakl zbudowany jest na zaznaczonym w scenografii motywie drogi - na scenie Teatru Wybrzeże, gdzie usadowiono widownię, rozłożono też tory kolejowe, po których Król Lear (w tej roli Jerzy Trela) idzie wraz ze stalową klatką, pełną poupychanych krzeseł. Lear na początku wygląda na ekscentryka, gdy wchodzi na scenę ze skrzypiącym wózkiem, wytyczając wzory geometryczne za pomocą mąki (to symboliczne dzielenie królestwa pomiędzy córki, która chwilę później rozgrywa się na scenie w tej przestrzeni). Po abdykacji Lear stara się zachować resztkę godności i utraconego majestatu, powielając swój błąd z wyboru dziedziczek królestwa - ponownie za pomocą swego rodzaju licytacji wybiera córkę, która godzi się trzymać większą liczbę jego żołnierzy. To już zmęczony życiem starzec, który woli siedzieć przed telewizorem niż walczyć o królestwo. Pragnie spokoju i poszanowania swoich wielkopańskich przyzwyczajeń. Wypędzony przez córki traci zmysły w przejmującym finałowym monologu, "pożyczonym" od oszalałej Ofelii z "Hamleta". Dużo gorzej poprowadzono drugi z wątków, także oparty na złym ojcowskim wyborze: Hrabia Gloucester ufa synowi Edgarowi, który przez intrygę wywołuje gniew ojca na starszego syna Edmunda, uznanego za zdrajcę. Wątek ten pozostaje jednak porwany i chaotyczny, a zbudowany jest z kilku wybranych, "papierowych" scen (spisek Edmunda, wyłupanie oczu Hrabiemu Gloucester, szaleństwo biednego Tomka, próba samobójcza Hrabiego). W efekcie spektakl Miśkiewicza pełen jest nie do końca uzasadnionych skrótów i dwóch - siłą rzeczy niesymetrycznych męskich dramatów, bo Szekspir pisał przecież głównie o dramacie Leara. Najjaśniejszym punktem tej nietypowej, jak na Teatr im. Słowackiego dość odważnej inscenizacji, jest właśnie postać Króla Leara w wykonaniu Jerzego Treli, który - co znamienne - i tak wypada dużo mniej przekonująco niż w "Wielkim Johnie Barrymore".

Bohaterami weekendu okazali się jednak artyści The Tiger Lillies, którzy w dwóch odsłonach - koncertowej (którą relacjonowaliśmy osobno) i teatralnej - pokazali całą esencję swojej twórczości. Balladowy, punkowy i groteskowo-operowy śpiew lidera Tiger Lillies Martyna Jacquesa świetnie koresponduje ze spektaklem duńskiego Teatru Republique - "The Tiger Lillies grają Hamleta" [na zdjęciu]. Spektakl składa się z bardzo precyzyjnie zaplanowanej adaptacji, ograniczonej do sześciu bohaterów dramatu Szekspira - Hamleta, Klaudiusza, Gertrudy, Ofelii, Poloniusza i Laertesa. Ich kwestie zredukowane zostały do niezbędnego minimum, zaś głos uzupełnienia, dopowiedzenia, a czasem komentarza do zdarzeń na scenie, należy właśnie do artystów The Tiger Lillies. Ekscentryczni, kontrowersyjni muzycy nie tracą swojego prześmiewczego, niepokornego charakteru (np. song o robakach, wywiedziony z kwestii Hamleta o tym, że Poloniusz jest właśnie na uczcie - nie tam, gdzie je, ale tam, gdzie jego jedzą). To jednak i tak dużo łagodniejsze, stonowane i mimo odważnych wtrętów (np. o tym, że Hamlet powinien zacząć działać, a nie tylko użalać się nad sobą i "ciągnąć druta" wieczorami) dość grzeczne oblicze Tiger Lillies, pełne ckliwych wręcz, nastrojowych ballad (np. podczas śmierci Ofelii do oszałamiającej wizualnie - dzięki projekcji wideo i linom, do których przypięta jest aktorka - sceny topienia się bohaterki, sprawiającej wrażenie zanurzania się w morskich falach). Jednak i tak nieustająco pobrzmiewa w ich piosenkach niczym refren myśl, że wszyscy jesteśmy dziwkami.

Muzycy na scenie pojawiają się naprzemiennie z aktorami. Czasem zdarzenia inscenizowane są do ich śpiewu w formie kabaretu, a czasem śpiewane jak najbardziej serio. Choć nie ma w inscenizacji reżysera Martina Tuliniusa wszystkich postaci epizodycznych i wypada wiele fragmentów z kwestii kluczowych bohaterów (pominięto choćby słynny fragment rozważań Hamleta nad czaszką Yoricka), to skróty fabularne ani trochę nie przeszkadzają w zgrabnym i celnym przeprowadzeniu spektaklu od początku do końca. Znalazły się tu wspaniałe, niezwykle nastrojowe fragmenty - jak senne marzenie Ofelii o Hamlecie (najpiękniejsza, bardzo liryczna scena spektaklu) lub podniosłe i wzruszające spotkanie Hamleta z martwą Ofelią podczas jej pogrzebu, zbudowane także na mechanizmie wspomnień ich bliskości i czułości. Ciekawie rozegrano inscenizację "Zabójstwa Gonzagi", gdzie aktorami (i jednocześnie widzami przedstawienia zaaranżowanego przez Hamleta) są sprawcy mordu wraz z Ofelią i Poloniuszem - wszyscy mają do rąk i nóg przymocowane liny sprawiające wrażenie marionetkowych sznurków. Ten niezwykły, pełen kpiarskiej energii, świetnej gry aktorskiej zespołu Teatru Republique z Kopenhagi i niebywałych zdolności artystów The Tiger Lillies spektakl to zdecydowanie największe wydarzenie pierwszej części festiwalu. Weekend dopełniła obdarzona pięknym, delikatnym głosem Maria Joao, która zgodnie z tytułem koncertu wykonywała "Songi dla Szekspira", przeważnie czerpiąc inspirację z największych sztuk stratfordczyka - "Romeo i Julia", "Hamlet", "Król Lear". Do skonstruowania ich wraz z dwoma muzykami z zespołu OGRE (Joao Farinha - syntezator i pianino oraz André Nascimento - laptop i muzyka elektroniczna) i wydobycia zaskakujących brzmień, wystarczyło jej kilka zdań zaczerpniętych z tekstów Szekspira, jak instrukcja gry skierowana przez Hamleta do aktorów, czy rozważania Julii na temat Romea, gdy dowiedziała się, kim jest jej ukochany. Maria Joao w sposób niezwykle teatralny, czerpiąc z różnych technik śpiewu (jazz, soul, r'n'b, a nawet elementy fado), w pełnym ozdobników stylu wykreowała ciekawy, wciągający własny świat szekspirowskich dźwięków. Przed nami jeszcze drugi pokaz "The Tiger Lillies grają Hamleta" (3.08, godz. 17:30) oraz efekt pracy zespołowej cenionego reżysera Grzegorza Brala z międzynarodową grupą w spektaklu "Studiując Hamleta" (3.08, godz. 16 i 20), zaś pokazy "Hamleta" zakończą rumuńsko-węgierska inscenizacja tego dramatu w wykonaniu zespołu László Bocsárdiego (3.08, godz. 20:30) i angielski "Projekt Hamlet. Kto tam?" w reż. Kelly Hunter (4.08, godz. 19). Ponadto w nurcie głównym obejrzymy dwie inscenizacje Konkursu o "Złotego Yoricka" - "Króla Leara" w reż. Jana Klaty ze Starego Teatru w Krakowie (5.08, godz. 19) i "Burzę" w reż. Krzysztofa Garbaczewskiego z Teatru Polskiego we Wrocławiu (8.08, godz. 19). Pokazy głównego nurtu uzupełnią "Juliusz Cezar" w gruzińskiej inscenizacji Roberta Sturuy (6.08, godz. 19), "Wesołe kumoszki z Windsoru" Gdańskiego Teatru Szekspirowskiego i Teatru Wybrzeże (7.08, godz. 15) i "Makbet" przygotowany w Rosji przez Luka Percevala (9.08, godz. 19). Ponadto przed i po spektaklach głównego nurtu zaplanowano spektakle offowe i akcje przeprowadzane w Teatrze w Oknie lub przestrzeni Teatru Szekspirowskiego w ramach SzekspirOFFa. Bilety na spektakle offowe w TwO kosztują 10 zł, za bilety na przedstawienia głównego nurtu zapłacimy od 15 do 80 zł.

Łukasz Rudziński
www.trojmiasto.pl
5 sierpnia 2015

Książka tygodnia

Czescy ekspresjoniści
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Jindřich Chalupecký

Trailer tygodnia