Z życia wzięte

"Wiarołomni" - reż. Artur Ildefons Urbański - TR Warszawa

Pisząc "Wiarołomnych" Ingmar Bergman nie musiał zagłębiać się w psychologiczne uwarunkowania relacji damsko-męskich. Wystarczyło, żeby pogrzebał w swoim życiorysie, obfitującym we wszelakie możliwe miłosne konfiguracje i aspekty związku dwojga ludzi. Był pięciokrotnie żonaty, rozwodził się, wiązał z innymi kobietami, zdradzał i był zdradzany. Tak jak bohaterowie "Wiarołomnych", uwikłani w niepotrzebne romanse, raniący innych, nieumiejący zbudować trwałego, stabilnego związku

Tu nic nie jest proste. Żona zdradza męża z najlepszych przyjacielem domu, mąż odgrywając się na niej nie chce podzielić się opieką nad dzieckiem, kochanek ma już dość napiętej atmosfery i kłótni z nową towarzyszką życia. Na domiar złego żona po śmierci męża dowiaduje się, że ów przez prawie cały okres ich małżeństwa miał na boku kochankę. Telenowela jak nic.

Jest też postać reżysera-psychoanalityka, który pisze scenariusz o rozpadzie małżeństwa. Główną bohaterką jego dramatu jest aktorka (Maja Ostaszewska), wytwór jego wyobraźni. To wokół niej toczy się cała akcja spektaklu. Reżyser jest alter ego Bergmana. Niestety Artur Urbański nie wykorzystał tego wątku, nieumiejętnie poprowadził rolę, sadowiąc Władysława Kowalskiego w pierwszym rzędzie, aktor jest więc niewidoczny prawie przez cały pierwszy akt. Potem nagle znika, by pojawić się w finale.

Poprzez postać reżysera przygotowującego spektakl w "Wiarołomnych" wykorzystana została konwencja teatru w teatrze. Widzowie oglądając spektakl uczestniczą jednocześnie w próbach do dramatu o niewierności i jej konsekwencjach. Co jakiś czas na scenie pojawiają się pracownicy techniczni teatru, którzy zmieniają lub przesuwają dekoracje. Widoczne są również boczne fragmenty sceny, lampy, zwisające liny, przewody elektryczne.

Dramat Bergamana i spektakl w TR w reżyserii Artura Ildefonsa Urbańskiego nie odkrywają niczego nowego, z takimi sytuacjami stykamy się na co dzień, pisma kobiece są nimi zapchane od okładki do ostatniej strony. Siłą przedstawienia jest solidne aktorstwo Mai Ostaszewskiej w roli wiarołomnej żony, Adama Woronowicza jako zdradzonego męża i Redbada Klijnstry, który wciela się w postać znerwicowanego kochanka.

Najlepszą i najwiarygodniejszą recenzją jest jednak reakcja publiczności, która przez całe trzy godziny przynudnawnego i przegadanego spektaklu siedzi zasłuchana, odnajdując w wyznaniach trójki bohaterów wspomnienia ze swojego lub cudzego życia.

Kama Pawlicka
Teatr dla Was
8 kwietnia 2013
Teatry
TR Warszawa

Książka tygodnia

Historia męskości
Wydawnictwo słowo/obraz terytoria Sp. z o.o.
Praca zbiorowa

Trailer tygodnia