Za jeden paciorek

"Królestwo" w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie

Geneza jest znana, i absolutnie wszyscy o tym pisali. Że spektakl "Królestwo" powstał (również) po to, żeby pokazać bezkrólewie w Starym Teatrze. Że bohaterowie serialu Larsa von Triera mają swoje odpowiedniki w ówczesnej sytuacji teatru. Owszem, daje się to zauważyć. Tylko czy koniecznie trzeba o tym wszystkim mówić i pisać? Tak, wiem, sam właśnie teraz od tego zaczynam.

- W Narodowym Starym Teatrze przeniesiono na scenę słynny serial Larsa von Triera z 1994 r.
- To przedstawienie wspaniale zakomponowane wizualnie. Kamery są wszędzie
- Szpitalnego bezsensu pilnują grający sprzątaczy Anna Dymna i Krzysztof Globisz
- "Królestwo" jest przede wszystkim kolejnym rozdziałem przywróconej zespołowości Starego
- Spektakl można oglądać w sieci 7 lutego na platformie Starego Teatru

Zaczynam, ale już właśnie kończę. Bo niekoniecznie trzeba i warto oglądać "Królestwo" przez pryzmat ideologii, nawet jeżeli byłaby to teza słuszna i poświadczona nazwiskami reżysera i zespołu. Tyle tylko, że chyba warto potraktować "Królestwo" inaczej. Nie jako wydarzenie stulecia, ale dobry spektakl rozrywkowy, bez siódmego lirycznego i ósmego politycznego dna. Wtedy sprawdza się świetnie. Bawi, wzrusza, czasami irytuje.

"Królestwo", miniserial Larsa von Triera powstał w 1994 r. ("Królestwo II" w 1997). Rozkoszne lata 90. Dogma, Quentin Tarantino i Pedro Almodóvar. Kino, a wraz z nim telewizja, ostatecznie uwolniły się od przymusu opowiadania historyjek, prowadzenia ich od A do Z. W hierarchii ważności emocja śmiechu (widza) wybijała się na główną pozycję. Śmiesznie oznaczało inteligentnie albo perwersyjnie. Chichocik zawstydzenia, smyranie zażenowania. Takie właśnie było abstrakcyjne "Królestwo" von Triera, takie chce być "Królestwo" Brzyka. Czy zamysł się powiódł? W dużym stopniu tak.

"Królestwo" w Narodowym Starym Teatrze: orkiestra z solówkami
Teatr jest szpitalem. Szpital jest teatrem. Najpewniej psychuszką. Narodowy Stary Teatr, a w nim obłąkani, ale namiętni emisariusze sztuki. To przedstawienie wspaniale zakomponowane wizualnie, wpisujące się w nurt innowacyjnych prac teatralnych Krzysztofa Garbaczewskiego czy Łukasza Twarkowskiego. Kamery są wszędzie. I widzowie owo "wszędzie" oglądają detalicznie. Garderoby, schody, foyer. Gdzie nie spojrzeć, pacjenci specjalnej troski, oraz troski leczących – podglądanych przez pacjentów. W obłędnej scenografii i chyba nawet jeszcze lepszych kostiumach autorstwa Igi Słupskiej i Szymona Szewczyka, świetnie odnajdują się aktorzy. Bo "Królestwo" jest dla mnie przede wszystkim kolejnym rozdziałem przywróconej zespołowości Starego. To jest orkiestra, z solówkami, z popisami, ale jednak orkiestra. Są wciąż wspólnotą, grają pięknie. Przyjąłem to z poczuciem ulgi.

Dialogi i sytuacje pozostały z von Triera. Nie ma siłowego przenoszenia Danii do Polski, a "Królestwa" do Bronowic. Stig Helmer w świetnej interpretacji Radosława Krzyżowskiego jest swego rodzaju kuratorem po muzeum osobliwości, które powtarzane po wielokroć normalizują się i przestają zadziwiać. Osobliwości powszednieją. Pani Sigrid Drusse (kocham Elżbietę Karkoszkę!) szuka duchów i nie chce opuścić budynku szpitalnego królestwa, jest tutaj królową, Einar Moesgaard, dyrektor szpitala, to w interpretacji Romana Gancarczyka autystyczny święty, chowający się w szufladzie, której nie ma. Są księża okultyści, pani doktor kochająca się z zadurzonym w niej pacjentem, tak że iskry lecą, szpitalnego bezsensu pilnują zaś grający sprzątaczy (szekspirowski koncept) - Anna Dymna i Krzysztof Globisz.

"Królestwo" w Narodowym Starym Teatrze: doskonale zagrany spektakl
Oglądanie tych absurdalnych postaci na absurdalnym tle, wzmacnia poczucie kakofonii. Tyle że jest to kakofonia uprawomocniona. Bardziej niż o sytuacji w "Starym", ten zabawny, doskonale zagrany spektakl (poza wymienionymi, także m.in. Iwona Budner, Urszula Kiebzak, Małgorzata Gałkowska, Mateusz Górski, Małgorzata Zawadzka, Krzysztof Zawadzki w naprawdę świetnych rolach), obrazuje celnie stan zawiesiny, w której tkwimy, i z której nie bardzo jest dokąd uciekać. Może zresztą nie warto? Ta zawiesina to gluty codzienności, kiełbasa na straganie, żałoby narodowe, walentynki i lody na patyku. I jeszcze duchowość po przecenie – za pięć złotych albo za jeden paciorek. Nie trzeba się tym zamartwiać zbyt mocno, trzeba to obśmiać. Nie wyszydzić, tylko obśmiać. Artyści Starego pod wodzą Brzyka to potrafią. Również dzięki temu królestwo o nazwie Stary przetrwało. I przetrwa!

__

"Królestwo", według Larsa von Triera i Nielsa Vørsela, reż. Remigiusz Brzyk, Narodowy Stary Teatr w Krakowie, spektakl dostępny online 7 lutego do godz. 24.00 na platformie vod

Łukasz Maciejewski
Onet.Kultura
9 lutego 2021
Portrety
Remigiusz Brzyk

Książka tygodnia

Piękne zielone oczy
Wydawnictwo Czarne
Arnošt Lustig

Trailer tygodnia

Gdziekolwiek - wibracj...
Mariusz Kiljan
Wszędzie na świecie rodzimy się i umi...