Zabawne chamstwo

"Opera gospodarcza...", Teatr im. Kochanowskiego w Opolu / Karolina Kaczmar

Bywają spektakle płytkie i męczące, i bywają sztuki interpretacyjnie zawiłe. Gdzieś pomiędzy tymi dwiema kategoriami mieści się "Opera gospodarcza dla ładnych pań i zamożnych panów" wyreżyserowana przez Monikę Strzępkę. Choć gromki śmiech widowni podczas przedstawienia świadczyć mógłby o wyśmienitej zabawie, to jednak jest odbiciem i świadectwem tego, jak nieumiejętne ukazanie tematu potrafi zniszczyć cały jego sens.

Ogromne oczy wygłodzonych Murzyniątek spoglądają milcząco z plakatów. Po scenie walają się i piętrzą kartonowe pudła. Wszystko to stanowi uwrażliwiająco-rozgardiaszową scenografię stworzoną najwyraźniej dla tych, którzy „chcą zobaczyć coś, czego jeszcze nie widzieli”, jak śpiewa w pierwszej spektaklowej arii Zofia Bielewicz. Już sam początek przedstawienia wprawia w zakłopotanie, które z upływem czasu będzie narastać.  

Niezbyt zawiła fabularnie historia rodzinna, to okazja do ukazania prostackich, zakłamanych zachowań głównych bohaterów. Pomysł dobry, lecz mijający się z celem. Reakcje publiczności po naświetleniu bardzo poważnych tematów okazały się być skrajnie różne od tych, jakich można było się spodziewać (lub jakich spodziewali się Strzępka z Demirskim). Oszukiwanie fundacji charytatywnych, kpienie z kalekich dzieci bądź prostytucja z pewnością nie powinny być kwestiami wywołującymi salwy śmiechu.  

Każda scena poprzedzona lub wieńczona jest pełną patosu niby-arią niejednokrotnie niesmaczną w wymowie. Chamstwo i prostactwo wyłaniające się z języka lub sytuacji kontrastuje z ważnością poruszanych tematów. Czy naprawdę trzeba używać takiej mowy, by uzmysłowić publiczności istotę podejmowanych tematów? Może lepsze okazałoby się użycie mniej „wyrafinowanego”, lecz prostego i dobitnego tworzywa? Zużyte środki wyrazu już dawno przestały szokować. Być może Strzępce i Demirskiemu wydawało się, że podążanie za modą okaże się słuszne? Cóż, w tej kwestii pokonali siebie swoją własną bronią.  

Są oczywiście w spektaklu momenty, które śmieszą autentycznie. Żona pana Peachum\'a (Ewa Wyszomirska), licząca na wymarzony wyjazd do Afryki, zostaje prostytutką, by wspomóc męża w sfinansowaniu tejże wycieczki. Nieumiejętnie nakłada tonę makijażu, a następnie stara się pozyskać klientelę oferując panom z widowni swoje usługi. Również córka państwa Peachum – Polly (Judyta Paradzińska) to postać niezwykła. Ta zdziecinniała panna młoda, odczuwa, w jej rozumieniu, altruistyczne pobudki do zawarcia małżeństwa z ukochanym Macheathem (Michał Świtała) i zbawiania świata. Przynosi ona mężowi kartony papierosów licząc na jego rychłą chorobę. Dzięki temu będzie mogła przecież okazać swoje dobre serce opiekując się nim w trakcie gehenny. 

Walory sztuki leżą w bardzo dobrej grze aktorskiej. Każda z postaci jest dopracowana i doskonale zagrana. Tematyka sztuki jak najbardziej aktualna, jednakże środki przekazu – nie. Zwykłe przekleństwo i chamstwo nie wystarczą, żeby zawładnąć uwagą widza. Eksperyment w formie spektaklu już to udowodnił. Czasem najprostsza z dróg jest tą najlepszą. Może reżyser powinien wziąć pod uwagę?

Karolina Kaczmar
Dziennik Teatralny Opole
26 lutego 2009

Książka tygodnia

Niebieska Księga z Nebo
Wydawnictwo Pauza w Warszawie
Manon Steffan Ros

Trailer tygodnia