Zabawnie, acz z przesłaniem

"Duszpasterz hipsterów i Zryte Banie" - reż. Michał Walczak - Teatr Warsawy

Wystawiany na deskach Teatru Warsawy komedio-musical „Duszpasterz hipsterów i Zryte Banie" to kolejny projekt związany z kabaretem Pożar w Burdelu. Reżyserem i autorem scenariusza jest Michał Walczak, twórca poprzednich przedstawień tego kabaretu i zarazem jeden z jego pomysłodawców, wcześniej autor sztuk Teatru Telewizji, laureat licznych nagród artystycznych.

Tytułowy duszpasterz hipsterów to szalony ksiądz Marek, grany przez Andrzeja Konopkę („Zryte Banie" natomiast to zespół rockowy, który tworzy on wraz z ministrantami). Aktor ów kolejny raz wciela się w tę rolę. We wcześniejszych przedstawieniach Pożaru grał zresztą nie tylko księdza, ale także burdeltatę (rola ściśle związana z rolą księdza) oraz adwokata Czesława. Konopka ma też na koncie wiele innych ról teatralnych (Edmund w „Królu Learze", rola tytułowa w „Pantaleonie i wizytantkach") oraz filmowych i serialowych, chociaż na szklanym ekranie grał przeważnie role drugoplanowe bądź epizodyczne (policjant w „Ziarnie prawdy", sanitariusz w „Glinie"), tak jakby reżyserzy i producenci bali się mu w pełni zaufać.

Chociaż w spektaklu uczestniczy czterech aktorów, sztuka jest typowym stand-upowym monodramem. Postaci ministrantów mają dla jej treści znaczenie mało istotne. Mówi i śpiewa niemal wyłącznie ksiądz Marek, ministranci, Wiktor Stokowski - zarazem twórca muzyki do spektaklu, Marcin Wippich oraz Bolo Jezierski, wypowiadają pojedyncze kwestie, ich rolą jest gra na instrumentach (gitarze, perkusji i klawiszach), stanowiąca akompaniament dla wypowiedzi i piosenek głównego bohatera. Piosenki te, mające w większości charakter utworów hardrockowych, choć nie brak też kawałków parodiujących disco-polo, wraz z wielobarwną grą świateł sprawiają, że widz w niektórych chwilach może poczuć się jak na koncercie.

Sztuka jest typowym show, zabawnym, acz z przesłaniem. Zawiera liczne wątki antyklerykalne, choć nie jest tak prowokacyjna, jak na przykład słynna „Klątwa" (czego dowodem jest fakt, że nie wywołała skandalu). Kościół i wiara nie są oczywiście tematami jedynymi, poruszonych zostało też bardzo wiele innych wątków związanych z życiem społecznym, kulturalnym i politycznym w Polsce, w tym te najświeższe: stulecie niepodległości, wybory samorządowe i ich wyniki. Dostaje się zresztą nie tylko środowiskom konserwatywnym, nie brak także dowcipów z liberałów i przedstawicieli lewicy, aczkolwiek trudno jednoznacznie stwierdzić, czy owe dowcipy mają charakter prześmiewczy.

W niektórych momentach Andrzej Konopka improwizuje, wchodzi w interakcję z publicznością, komentuje zachowania widzów i zadaje im pytania. Przedmiotem jego wypowiedzi może stać się na przykład reakcja widza na dowcip lub piosenkę.

Mankamentem sztuki jest miszmasz powstający w jej drugiej części. Pojawia się wówczas tyle nazwisk i wątków, że łatwiej powiedzieć, kogo i co Michał Walczak pominął, niż połapać się we wszystkich zagadnieniach, jakie poruszył. Pozytywnemu odbiorowi przedstawienia nie sprzyja też ekspresowe tempo monologu, świadczące, co prawda, o świetnej dykcji i umiejętnościach aktorskich Konopki, ale jednocześnie stwarzające wrażenie chaosu. Ponadto w niektórych fragmentach spektaklu obraz kościoła przedstawiony jest chyba zbyt tendencyjnie.

„Duszpasterz..." z całą pewnością przypadnie do gustu fanom wcześniejszych sztuk Pożaru w Burdelu. Z teatru zadowoleni wyjdą również miłośnicy eksperymentów teatralnych i współczesnych form przedstawień (nie tylko stand-upów). Uznania natomiast, rzecz jasna, sztuka nie wzbudzi w osobach pokładających zaufanie w instytucji kościoła katolickiego, no chyba że będą to osoby obdarzone dużym dystansem do form wyrazu wobec kościoła krytycznych, jakich ostatnio w sztuce polskiej niemało.

Mikołaj Szmurłło
Dziennik Teatralny Warszawa
8 listopada 2018
Teatry
Teatr WARSawy
Portrety
Michał Walczak

Książka tygodnia

Zimowa opowieść. Przepaść czasu
Wydawnictwo Dolnośląskie
Jeanette Winterson

Trailer tygodnia