Zabójcza mimesis

"Ojciec" - reż: Agata Duda-Gracz - Teatr im. Słowackiego w Krakowie

Spektaklem "Ojciec" Agata Duda-Gracz po raz kolejny daje dowód wyjątkowej plastyczności swojej teatralnej wyobraźni. Wyreżyserowane przez nią w Teatrze im. Juliusza Słowackiego przedstawienie zachwyca przede wszystkim niezwykłą siłą obrazu

Po wejściu na widownię odkrywamy, że znajome plusze i złocenia Teatru Słowackiego znikły zupełnie za zasłoną głębokiej, jednolitej czerni. Ławki dla widzów umieszczone zostały na scenie, dzięki czemu przestrzeń kurczy się, staje się o wiele bardziej kameralna. Nienaturalnie wysoki wydaje się za to sufit, który zdaje się ginąć gdzieś w ciemnościach. Zajmowaniu miejsc przez widzów towarzyszą zwielokrotnione echem szepty, a wszystko odbywa się pod czujnym spojrzeniem stojących na wysokich kolumnach ożywionych „posągów”. Wszystko to razem nadaje przestrzeni charakteru gotyckiej katedry, ciemnej i chłodnej, w której pojedynczy człowiek wydaje się mały, samotny i pozbawiony znaczenia.

„Posągi” trójki świętych pozostają na swoich miejscach przez cały czas trwania spektaklu, pełniąc funcję swoistego chóru. Ich szepty i śpiewy potęgują osiągnięty przez Dudę-Gracz „efekt katedry”, a niegasnąca uwaga z jaką śledzą losy bohaterów przywodzi na myśl topos theatrum mundi, w którym ludzie są tylko nieświadomymi aktorami w przedstawieniu służącym boskiej rozrywce. Ożywione rzeźby wzmacniają też znajdującą się w centrum przedstawienia opozycję mimetycznej sztuki i życia.

Mit o rzeźbie doskonałej, będącej tak znakomitą ułudą życia, że w końcu ożywającej naprawdę, obecny jest w kulturze od wieków. Starotestamentowa historia o „tchnięciu życia” w ulepioną z gliny formę, czy grecki mit o Pigmalionie i Galatei pokazują sztukę jako odbicie życia, niosące w sobie życiodajną siłę.

Historia opowiadana przez Dudę-Gracz mit ten odwraca, pokazując jego drugie, bardziej mroczne oblicze. Niczym w „Owalnym portrecie” Edgara Allana Poego, w „Ojcu” sztuka życie odbiera zamiast dawać. Zaczerpnięta z opowiadania Tauschinskiego fabuła to studium obłędu artysty, który dla stworzenia dzieła doskonałego gotowy jest nawet zabić. Tytułowy ojciec (Tomasz Międzik), jest rzeźbiarzem, całkowicie pochłoniętym przez swoją sztukę. Zmagając się z wyzwaniem stworzenia doskonałego krucyfiksu, który byłby „jak żywy”, ale zarazem „prawdziwie martwy”, nie cofnie się przed rzeczywistym ukrzyżowaniem swojego modela Jura (Krzysztof Piątkowski). Przed tak drastycznym krokiem nie powstrzyma go nawet fakt, że Jur jest narzeczonym jego własnej córki (Karolina Kominek).

Proces twórczy jest w „Ojcu” pokazany jako pełen cierpienia i frustracji, skazujący artystę na głębokie osamotnienie. Relacje rodzinne, międzyludzkie giną gdzieś w tle, przysłonięte stojącym z przodu sceny stołem symbolizującym rzeźbiarską pracownię.

Kiedy w finałowej scenie w powietrzu zawisa ogromny krzyż (czy wisi na nim umęczony Jur, czy może jest to ten ostateczny, idealny krucyfiks?) narzuca się oczywista paralela między śmiercią Jura a ukrzyżowaniem Chrystusa. Czy męczeństwo w imię sztuki doskonałej to przerażający fanatyzm, czy może ofiara życia w imię najwyższych wartości? Na to pytanie Duda-Gracz na szczęście nie dyktuje nachalnie odpowiedzi, pozwalając wynieść je z sobą z teatru razem ze wspomnieniem tego ostatniego, wstrząsającego obrazu.

Aleksandra Kamińska
Dziennik Teatralny Kraków
28 października 2011

Książka tygodnia

Ze szczytów Alp…Dramat i teatr szwajcarski w XX i XXI wieku
Wydawnictwo Uniwerystetu Łódzkiego
Karolina Sidowska, Monika Wąsik

Trailer tygodnia

Kto ukradł jutro?
Olga Ptak
Dlaczego wydałam tę książkę? Bo do ...