Żądza pieniądza

"Ziemia obiecana" - reż: Jan Klata - Teatr Polski we Wrocławiu

"Ziemia obiecana" należy do tych spektakli Jana Klaty, których głównym celem jest pokazanie, jak można z literatury wielowarstwowej zrobić błyskotliwy utwór jednowarstwowy.

W jego przedstawieniu nie ma ani Łodzi, ani historii, ani nawet wiwisekcji kapitalizmu. Nie ma Niemców, Żydów i Polaków skaczących sobie do gardła z powodów handlowych i kulturowych. Nie ma nawet opowieści o przyjaźni trójki cwaniaków. 

Jesteśmy w fabryce zamienionej na knajpę. Stoły bilardowe, bar. Tu schodzą się giełdowi gracze podłączeni laptopami do Internetu. Nikt już niczego nie produkuje, wielkie pieniądze transferuje się po prostu z jednego wirtualnego świata w drugi. Trójkę bohaterów Reymonta - Borowieckiego, Welta i Bauma - trawi zgubne marzenie o sukcesie, władzy i posiadaniu. Pragnienie zdobywania miłości kobiet, które kiedyś było siłą napędową świata, zastąpiła żądza pieniądza. Borowiecki (Bartosz Porczyk) niby namiętnie kocha się ze swoją narzeczoną Anką (Karolina Chapko) na stole bilardowym, ale każdy jego erotyczny ruch jest tylko pretekstem do sięgnięcia po torbę z pieniędzmi leżącą poza zasięgiem jego rąk. W innej sekwencji słychać szyderczą frazę hitu "It\'s a Man\'s World", jakby na potwierdzenie, że Klata po raz kolejny zajmuje się brzydkimi zabawami wiecznych chłopców. 

"Ziemia obiecana" domyka pewien tryptyk. W "Sprawie Dantona" bohaterowie bawili się w politykę i rewolucję, w "Trylogii" w wojnę i męczeństwo, teraz bawią się w rynek i giełdę. Żebrzą o kredyty, sprzedają swoje kobiety jak azjatyckie waluty. I nie przypadkiem słynna fraza: "Ja nie mam nic, ty nie masz nic, on nie ma nic", nie ma finalnego akordu. Baum, Welt i Borowiecki przenicowali siebie na wylot, niczego nie potrafią odczuwać. Klata wyrzuca ich więc na śmietnik jak mokre szmaty. Nie fascynuje się ich łajdactwem i amoralnością jak kiedyś Wajda w swoim filmie. Obchodzą go dramaty wykorzystanych i porzuconych kobiet, pokazuje proces zyskiwania przez nie samoświadomości. Głupia Mada Müller (Anna Ilczuk) czyta książki podsunięte jej przez Borowieckiego i nagle odzywa się cytatem z "Idioty" Dostojewsldego. Ance opadają łuski z oczu w pożegnalnej rozmowie z byłym narzeczonym, który okradł ją i zdradził. A namiętna Lucy (Ewa Skibińska) łazi w finale naga po opustoszałej scenie i skamle o rozkosz zagłuszana przez hit "I Will Always Love You". 

Tyle zostało z "Ziemi obiecanej". Na pewno najsłabszym ogniwie tryptyku Klaty. Spektaklu zrobionym w euforycznym pędzie przez artystę dysponującego teatralną łatwością efektu. Co wcale nie przeszkodziło mi polubić generalnego przesłania. No bo zawsze, gdy ktoś z obronną maską szydercy na twarzy zaczyna współczuć skrzywdzonym kobietom, to mnie jakoś mgli na sercu.

Łukasz Drewniak
Przekrój
19 września 2009

Książka tygodnia

Sześć opowieści o tym, jak godnie przeżyć życie
Agencja Dramatu i Teatru "Adit"
Tomasz Kaczorowski

Trailer tygodnia