Zaglądamy we fragment kolejnej premiery

"Patrz, słońce zachodzi", Teatr im. A. Mickiewicza w Częstochowie

Już w sobotę w częstochowskim Teatrze im. Mickiewicza - święto. Nie dość że pokazana zostanie nowa pozycja repertuarowa, to jeszcze jest to polska prapremiera dramatu Sibylle Berg.

uż wcześniej było wiadomo z teatralnych podszeptów, że realizacja Bronisławy Nowickiej elektryzuje cały zespół, że jeszcze czegoś takiego nie było. Tekst niemieckiej pisarki jest samą prawdą o życiu - mówiono - jest mocny, ale prawdziwy. Sibylle Berg już dała się poznać polskiej publiczności teatralnej, jednak jej "Patrz, słońce zachodzi" w przekładzie Karoliny Bikont częstochowianie zobaczą jako pierwsi. Światowa prapremiera dramatu odbyła się zaledwie w 2003 roku. Od debiutu dramatycznego pisarce towarzyszy opinia, że jej teksty są " przygnębiające i nieprzyzwoicie dobre".

- Tego spektaklu nie da się opowiedzieć - powitał wczoraj dziennikarzy Robert Dorosławski, dyrektor Teatru im. Mickiewicza, dlatego poprosiłem panią reżyser o zaprezentowanie fragmentu.

Wiadomo było, że "Patrz, słońce zachodzi" pokazane będzie w konwencji "Scena na scenie". Przyzwyczailiśmy się już do niej po "Piaskownicy" czy ostatnio po "Pierwszym, razie": podesty widowni ustawione po obu stronach właściwej teatralnej przestrzeni. Tym razem posadzeni zostaliśmy przed kurtyną dużej sceny, kiedy się rozsunęła przed naszym oczami pojawiła się oświetlona klatka, a w niej monologujący podczas toalety, całkowicie nagi Bartosz Kopeć. Kolejne reflektory wydobywają z mroku stoły pulpity tworzące jeden szereg, ale każdy z osobna oświetlony. Za nimi siedzi ośmioro kolejnych wykonawców. Każda zaczyna opowiadać swoją trudną historię, w rytm werbla wybijany palcami na blacie przez jednego z aktorów.

- Tekst "Patrz, słońce zachodzi" nie zawiera dialogów - wyjaśniała mediom Bronisława Nowicka - to ciąg naprzemiennych monologów. Postaci nie wchodzą w interakcję. Tekst nie ma didaskaliów, co pozwala na swobodne poruszanie się w jego obrębie.

"Patrz, słońce zachodzi" to przejmujący dramat mówiący o: braku miłości, pustce egzystencji, a także o tym, że najtrudniej jest odmienić własny los i odpowiedzieć sobie na pytanie, jak żyjemy, jak możemy żyć i jak byśmy chcieli - czytamy na stronie internetowej teatru. Twórcy porównują dzieło Sibylle Berg do filmu dokumentalnego: pokazuje on ludzi takimi, jacy są, bez upiększeń i przekłamań. Ich trudne życiorysy układają się w pejzaż naszej współczesności. Mieszające się relacje i refleksje postaci dają obraz chaosu, który jest istotą naszego życia.

Bronisława Nowicka, która wyreżyserowała spektakl, jest absolwentką łódzkiej PWSFTviT. Jest autorką kilku filmów m.in.: "Tristis" (Grand Prix Festiwalu w Bolonii oraz wyróżnienie na XXII Festiwalu Filmów Studenckich w Monachium), "Mantra" (nagroda w konkursie na najlepszy film dyplomowy i grand prox Festiwalu Filmowego KLAPS w Turku. W olsztyńskim Teatrze Jaracza zrealizowała "Opowieść o zwyczajnym szaleństwie" Petra Zelenki oraz Matei Visnieca "Cłowiek - śmietnik". Asystowała Mariuszowi Grzegorzkowi przy sztuce Martina Crimpa "Na wsi" w Teatrze Studio. Tam też wspólnie z Krzysztofem Majcharzakiem (który mówi o niej w superlatywach) wyreżyserowała "Światła miasta" Connora McPhersona.

Z kuluarowych szeptów w teatrze dowiadujemy się, że reżyserka dzieliła wcześniejsze życie między Radomsko i Częstochowę - gdzie teraz mieszka. Autor scenografii spektaklu, Stanisław Kulczyk, zapewnia, że pamięta Bronisławę Nowicką jako widza Teatru im. Mickiewicza, może nawet jako nastolatkę z czasów Nocy Teatralnych "Messis".

Tadeusz Piersiak
Gazeta Wyborcza Częstochowa
20 lutego 2009

Książka tygodnia

Trening fizyczny aktora. Od działań indywidualnych do zespołu
Wydawnictwo Biblioteki PWSFTviT
Rodowicz Tomasz, Jabłońska Małgorzata, Toneva Elina

Trailer tygodnia