Zagrać Dostojewskiego czy z Dostojewskim?

"Gracz" - reż. Krzysztof Prus - Teatr Lubuski w Zielonej Górze

Jeśli w dorobku Dostojewskiego można odnaleźć prace z gatunku wstydliwych, to powieść "Gracz", niewątpliwie ustępująca poziomem arcydziełom takim jak "Bracia Karamazow" i Biesy", zapewne podpada pod tę kategorię. Być może właśnie dzięki wyborowi tego tekstu Krzysztofowi Prusowi udało się przygotować rzetelne przedstawienie bez popadania w bałwochwalcze uwielbienie względem mistrza. Jego "Gracz" z pewnością przypadnie do gustu zwolennikom tradycyjnego teatru, nie znuży też, choć i nie zachwyci, bardziej poszukujących widzów

Prus nie atakuje odbiorców gęstością znaczeń i wątków, ale stawia na prostotę, pozwalając postaciom odsłonić się (lub raczej: ukształtować) w dialogach. Tym sposobem ujawnia to, co fundamentalne dla pisarstwa Dostojewskiego, czyli dynamikę międzyludzkich relacji. Tytułowym graczem jest każdy z bohaterów i to nie tylko wówczas, gdy staje przy ruletce. W ascetycznej scenografii interesująco dopełnionej reżyserią świateł rozgrywa się dramat utkany z napięć między postaciami. Obserwujemy więc, niecierpliwie oczekującą na spadek po zamożnej babci, zubożałą rodzinę generała oraz adoratorów, otaczających jego pasierbicę, Polinę. W centrum kłębowiska konfliktów tkwi skomplikowana relacja dziewczyny z domowym nauczycielem, Aleksym, oboje oni bowiem zbyt mocno upokorzyli się przed sobą nawzajem, by mogli się kochać.

Dążąc do wierności Dostojewskiemu, Prus zrezygnował z prób uwspółcześnienia powieści. Prostota scenografii idzie w parze z dbałością o historyczną adekwatność kostiumów oraz wiernością fabule. Otrzymujemy więc spektakl „źródłowy”, który oddaje głos pisarzowi. Szacunkowi dla Dostojewskiego towarzyszy zaś szacunek dla tradycyjnych teatralnych form wyrazu. Prus poprzestaje bowiem na grze słowami, gestami, światłem, ciszą i dyskretną muzyką, dbając o zachowanie atmosfery powagi i poszanowanie symbolicznego wymiaru przestrzeni sceny.

W rezultacie powstał spektakl bardzo „teatralny”, który nie sili się na przezwyciężenie momentu sztuczności, towarzyszącego scenicznej ekspresji. Nie jestem przekonana, czy dążność do przybliżenia istoty „dostojewszczyzny” wymaga takiego formalnego konserwatyzmu. Wydaje się bowiem, że aktualność arcydzieła polega między innymi na możliwości jego aplikowania do kontekstu, w jakim jest interpretowane. Innymi słowy, każda epoka ma swojego Dostojewskiego (Szekspira, Sofoklesa) i warto, by próby zmierzenia się z mistrzem obejmowały element innowacyjności oraz, co jest szczególnie na miejscu w przypadku autora „Gracza”, dialogu.

Ponadto, przyjęcie takiej tradycyjnej perspektywy utrudnia oddanie wyrazistości postaci stworzonych przez Dostojewskiego. Żaden z aktorów na scenie nie zawodzi, bohaterowie rosyjskiego pisarza mają jednak w sobie szaleństwo, którego nie sposób oddać poprzez grę właściwą teatrowi, nie bojącemu się elementu sztuczności. Być może to właśnie konwencjonalność sprawiła także, że chwilami zawodzi dystrybucja emocji na scenie. Niestety bowiem, odnajdziemy w spektaklu parę scen, takich jak pojedynek Generała z M-lle Blanche-lalką, które ocierają się o patos, tym zaś nie da się nadrobić pewnego braku w „krwistości” postaci.

Jako całość, spektakl Prusa trzyma jednak w napięciu, co jest poważnym osiągnięciem w przypadku wiernej adaptacji powieści psychologicznej. Reżyserowi udało się stworzyć widowisko, które włącza odbiorców w świat Dostojewskiego. I choć wydaje się, że relacja z arcydziełem powinna być dwustronna i obejmować próbę jego interpretacji z perspektywy współczesności, to spotkanie ze sztuką Prusa można potraktować jako punkt wyjścia do takiego dialogu z rosyjskim mistrzem.

Urszula Lisowska
Dziennik Teatralny
23 stycznia 2012

Książka tygodnia

Rzecz w teatrze Jana Klaty
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Michalina Lubaszewska

Trailer tygodnia