Zagrać Moniuszce na nosie?

„Halka", reż. Anna Smolar - Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej

Smolar wraz z zespołem Teatru Starego zrobiła spektakl niezwykle ważny społecznie. Wychodząc od tekstu kanonicznego, powiedziała o dzisiejszej rzeczywistości. Jej „Halka" nie jest krytyką samego Moniuszki, a poglądów (wciąż wygłaszanych) przez niego przedstawionych - i to należy docenić. Artyści wchodzą pewnie i świadomie w dyskusję z dziewiętnastowieczną myślą obyczajową.

„Halka" Anny Smolar jest spektaklem-odczarowaniem. Przełamuje schematyczne myślenie o kochance, o szlachcicu, o neurotycznej żonie i o chłopie. Bohaterom udaje się uciec od okrutnego przeznaczenia. Kobieta przestaje być ofiarą, mężczyzna zaś - oprawcą. Kochanka budzi się z letargu, szlachcic poczuwa się choć w części do odpowiedzialności, neurotyczna żona sukcesywnie odzyskuje swoją podmiotowość, a chłop staje się częścią rodziny.

Halka u Moniuszki nie wie, czego chce, jest zależna od otaczających ją mężczyzn. Jest skłonna do poświęceń, do przekroczenia ostatecznej granicy - nie w imię swoich przekonań, ale oczekiwań społecznych, wskutek czego dzieli los (licznych w kulturze) bohaterek umierających z miłości: Emmy Bovary, Anny Kareniny czy Julii Capuletti. Bohaterek stworzonych przez mężczyzn.

Halina u Smolar z początku żyje tak, jak Halka operowa: zakochuje się w Januszu - mężczyźnie z wyższej klasy społecznej, łudzi się, że związek ze szlachcicem będzie szczęśliwy, że jest sama szczęśliwa, kochając tego, z którym miłość budzi obyczajowe zgorszenie. Do momentu aż przychodzi scena jej samobójstwa. Rzuciwszy się wielokrotnie ze skały, nabiera świadomości i podejmuje decyzję. Zbiera głos i mówi „dość". Halina nie umiera, ponieważ tego nie chce. Jest bohaterką stworzoną przez zespół - mężczyzn i kobiety.

Za scenariusz odpowiadają: dramaturżka Natalia Fiedorczuk, reżyserka oraz zespół aktorski. Warstwa tekstowa jest bezsprzecznie wartością tego spektaklu. W jego pierwszej części zastosowany jest pewien zabieg narracyjny, który raczej nie spodoba się amatorom tradycyjnego teatru, bowiem bohaterowie mówią o sobie w trzeciej osobie. Oprócz komunikacji między sobą wypowiadają także fragmenty didaskaliów. Choć to rozwiązanie może się wydawać tandetne, sztuczne, w wykonaniu zespołu jest mistrzowską zabawą samym teatrem, a w pewnym sensie jest także wyrazem świadomości postaci, poczucia celowości bycia na scenie.

W świat bohaterów „Halki" pomaga wejść także muzyka grana na żywo przez dwuosobowy zespół Enchanted Hunters. Muzyczki wpisują się w plastyczną całość sceniczną - choć stoją dość daleko od widowni, są na równi z aktorami. Wspierają także ruch, choreografię, którą stworzył Paweł Sakowicz. Dzięki niej można mieć momentami wrażenie, jakoby cała scena pląsała, płynęła. Dopełnieniem warstwy estetycznej jest także scenografia, której nieodłączną częścią są kostiumy - tu warto wspomnieć przykuwającą uwagę jaskrawozieloną suknię Zofii.

Pierwsza część spektaklu jest opowieścią na motywach „Halki" Moniuszki, jest jego luźną adaptacją. Zaczyna się sceną dialogu młodej kobiety i starszego mężczyzny, jak później się dowiadujemy - Haliny i ojca Zofii, narzeczonej Janusza (w tej roli Roman Gancarczyk). Już tutaj mamy do czynienia z silną, energiczną i pewną swojej wartości bohaterką. Halka, wbrew radom mężczyzny, decyduje się urodzić dziecko i oświadcza, ze dokona tego, ponieważ tak chce. Moniuszkowa bohaterka staje się - powiedzielibyśmy dziś - feministką.

Postać Haliny jest bezbłędnie prowadzona przez Aleksandrę Nowosadko. Aktorka przekonująco, nadzwyczaj naturalnie i - jak się wydaje - z łatwością przemierza spektrum przeróżnych emocji i uczuć towarzyszących jej bohaterce. Po krzyku i rozpaczy ma nadzieję i kocha po to, aby za chwilę znów wejść w inny stan. W jej wykonaniu Halka głęboko przeżywa, wyraża to, co rzeczywiście czuje, a w ekspresji się nie ogranicza, jednocześnie jest trzeźwo myślącą dziewczyną, zdolną do chłodnego rozważenia sytuacji, w której się znalazła - jak wtedy, gdy zastanawia się (nie wiem, czy zupełnie poza rolą), czy jest jeszcze w ciąży czy nie jest, bowiem w tekście Moniuszki właściwie takiej informacji nie ma.
Bohaterowie, a widz wraz z nimi płyną wraz z akcją tak, jak nakazuje dziewiętnastowieczna opera, aż docieramy do sceny, w której Halka ma popełnić samobójstwo - skoczyć ze skały (pomysłowo i przezabawnie skonstruowanej). Moment jej śmierci ma być patetyczny - taki przecież jest u Moniuszki. Pozostali bohaterowie przyozdabiają Halinę w kwiaty, nakładają jej delikatny makijaż. Ona rzuca się do rzeki wielokrotnie, jednak nie umiera - tu działa magia teatru. W końcu aktorka mówi, że nie umrze jako ta postać, bo ma dość ról kobiecych, które umierają z miłości, zupełnie tak, jakby był to naturalny bieg rzeczy. Zespół namawia ją do odegrania roli zgodnie z zamysłem Moniuszki, próbuje ją przekonać, jak wspaniała może być śmierć na scenie. Nowosadko pozostaje jednak niewzruszona, a Halina nie popełnia samobójstwa. Za to wraz z innymi aktorkami idzie „na miasto".

Druga część spektaklu przyjmuje zupełnie inny charakter: dynamika narracji znacznie się zmienia (bohaterowie nie komentują swoich przeżyć i działań), także akcja jest daleka od tej ukazanej w części pierwszej, nie nawiązuje już do fabuły opery. To wyobrażenie przyszłych losów postaci. Przenosimy się do teraźniejszości, do czasów dzisiejszych. Każdy z bohaterów jest rozbity, „nie-swój": Janusz dużo pracuje, ale wciąż brakuje pieniędzy, Zofia tkwi w niejasnym i nie do końca szczęśliwym małżeństwie, Jontek niby odnajduje swoją misję, opiekuje się dzieckiem Janusza i Halki, ale czuje pewną obcość. Jednak każdy z nich w tym rozbiciu poszukuje siebie. Część ta zdaje się poświęcona właśnie zagadnieniu obcości, niezrozumiałego wycofania, bowiem zaczyna się dialogiem aktorki Magdaleny Grąziowskiej oraz aktora Łukasza Stawarczyka. Rozmawiają oni o mówieniu w języku innym niż polski i o konsekwencjach tego. Stawarczyk żali się, że gdy mówi gwarą cieszyńską, nie jest traktowany na równi, nie jest myśli się o nim poważnie, bowiem mówienie gwarą jest uznawane za wieśniackie - w znaczeniu negatywnym. Tym właśnie gorzkim wyznaniem zaczyna się próba odnalezienia siebie przez bohaterów „Halki".

Moniuszkowa „Halka" na deskach Starego Teatru zostaje zdekonstruowana, jednak nie zdewastowana, nie jest kpiną z Moniuszki - co było zapewne potencjalną pułapką. Smolar doskonale stosuje ironię, wyważa krytykę, jednocześnie okazując szacunek wobec dzieła. Spektakl porusza tematy poważne i trudne, a mimo to zachowuje lekkość, sprawia, że widz z łatwością wchodzi w świat przedstawiony na scenie i nie chce go opuszczać.

Aleksandra Górecka
Dziennik Teatralny Warszawa
20 listopada 2021
Portrety
Anna Smolar

Książka tygodnia

Carroll, Baum, Barrie. (Mito)biografie i (mikro)historie
Wydawnictwo Universitas
Maciej Skowera

Trailer tygodnia

14. Międzynarodowy Fes...
14 Międzynarodowy Festiwal Teatrów La...