Zagrajmy sobie Słowackiego

"Balladyna" - reż: Krystyna Meissner - Teatr Współczesny we Wrocławiu

"Balladyna" w reżyserii Krystyny Meissner to barwne widowisko z biesiadno-patriotycznym tłem. Znaną z dramatu Słowackiego historię przedstawia grupa aktorów, zwana Gminem. Członkowie tegoż zespołu funkcjonują na scenie nie tylko jako odtwórcy ról postaci, ale i sarkastyczni komentatorzy pozascenicznej rzeczywistości

Aktorzy poruszają się po scenie bardzo swobodnie, z pewną nonszalancją. Każdy z nich podejmuje działanie samodzielnie bądź jako uczestnik większej całości, jaką jest specyficzna zbiorowość, zanurzona w folklorze wzbogaconym odniesieniami do współczesności. Różnorodność bohaterów i swoistą ahistoryczność przedstawianych wydarzeń podkreślają kostiumy: tradycyjne stroje krakowskie (w połączeniu z irytująco białymi adidasami), dworskie suknie, eleganckie garnitury, piłkarskie koszulki (z husarskimi skrzydłami). Gmin nie tylko opowiada historię – wybiera również spośród siebie poszczególne postaci dramatu, na bieżąco komentuje ich poczynania, staje się swego rodzaju widownią w miniaturze, nagradzając ich oklaskami. Od pierwszej sceny spektakl igra z umownością, a aktorzy porozumiewawczo mrugają do widza.

Scenografia jest o tyleż skromna, co oryginalna. W pierwszej części przedstawienia (przed zbrodnią Balladyny) na nagiej, czarnej scenie znajdują się tylko wielkie, nagłośnieniowe skrzynie, spełniające rozmaite funkcje (imitują m.in. pień wierzby, w którą czarami Goplany zostaje zamieniony Grabiec). Drugą część (po zbrodni) wypełnia krwawa czerwień. Zwiewne płachty, okalające przestrzeń sceny, czynią ją bardziej klaustrofobiczną; budują też napięcie zwiastujące spektakularny finał (gdy Balladyna wydaje na siebie wyrok śmierci, pasy materiału opadają z głośnym hukiem, a reflektory – jako symbol gromu – oślepiają widzów). 

Postaci dramatu prowadzą skomplikowaną grę z publicznością, czynią widzów uczestnikami spisku, powiernikami ciemnych sekretów. Tragizm historii Balladyny ( w tej roli bardzo dobra Anna Kieca), która jawi się nam jako kobieta wolna i zuchwała, dążąca do władzy za wszelką cenę, zderza się z komizmem wątków baśniowych (historia Goplany i Grabca) i patriotycznych. Wzniosłość łączy się z niskością, poważne monologi przeplatają się z akrobatycznymi popisami (w których celuje Chochlik – Mieszko Barglik), a dramatyczne napięcia łagodzą kiczowate gesty (jak powódź biało-czerwonych balonów). Tekst Słowackiego (który „wielki poetą był” – to Gombrowiczowskie zdanie w spektaklu, rzecz jasna, pojawić się musi), przytaczany jest wprawdzie bardzo wiernie (a nawet śpiewająco – brawa za wykonanie piosenek), lecz równocześnie traktowany z ironicznym dystansem. W przedstawieniu przenikają się zatem sfery teatru i „metateatru” – aktorzy nie tylko grają, ale i wtajemniczają nas w reguły scenicznych działań. Bawiąc się dramatem, budują rozmaite pozatekstowe napięcia. 

Gmin występuje jako jeden organizm, złożony z wielu członków. Kreacje poszczególnych bohaterów to wspaniały przegląd aktorskich technik i pokaz talentów. W zespole na najwyższą pochwałę zasługują przede wszystkim trzy pary: Marlena Milwiw (Matka-wdowa) i Zdzisław Kuźniar (Pustelnik), Anna Kieca (Balladyna) i Piotr Łukaszczyk (Kirkor) oraz Ewelina Paszke-Lowitzsch (Goplana) i Tomasz Orpiński (Grabiec). Ruch aktorów sprawia chwilami wrażenie nieskoordynowanego, jednak pozorny chaos działania grupy pozwala jednostkom bardziej wyraziście zaznaczyć swoją obecność na scenie, a naprzemienne przechodzenie od ogółu do szczegółu chroni spektakl przed monotonią.

Klasyka literatury ma to do siebie, że wobec zagrożeń jedynie słusznymi wykładniami i odczytaniami, domaga się nowych interpretacji. „Balladyna” Wrocławskiego Teatru Współczesnego niewątpliwie wyrywa dramat Słowackiego ze skostniałych form. Prowadzi bowiem ciekawą grę z literackim pierwowzorem, chwyta go w sieci inteligentnego żartu i dystansu do rzeczywistości.

Karolina Augustyniak
Dziennik Teatralny Wrocław
1 marca 2012

Książka tygodnia

Kto ukradł jutro?
Wydawnictwo ALBUS
Olga Ptak

Trailer tygodnia