Zakłopotane ży-po. W poszukiwaniu żydowskiej tożsamości

„Madagaskar" – reż. Gosia Dębska – Teatr Żydowski w Warszawie – 7.11.2021

Madagaskar – wyspa u wybrzeży Afryki, a jednocześnie pływające po oceanie metafizycznym zaświaty. Raj all-inclusive dla jednych i miejsce zesłania dla innych. Wielkich Innych, prosto z kart polskiej historii.

Na Madagaskar po śmierci trafiają zasłużeni Polacy żydowskiego pochodzenia. Albo żydzi polskiego pochodzenia. Albo, jak podpowiada spektakl, jakieś niejednoznaczne, niekwalifikowalne i mocno zakłopotane swoją tożsamością „ży-po". Scenariusz napisany przez Magdalenę Drab (aktorka, dramaturżka, reżyserka, a także odnosząca sukcesy ilustratorka) zachwyca dowcipnymi i błyskotliwymi dialogami, oraz monologami przetkanymi czarnym humorem.

Każdy z bohaterów wyśpiewuje i wytańcowuje swoją historię, co dodaje groteski ponurym faktom historycznym wziętym prosto z życiorysów (żydorysów) postaci. Liczne odniesienia kulturowe i intertekstualne mogą przyprawić o zawrót głowy widza, próbującego jednocześnie skoncentrować się na toczącej się akcji. To jednak dodaje tylko pikanterii, odbiorca może się poczuć, jakby sam język spektaklu prowadził z nim grę. Zrobiona przez L'udmilę Bubánovą, scenografkę i projektantkę związaną z wieloma prestiżowymi teatrami zarówno w Polsce jak i na Słowacji i w Czechach, scenografia, zamknięta na malutkiej Scenie Kameralnej Teatru Żydowskiego, choć oszczędna w środkach, znakomicie oddaje atmosferę duszących tropików i izolacji, w której znaleźli się bohaterowie.

Historia rozpoczyna się wraz z przybyciem w zaświaty Stanisława Lema, granego przez Pawła Rutkowskiego. Pojawia się na Madagaskarze akurat w momencie, gdy mowa mieszkańców zniekształcona zostaje wtrąconą niemal w każde słowo literą „ż". Z początku Lem opiera się usilnie natrętnej literze, tak jak i za życia wypierał się żydowskiej tożsamości, lecz na Madagaskarze, pod władzą Pra(ż)matki (Gołda Tencer), opór jest niemożliwy. Lema w wyspiarskie życie wprowadzają współtowarzysze w metafizycznym wygnaniu: obsesyjnie skoncentrowana na zewnętrznym pięknie Helena Rubinstein (Helena Radzikowska), nieco dziecinna i raz na jakiś czas jodłująca psychoanalityczka Helena Deutsch (Paulina Moś), apodyktyczny maczo prosto z Hollywoodzkich bulwarów Samuel Goldwyn (Marek Węglarski), zlękniony i arcywrażliwy Julian Tuwim (Mateusz Trzmiel) i przebywający na wewnętrznej emigracji, udający kokosa, Ludwik Zamenhof (Piotr Sierecki). Wszystkie te wybitne jednostki przez całe swoje życie próbowały zrzucić z siebie piętno żydowskiego pochodzenia. Madagaskar jako absurdalne limbo, zmusza bohaterów i bohaterki do określenia swojego jestestwa poprzez różne aktywności wypełniające dzień. Nam, widzom, spektakl zadaje pytanie, czym jest ta najbardziej nomadyczna i niejednoznaczna z tożsamości: tożsamość żydowska.

Postaci te łączy także wizjonerstwo i marzycielstwo. Esperanto (język, w którym, jak zaznacza Zamenhoff, nie ma literki „ż"), imperium kosmetyczne, psychoanaliza, fikcja filmowa czy literatura to utopie, które miały uczynić świat lepszym, piękniejszym, zrozumialszym, wrażliwszym. Jednocześnie za tymi wizjami kryje się potrzeba wymazania jakiegoś fragmentu rzeczywistości. Bohaterowie na Madagaskarze nie mają jednak jak uciec przed swoimi żydowskimi korzeniami, uosobionymi przez Pra(ż)matkę. Fakt, że mamy do czynienia z Absolutem w postaci kobiety-matki ma wymiar symboliczny – ugruntowała się opinia, jakoby „żydostwo" dziedziczone było po matce. Jej wszechobecność, ukazująca się pod postacią gigantycznych ust i oczu na porozstawianych po scenie ekranach niczym w Big Brotherze, bezustannie przypomina bohaterom o ich pochodzeniu.

Wyspa jest miejscem bez wyjścia, bo i sytuacja tożsamościowa bohaterów jest bez wyjścia. Tożsamość żydowska w swojej nomadyczności zawsze jest niedookreślona, zawiera za dużo lub za mało, zawsze łączy się w parę z jakąś inną tożsamością, jak narodowa: polska, niemiecka czy rosyjska. Jest też samotna, bo w jej wyparciu zawiera się negacja dołączenia do wspólnoty, opartej na pochodzeniu i tradycjach. Pra(ż)matka obrazuje również opresyjny sposób kategoryzacji, któremu uległy jednostki pochodzenia żydowskiego, szufladkowania, które zawsze przychodziło z zewnątrz.

Spektakl w reżyserii Gosi Dębskiej w nowy sposób podchodzi do starego problemu. Groteskowo prezentuje problem konstruowania się „ja", który w zawiłych czasach postmodernistycznych jest jeszcze bardziej palący. Łączy sny II Rzeczypospolitej o polskim imperium kolonialnym i oczyszczeniu ojczyzny z żydów (które już same w sobie wzbudzają śmiech widza) z bardzo ważnym pytaniem: czy w jakiś sposób nie stworzyliśmy jednak Madagaskaru? Czy bohaterowie sami sobie zgotowali ten los? Przedstawione postacie próbowały wyciszyć ten jeden element siebie samych, zaledwie jedną literę „ż", tak samo jak w Polskiej historii wyciszane są losy żydów wymordowanych przez Polaków. Wiemy z psychoanalizy, że milczenie potrafi być przemocowe i że, w końcu, to, co wyciszone dojdzie do głosu. „Madagaskar" jest radykalnym wybrzmieniem tego niechcianego elementu. Jest także i może przede wszystkim, nowym językiem sztuki, w którym możemy rozmawiać o płynnych tożsamościach.

Wyjątkowe połączenie Teatru Żydowskiego i niezależnego Teatru PAPAHEMA, doskonałych i na wskroś przenikliwych aktorskich kreacji oraz nowoczesnej wrażliwości w spojrzeniu na ponadczasowe problemy sprawiły, iż to widowisko artystyczne na długo zagości w pamięci widzów.

Zuzanna Geremek
Dziennik Teatralny Warszawa
19 listopada 2021
Portrety
Gosia Dębska

Książka tygodnia

Pokusa przebaczenia
Oficyna Literacka Noir Sur Blanc
Donna Leon

Trailer tygodnia