Żałoba i emocjonalna rzeczywistość straty

"Bezmatek" - aut. Mira Marcinów - Wydawnictwo Czarne w Wołowcu

„Pozwólcie mi się jeszcze smucić". Takich prostych i dosadnych zdań w Bezmatku Miry Marcinów jest sporo i absolutnie nie jest to oznaka złej jakości lecz świadomości, że w tematyce śmierci i żałoby nierzadko najlepsze i najtrafniejsze są właśnie tak pozornie proste zdania. No bo co znaczy „smucić się"?

Zazwyczaj staramy się uszczegółowić – że ktoś (np. bohater) rozpacza, ma stany lękowe, depresje, czuje gorycz, itd. Wydaje się, że zdecydowanie rzadziej mówimy „bohater był smutny". Natomiast u Marcinów ten smutek pojawia się wprost, także w języku. Nie próbuje zawrzeć emocji w skomplikowanych metaforach czy wielopoziomowych odwołaniach, ale wprost pisze o odczuciach narratorki. Tematyka śmierci i żałoby ciąży nad całym tekstem, także w jego formie i języku, którym posługuje się Marcinów.

W przypadku książek o śmierci nie trudno popaść w przesadę także na gruncie samego języka, który przypominałby pszczelarski „bezmatek", kiedy to pszczoły są wyjątkowo nerwowe. W książce Marcinów tego nie ma, są konkrety. Emocje zostały zawarte w samym trybie opowiadania, a może bardziej mówienia, bo fragmenty są krótkie, jakby były urywkami rozmowy. Forma i język mogą odzwierciedlać sytuację rzeczywistej żałoby, kiedy mieszają się różne stany – chęć wykrzyczenia emocji, powroty do wspomnień, niemożność wypowiedzenia choćby zdania. Marcinów tym samym pokazała, że nie ma jednego sposobu okazywania i opisywania uczuć i tego, co przeżywają poszczególni bohaterowie

Emocje w Bezmatku dotyczą nie tylko samej śmierci, ale także relacji matki i córki, która ściśle związana jest z formą książki. Jest ona podzielona na cztery części, z których każda odpowiada jakiemuś etapowi z życia narratorki – pierwszy to wspomnienia sprzed choroby matki, drugi to sama choroba, trzeci jest obrazem tego, jak początkowo wyglądała rzeczywistość po śmierci (a więc w gruncie rzeczy być może kilka dni, ewentualnie tygodni), natomiast w czwartej od tego wydarzenia mijają już dwa lata. O ile na początku postać matki wzbudza w córce podziw, ale i niezrozumienie, o tyle później coraz więcej jest czułości, opieki, troski i żalu. Całą skomplikowaną relację najlepiej charakteryzowałyby dwa fragmenty: „Była źródłem mojej największej radości, tak jak dziś jest źródłem mojej największej rozpaczy" oraz „Matka była źródłem mojej największej przyjemności. I moich największych przykrości".

Bliźniaczo podobne zdania ukazują, jaki był wpływ matki na córkę – od radości i przyjemności po rozpacz i przykrość. Dzięki temu w Bezmatku nie ma przejaskrawionych bohaterów, a jednocześnie są one bardzo zróżnicowane. Na tym poziomie bardzo widoczne jest doświadczenie naukowe Marcinów, która pokazała, że długie opisy nie są potrzebne do zaprezentowania psychologii bohaterów.

Mira Marcinów kreśli skomplikowaną relacje kobiet, które są od siebie uzależnione, jednak nie jest ona oparta na agresji czy brutalności, ale nieumiejętności życia osobno. Jak tłumaczy to narratorka? „Tak, byłam uzależniona od matki (...) Potrzebowałam jej jak źródła i świadka swojego życia. Wiernego kibica: krytycznego, inspirującego, kłótliwego". Narratorka staje się mimowolnie także uzależniona od żałoby, cierpienia i smutku. Marcinów pokazuje przez to, że czasami „powrót do życia" po śmierci bliskiej osoby wymaga sporej ilości czasu, a z drugiej strony może nie być w pełni możliwe, co potwierdzają słowa narratorki: „Powtarzam sobie, żeby przestać czekać, zacząć żyć – choć pewnie nic takiego jak «zacząć żyć» nie istnieje. Ale pamiętam, że żyłam. Zanim umarła".

Tę niemożność powrócenia do dawnego życia jest głównie przedstawiona w czwartej części Bezmatku. Dwa lata po pogrzebie „Nieobecność matki dopiero się zarysowuje". Marcinów pokazuje, że ludzka psychika nie jest tak schematyczna jak społeczne uwarunkowania. Te mówią o tym, że żałoba po matce trwa rok, ale jednak pracodawcy, społeczeństwo wymaga stosunkowo szybkiego „otrząśnięcia się". Marcinów zdaje się mówić „nie, to tak nie wygląda, to jest o wiele bardziej skomplikowane". Po raz kolejny bardzo widoczne są naukowe podstawy autorki – psychologia pozwala zrozumieć, dlaczego u narratorki żałoba trwa dłużej niż „powinna" według społecznych schematów i że właściwie dopiero po tych dwóch latach nieobecność matki staje się rzeczywista, niemal materialna, ucieleśniona.

Sama cielesność jest obecna w każdej z czterech części tej książki. Od blizny na brzuchu matki po porodzie do obaw przed chodzeniem po ziemi, ponieważ ciało matki już zostało pogrzebane. Marcinów nie ucieka przed obrazem chorującego i umierającego ciała, jak chociażby stóp, które trzeba rozmasować, bo bolą. Te natomiast stały się pewnego rodzaju przykładem tego, jak zmienia się ludzka cielesność podczas choroby, bo w pierwszej wspomnieniowej części narratorka mówi „nogi mojej matki wciąż wyglądały ludzko, miło, zgrabnie i przytulnie".

Nie ma tutaj obrzydzenia, strachu przed cielesnością – ona po prostu jest, sprawia ból fizyczny, ale nie wzbudza wstrętu, nie jest tak afektywna, jak mogłoby się wydawać. Narratorka opisuje ostatnie godziny przed i pierwsze po śmierci – depilowanie, makijaż, wybieranie ubrań i butów do trumny. Tematy bardzo intymne, o których raczej się nie rozmawia, natomiast Marcinów podejmuje refleksje nad także takimi kwestiami – intymnymi ale i tymi, przed którymi nie można w pełni uciec. U Marcinów są one opisane jak wiele innych wspomnień, można by to określić krótko: zwyczajność. Mira Marcinów operuje zwyczajnością, mimo że choroba nie towarzyszyła matce narratorki całe życie, a jedynie (albo aż) przez rok. Tak jakby Marcinów w imieniu swojej bohaterki chciała powiedzieć „przecież to nie jest nic nadzwyczajnego, wiele matek choruje i umiera, wiele córek w tym czasie pracuje zawodowo czy wychowuje dzieci".

Żałoba po tej trudnej relacji właściwie towarzyszyła narratorce cały czas – od pierwotnego strachu po próbę odnalezienia się w nowej rzeczywistości. Język i forma odpowiadałyby stopniowemu przygotowywaniu i radzeniu sobie z sytuację, w której zostaje się samemu. Od podziału na wyraźnie zarysowane tematycznie części i język po tytuł. „Bezmatek" odnosi się do sytuacji w pszczelarstwie, kiedy w rodzinie pszczół nie ma matki – panuje wtedy chaos, nerwowość, panika. Taki stan jest doświadczany przez narratorkę cały czas, ale z różnym nasileniem. Można odnieść wrażenie, że Marcinów szukała odpowiedniego określenia na to, z czym się zmagała. Kontekst pszczelarski stanowi w całej książce tylko fragment, źródłowe określenie „bezmatek" nie pojawia się w innych momentach, w opisach żałoby czy pogrzebu; jest pewnego rodzaju wyjaśnieniem, daje możliwość nazwania tego co jeszcze nie zostało nazwane, a więc „bezmatczynności".

Jest to proza oszczędna w środkach, ale nie w emocjach – te dominują i niejednokrotnie mogą stawiać opór dla czytelnika, bo niezwykle trudno jest mówić o sytuacjach skrajnych, intymnych, a tym bardziej pisać o nich w sposób, jaki wybrała Marcinów. Ograniczenie narracji do dwóch bohaterek powoduje, że ich relacja i charakterystyki są widoczniejsze i na nich w pełni może skupić się czytelnik, zastanawiając się przy tym na ile „bezmatek" w pszczelarstwie może mieć odzwierciedlenie u ludzi.

Paulina Feliksik
Dziennik Teatralny Kraków
9 lipca 2022
Książki
Bezmatek
Portrety
Mira Marcinów

Książka tygodnia

Ale musicale! Złote stulecie 1918-2018
Wydawnictwo Marginesy
Daniel Wyszogrodzki

Trailer tygodnia

Faust
Tobias Kratzer
Nowy "Faust" z Opery Paryskiej 29 lis...