Zamiast baśni szachownica

"Opowieść zimowa" - reż. Marcin Hycnar - Teatr Narodowy w Warszawie

W napisanej około 1610 roku "Opowieści zimowej" William Szekspir głównym bohaterem uczynił czas. Może dlatego, że robił już pewne podsumowanie swego życia, zarówno twórczego, jak i osobistego. Dzieło powstało na sześć lat przed śmiercią dramaturga i można w tej niejednorodnej gatunkowo sztuce odnaleźć pewną symbolikę odnoszącą się do świata metafizycznego, co wydaje się czymś zupełnie oczywistym w sytuacji osoby wierzącej w Boga.

Szekspir, jak wiadomo, urodził się i wychowywany był w rodzinie katolickiej pielęgnującej wartości chrześcijańskie; mimo silnej presji, jaka wówczas panowała ze strony władzy, by przejść na protestantyzm, rodzice Szekspira twardo stali na stanowisku obrony katolicyzmu. Wielokrotne wymienianie Imienia Bożego i odniesienia do Boga można spotkać w "Makbecie", a także w innych dziełach dramaturga.

Kiedy właśnie z tej perspektywy spojrzymy na "Opowieść zimową", sztuka nabiera dodatkowych znaczeń i ustanowienie Czasu jako głównego bohatera dramatu (przybywającego tu z innego porządku rzeczy) tworzy przestrzeń dla symbiozy tego, co realne, z tym, co filozoficzne i metafizyczne. Czas wskazuje tu na przemijalność ziemskich spraw. Odmierzany zatem realnym bohaterom scenicznej opowieści nie tylko nadaje bieg akcji sztuki, ale też przypomina o konieczności załatwienia tych najistotniejszych rzeczy, bo potem będzie już za późno. Chodzi o zajrzenie do własnej duszy, do sumienia, o wybaczenie i skruchę za popełnione czyny.

"Opowieść zimowa" sytuuje się między dwoma dramatami Szekspira: "Otellem" (1604 r.) i "Burzą" (1611 r.). Nie tylko pod względem czasu powstania, ale także filozofii dzieła, jego przesłania.

"Opowieść zimowa" to rzecz o wyimaginowanej zdradzie, która prowadzi do nieszczęścia, rozbicia rodziny i śmierci najbliższych. Podobnie jak we wcześniejszym "Otellu", tyle że zazdrośnik Otello był "naprowadzany" myślowo przez Jagona, w "Opowieści zimowej" zaś Leontes sam poddaje się swojej chorej z podejrzliwości wyobraźni, co prowadzi do nieszczęścia. Natomiast w "Burzy", określanej często jako testament Szekspira, jest silnie zaakcentowany element przebaczenia (główny bohater Prospero wybacza wrogom, którzy go skrzywdzili, jeśli poczują skruchę). Podobną myśl znajdujemy w "Opowieści zimowej", gdzie winowajca Leontes, opamiętawszy się (poniewczasie) ogromnie żałuje i wyraża skruchę za popełnione zło. To sprawia, iż jego zachowanie wynikające ze ślepej, nieuzasadnionej zazdrości o żonę Hermionę, którą niesłusznie podejrzewa o zdradę, prowadzące do tragicznych następstw, zostaje mu wybaczone właśnie przez niewinną i kochającą go żonę.

W przedstawieniu "Opowieść zimowa" w Teatrze Narodowym reżyser spektaklu Marcin Hycnar postanowił uwspółcześnić dramat Szekspira głównie za sprawą scenografii, bo kostiumy są mieszanką stylu epoki ze współczesnością. Podłoga usytuowana w stylu wielkiej szachownicy kieruje myśl widza w stronę rozgrywek szachowych. A więc metafora walczących ze sobą postaci: kto wygra, a kto dostanie mata. Ta wyimaginowana gra toczy się między głównymi postaciami spektaklu: Leontesem, królem Sycylii (Oskar Hamerski), jego żoną, królową Hermioną (Patrycja Soliman), która nosi pod sercem ich dziecko, i królem Czech, Poliksenesem (Robert Jarociński).

Nieszczęsna podejrzliwość Leontesa jest nie do opanowania. Nie zważając na synka, który nie wytrzymuje cierpienia zadanego matce, stawia przed sądem niewinną małżonkę, skazując ją na więzienie, gdzie Hermioną rodzi córeczkę. Jednak zapiekły w swej nieuzasadnionej zazdrości Leontes każe dziecko wywieźć do lasu na zatracenie. Swego przyjaciela z dzieciństwa, Poliksenesa, próbuje otruć. Nawet gdy umiera ich syn, Mamiliusz, młodociany następca tronu, zapiekłość Leontesa nie ustępuje. Dopiero gdy dowiaduje się o śmierci Hermiony, przychodzi opamiętanie. Jego żal za popełnione czyny i wielka skrucha prowadzą do nagrody. Okazuje się, że Hermioną żyje i mu wybacza. To jest właśnie u Szekspira ten chrześcijański znak wiary i nadziei, iż przebaczenie prowadzi bohaterów do przezwyciężenia cierpień i zła.

Aktorsko spektakl właściwie nie budzi zastrzeżeń. Oskar Hamerski wyraziście i dynamicznie prowadzi postać swego bohatera, Leontesa. Patrycja Soliman jako Hermioną w scenie sądu budzi współczucie widza dla granej przez siebie postaci. Wprowadzone zaś przez reżysera elementy popkultury w scenach tzw. czeskich nie przekonują mnie. Zimna szachownica i popkultura wyeliminowały klimat baśniowy ze sztuki Szekspira. Szkoda.

Temida Stankiewicz-Podhorecka
Nasz Dziennik
18 lipca 2017
Portrety
Marcin Hycnar

Książka tygodnia

Iłła. Opowieść o Kazimierze Iłłakowiczównie
Wydawnictwo Marginesy
Joanna Kuciel-Frydryszak

Trailer tygodnia