Zapomniały o fikcji teatralnego świata

"Dźwięki muzyki" - reż. Maria Sartova - Gliwicki Teatr Muzyczny

Gliwicki Teatr Muzyczny sięgnął po "Dźwięki muzyki" - kolejny hit broadwayowski, który w Polsce znany był do tej pory przede wszystkim z adaptacji filmowej. Czy gliwicka realizacja ma szansę stać się hitem, o którym będzie mówiło się jeszcze wiele lat?

Maria Sartova, dla której był to kolejny musical reżyserowany na muzycznej scenie  gliwickiego teatru, zapowiadała, że każdy znajdzie w nim interesujący dla siebie wątek. I faktycznie nie można odmówić różnorodności tematycznej "Dźwiękom muzyki". Przez cały spektakl mieszają się więc miłość, śmierć, religia, polityka... Tworząc własne konstelacje stawiają przed bohaterami kolejne wyzwania i decyzje, z którymi radzą sobie - a jakże -  śpiewająco.

W premierowej obsadzie w roli Marii Rainer pojawiła się Ewa Łobaczewska. Szybko zwalczyła początkową tremę, by w dalszej części spektaklu zachwycić widzów swą naturalnością i pięknym śpiewem. Niewątpliwym atutem Ewy Łobaczewskiej była sceniczna  prawdziwość w nawiązywaniu relacji z kolejnymi bohaterami - a szczególnie z gromadką dzieci.  Wytwarzała wokół siebie aurę pełną pozytywnych emocji, która na pewno pomogła małym bohaterom poczuć się pewniej na scenie, a poniekąd zachowywać się po prostu naturalnie względem osoby, która wprowadzała do domu kapitana von Trappa klimat radości.

Swobodę w zachowaniu dzieci można było dostrzec w wielu scenach zbiorowych z ich udziałem. Nauka pierwszych piosenek czy jodłowanie wśród białych poduszek były nie tylko miłe dla oka i ucha, ale dodawały sporą dawkę energii, którą „zarażały" się dzieci na widowni. Sprawiały one wrażenie zaangażowanych w zabawę na tyle, że zapomniały o fikcji teatralnego świata.

To co sprawia, że spektakl zapada w pamięć to jednak nie fabuła i piosenki, ale scenografia i reżyseria świateł. Yves Colett w uproszczony sposób oddał alpejski krajobraz prawdziwych wydarzeń ukazanych w "Dźwiękach muzyki". Ponad bohaterami górują w zasadzie w całym spektaklu - wysokie szczyty Alp. Każda zamiana oświetlenia stwarza nowy ich obraz . Górskie szczyty raz więc są metaforą, wspomnieniem lat dziecięcych, by innym razem złowieszczo "przygniatać" bohaterów.  Ciekawym rozwiązaniem dla pokazania zmian nastroju różnorodności miejsc, w których miała miejsce akcja musicalu, były proste, jednoznaczne wizualizacje. Można by je nazwać dobrym i właściwym rozwiązaniem, gdyby nie ogromna swastyka rażąca swoją niepotrzebnością i niestosownością dla formy i wymowy całego spektaklu.

"Dźwięki muzyki" nie okazały się słodką opowieścią o śpiewających dzieciach i ich guwernantce. I chociaż czuje się pewien niedosyt niewykorzystanych motywów i okazji do pogłębienia przekazu, spektakl jest ciekawą propozycją dla całej rodziny.

W województwie śląskim funkcjonują trzy teatry muzyczne. Opera Śląska, Gliwicki Teatr Muzyczny i Teatr Rozrywki w Chorzowie. W konkurencji musicalowej działają głównie dwa z nich, chociaż „My Fair Lady" Opery Śląskiej, to porządnie wymyślone i wykonane przedstawienie. Jednak rywalizacja dwóch pozostałych powoli zaczyna tracić na znaczeniu, albowiem GTM bez wątpienia coraz częściej trafia w istotę zapotrzebowania na tego rodzaju teatr, czego najlepszym dowodem są sukcesy ostatnich premier. „Wampiry i upiory", „Mały Książę" i „Dźwięki muzyki", to przykłady wskazujące dość jednoznacznie sytuację, w której gliwickie propozycje zdecydowanie dominują nad, od kilku już lat obniżającym swoje artystyczne loty, teatrem chorzowskim. Coraz bardziej nieodwracalny proces utraty niezwykle wiernej publiczności jaką przed wieloma laty ten teatr potrafił zgromadzić wokół siebie, to skutek spadku wartości zespołu aktorskiego i brak rozsądnego pomysłu na repertuar. Ostatnio nawet Teatr Śląski, który przecież z założenia nie jest producentem przedstawień muzycznych, również potrafił „Skazanym na bluesa" wylansować ciekawy pomysł na tego typu spektakl i odnieść niebywały sukces. Konkurencja więc nie tylko nie śpi, ale czai się i czasami „wyskakuje" z najmniej oczekiwanych „teatralnych zakamarków".

Życzymy więc teatrom i przede wszystkim widzom, żeby tych sukcesów na miarę „Dźwięków muzyki", było jak najwięcej, żebyśmy mogli wracać ze spektakli z taką satysfakcją i radością, jak wracało się dziś z Gliwickiego Teatru Muzycznego.

Paulina Brodzińska
Dziennik Teatralny Katowice
1 kwietnia 2014
Portrety
Maria Sartova

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia