Zaproszenie do ułudy

"Himmelweg. Droga do nieba" - reż. K. Kalwat - Teatr im. J Słowackiegow w Krakowie

W finale "Zaproszenia na egzekucję" Vladimira Nabokova świat obraca się w odpustowy gruz. Uciekają aktorzy. Padają drzewa z tektury, pruje się sukno udające niebo, na rozkurz idzie pomost śmierci Cyncynata C., obywatela, któremu w pierwszym zdaniu tej powieści o teatralności totalitaryzmu "zgodnie z prawem wyrok śmierci obwieszczono szeptem"

Strzępy bibuły, kłaki peruk, łupiny papier-mache, paździerzowe cegły, sztuczny kurz. Kolosalny burdel tandety. Wstyd iluzji. "Niewiele pozostało z placu", powiada Nabokov. "Ostatnia przemknęła kobieta w czarnym szalu, niosąc w ramionach malutkiego kata, niby larwę". A teraz wyobraźcie sobie, że larwa nagle ucieka z ciepłych ramion. Cięcie. 

Scena druga. Inne miejsce - miasteczko 30 kilometrów od Berlina. I inny czas - ostatnia wojna światowa. Larwa jest łysa i boleśnie inteligentna. Nosi ciemny mundur, buty z cholewami. Może wszystko. Tak, teraz - w wyreżyserowanej przez Katarzynę Kalwat opowieści Juana Mayorgi "Himmelweg. Droga do nieba" - jest Komendantem skromnego obozu zagłady na zapleczu niewielkiego miasta i naprawdę wszystko może. Choćby uczynić coś odwrotnego do finalnego gestu narratora "Zaproszenia na egzekucję" - może na głównym placu teatralną iluzję stworzyć, nie zgruchotać. Może. Nawet musi. Wysłannik Czerwonego Krzyża (Feliks Szajnert) ma niebawem zwizytować mieścinę. Trzeba się spieszyć. Skazanym na popiół role rozdać, próby rozpisać, dekoracje zbudować. Trzeba zdążyć z premierą spektaklu o jasnym dniu życia żydów w miasteczku opodal Adolfa Hitlera.

I tyle. Takie jest sedno "Himmelweg". Próba. Portret prób, reżyserowania, inscenizowania opowieści, która ma zagłuszyć stukot pociągów, zasłonić nieustający czarny dym nad lasem, ukryć przed Wysłannikiem rzekę, na dnie której tyje muł popiołów. Larwa zaprasza żydów na scenę, do potwornej ułudy. Niech w środku ciemności odegrają dzień syty spokojem. To wszystko.

Zdawać by się mogło - niewiele. Na dodatek, zanim się zacznie seans prób - rzecz cała jest jasna, bo streszczona. Nie szkodzi - idąc na "Hamleta" też znasz fabułę, ale idziesz, bo nie wiesz, czy aktorzy nie zagrają tak, że bardzo cię zaboli. Na początku więc, w długim monologu stary już dziś Wysłannik relacjonuje tamtą wizytę. Jakby tego mało było - po nim, powtarzając się niczym takty w katarynce, pulsują żałośnie sztuczne scenki spektaklu larwy: sprzedawca balonów dmie w odpustową piszczałkę, chłopcy kłócą się o frygę i gadają o początkujących sutkach koleżanek, para na ławce udaje szczęśliwą miłość (Tomasz Augustynowicz i raz Marta Konarska, raz Maria Woźniak), a dziewczynka uczy lalkę pływać w powietrzu. Dopiero po tym wkraczają oni. Zaczyna się gęsta gorycz.

Gottfried - Tomasz Międzik. Stary żyd, elegancki, o dystyngowanych gestach, pod muszką, w okularach pod rondem marnego kapelusza. Będzie asystentem Komendanta. Dojmująca jest dyskrecja Międzika. Poza paroma gestami, zdaniami - jego Gottfried to tylko zdumione spojrzenie. Kamień, co mu nagle dane jest widzieć tańczącego demona. Międzik więc, Międzik i - Grzegorz Mielczarek, odtańcowujący potworność. Komendant ciemności, mistrz upiornej ceremonii teatralnej, malutki kat, co wymknął się kobiecie w czarnym szalu, larwa, która wie wszystko o wielkości i nędzy teatru. Mielczarek - aktor nabokovowski.

Właśnie tak. Idzie o sztukę pieszczenia detali. Proza Nabokova to symfonia miliona migotliwych ziaren piasku. Rola Komendanta jest Mielczarka nie do podrobienia tańcem stu subtelności, stu jak krawędź żyletki ostrych drobin gestów, dygotów twarzy, intonacji, spojrzeń, bezruchu wreszcie. A wszystko podane jakby szeptem, niczym u Nabokova wyrok śmierci Cyncynatowi C. Kto jeszcze dziś, w epoce pęczniejącej zadyszki, potrafi na scenie tak lepić rolę? Ilu?

I kto, biorąc na warsztat rzecz o Shoah, umie być taktowny jak Kalwat w "Himmelweg"? Kto, mówiąc o żydach, potrafi nie dziergać martyrologicznych makatek, nie biczować etycznie, moralnie, nie podtykać pod nos kamiennych tablic z góry Synaj, tylko cicho snuć opowieść o losie w ogóle? Kłaniam się Kalwat za palec na ustach.

Paweł Głowacki
Dziennik Polski
12 maja 2011
Portrety
Jan Brzechwa

Książka tygodnia

Tamara Łempicka. Sztuka i skandal
Wydawnictwo Marginesy
Laura Claridge

Trailer tygodnia

12. Festiwal Sztuk Alt...
Paweł Wrona
Odkrywanie świata sztuk alternatywnyc...