Zaskakuje, prowokuje i dotyka

"Faust" - reż. Beata Redo-Dobber - Opera Wrocławska

Kompozycyjnie wyważona, subtelnie unowocześniona, okraszona gromkimi brawami: sobotnia premiera słynnej opery Ch. Gounoda opartej na nieśmiertelnym dziele J.W. von Goethego.red

Arcydzieło prekursora romantyzmu inspiruje już ponad 200 lat i nie zanosi się, aby straciło swoją aktualność. Motywem przewodnim dramatu jest zakład Boga z Diabłem o duszę człowieka, co w praktyce przekłada się na dylemat moralny tytułowego bohatera: dylemat bliski każdemu śmiertelnikowi. Ponadczasowe są również wojna, która toczy się w tle oraz, niestety, ostracyzm w stosunku do niezamężnej, ciężarnej kobiety. Reżyserka, odpowiedzialna również za scenografię, kostiumy i ruch sceniczny, Beata Redo-Dobber osadza grę dobra i zła w realiach bliższych współczesnemu widzowi. Spektakl przypomina raczej musical niż tradycyjną operę. Stosując taki zabieg, myśl mistrza stała się bardziej zrozumiała i przystępna dla każdego widza, nie tylko melomanów.

Opera nie należy do najczęściej wybieranych form rozrywki kulturalnej, jednakże warto zobaczyć "Fausta" choćby ze względu na fantastyczną scenografię. Minimalistyczna aczkolwiek wystarczająca, dopełniona przez projekcje multimedialne, stanowiła dyskretne tło dla akcji. Odniosłam wrażenie, że sceneria nie ma znaczenia: w końcu historia Fausta i Małgorzaty mogła się zdarzyć w dowolnej epoce i miejscu. Co się liczy w tej sztuce to emocje, które zostały podkreślone grą świateł. Te, wyreżyserowane do perfekcji, stanowiły istotny element w nadaniu kolejnym scenom odpowiedniego wrażenia. Również dopełniały kreacji aktorów, szczególnie było to widoczne w Mefistofelesie, którego czarci charakter wychodził na jaw w odpowiednim oświetleniu...ognistych płomieni. Trzeba przyznać, że Beata Redo-Dobber wie, jak stworzyć prawdziwe wejście smoka. Tomasz Rudnicki zagrał diabła bezdyskusyjnie doskonale, od pierwszej do ostatniej sceny. Jego postać była dramatycznie złożona, momentami ludzka a następnie nieprzyjemnie odczłowieczona i znudzona ziemskimi smutkami. W końcu nie można zapomnieć, że Mefisto to odrzucony anioł, ten który wiecznie zła pragnąc, wiecznie dobro czyni. Rudnicki z łatwością żonglował uczuciami: potrafił zaskoczyć, oczarować, rozbawić i pociągnąć za sobą tłum ludzi tylko po to, aby za chwilę z niego szydzić. A wszystko to zaśpiewane głosem przeszywającym, przerażająco adekwatnym do roli basem.

Dla przeciwwagi krystaliczny sopran Iwony Sochy wzruszał szczerością emocji. Śpiewaczka zagrała dziewczynę pewną siebie, lubianą i otoczoną gronem wesołych znajomych, których kokieteryjnie zabawiała śpiewając o królu z Thule. Odczułam, jak Małgorzata się zakochuje, jak się tego uczucia obawia i pragnie jednocześnie. W następnym akcie rozpoczyna się jej powolne spadanie w odmęty obłędu, który Socha odegrała doskonale, czyli w sposób łamiący serce.

W rolę Fausta wcielił się Łukasz Gaj. Zaśpiewał pięknym, czystym tenorem, jednakże nie udało mu się pokazać kompleksowości tytułowego bohatera na przestrzeni całej sztuki. Chociaż pieśń starego Doktora, rozczarowanego życiem była uderzająco dramatyczna, a następująca po niej witalność młodości bardzo prawdziwa, to w następnych scenach jego zakochanie, tęsknota i rozdarcie nie były przekonujące.

Wśród postaci drugoplanowych, poza fenomenalną Jadwigą Postrożną w komicznej roli Marty, zapada w pamięć Siebel, zagrany przez Aleksandrę Opałę. Jej mocny głos rozbrzmiewał równie dobrze w solówkach jak i w częściach chóralnych. Mimo jej doskonałego śpiewu, w którym oddała charakter Siebla, jego kreacja jest dla mnie niejasna, ponieważ wydaje się prześmiewcza. Jego miłosna serenada w ogrodzie Małgorzaty wśród infantylnie malowanych kwiatów dłuży się niezręcznie, a jaskrawość jego wyglądu, przynoszącego na myśl stereotyp studenta ASP, razi w oczy. Jednak trzeba przyznać, że kontrast między potępiającym tłumem a empatycznym młodzieńcem wyszedł wzorowo.

Z pewnością "Faust" jest dziełem wzruszającym i muzycznie i literacko. Orkiestra, soliści i chór stworzyli spójny utwór, którego słucha się z przyjemnością i uwagą. Wizualnie zaskakująca, dźwiękowo dotyka serca, a sama historia tragicznej miłości daje do myślenia: serdecznie zapraszam do Opery Wrocławskiej wszystkich, którzy cenią sobie dobrą sztukę.

 

Dorota Wierzbicka
Dziennik Teatralny Wrocław
9 kwietnia 2019

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia

Maskarada – Międzynaro...