Zatrucie pokarmowe ze skutkiem śmiertelnym

"Szyc" - reż: A. Nowicka - Teatr BARAKAH

Scena. Na niej my- widzowie. Świadkowie małych problemów, małych mieszkańców małych domów. Nieświadomi wnikamy w sam środek poligonu, targowiska i pralni brudów jednocześnie. Centrum wydarzeń stanowi stół. Ołtarz, na którym dawno wyryto przepis na nieszczęście, bo i towar nie był już pierwszej świeżości. Ten sam, na który wylane zostaną wszystkie świństwa, sprośności i grzechy. I nawet skąpa asceza, pozostawiająca wyobraźni pole do popisu, nie pomoże.

Straszliwą diagnozę - zatrucie pokarmowe ze skutkiem śmiertelnym - stawia Hanoch Levin. Izraelski dramaturg prowadzi nas jak posłuszne baranki na rzeź konwenansów. Oto poumierały wszystkie ściany i granice. Przeżarte. Strawione. Wydalone w postaci czterech głównych bohaterów: Pephesa Szyca (Kajetan Wolniewicz) - amatora salami, który w swoim życiu pochłonął 600 krów, jego żony - Cesi (Lidia Bogaczówna)- wiecznie głodnej życia i zaspokojenia, ich córki- Szeprahci (Monika Kufel) - miłośniczki frytek i kanapek z kiełbasą oraz jej przyszłego męża - Czerhesa (Karol Śmiałek), cierpiącego czasem na zatwardzenie żołnierza. Stawka jest jedna: zapobiec należy staropanieństwu paskudnej i niewdzięcznej Szeprahci. Jak najłatwiej pozbyć się pijawki? Zaprzedać można ją pierwszemu lepszemu. Sztuką jest jednak, by dobić targu i nie stracić, a przy tym zyskać na szemranym interesie. Cała ta gra przyprawi jeszcze Pephesa i Cesię o zgagę i niestrawność. Wśród obscenicznych sapań i jęków dobić im przyjdzie targu, który w konsekwencji przyniesie zagładę domu Szyców.

Na naszych oczach skrzypi ludzkim westchnieniem ciężkostrawna machina wzajemnych uzależnień i relacji. Doprawiona jest pieprznym i ciętym językiem, który soczyście demaskuje egoistyczne dążenia postaci. Być szczęśliwym za wszelką cenę - nawet za cenę zabicia ojca. Zaspokoić własne potrzeby - nawet, jeśli wiązać by się miało to z unieszczęśliwieniem matki. Cóż - zawsze to lepiej mieć niż być. W końcu i tak każdy z nas kiedyś umrze. Należy delektować się chwilą. Jej smakiem, zapachem, dotykiem. Chwilę można połknąć, strawić, wydalić - zupełnie jak każde z uczuć, nadziei i sentymentów. Trawiąc duchowość razem z bohaterami, dajemy ponieść się wulgarnej groteskowości języka. Śmiech opanowujemy, kiedy dzikie słowa piosenek cierpną nam w gardle. Melodyjne wyznania najgorszych grzechów przestają bawić. Wręcz przeciwnie - niepokoją. Muzyka skomponowana przez Renatę Przemyk posiada status odrębnego aktora na scenie. Raz po raz dyskretnie pobrzmiewa, wtórując chorym dramatom, to krzykliwie daje znów o sobie znać przerywając bądź wspomagając bieg zdehumanizowanych wydarzeń. Wystarczy jeden przeszywający dźwięk i zupa się wylała. Cienka ta zupa. Bo i cienka wydaje się przyszłość młodych, którzy dobierają się do gardeł starych.

Postaci przestają nam jawić się jako niegroźni wykolejeńcy moralni. Bliskość ciała aktora staje się nieznośnie niebezpieczna. Zespół brawurowo rozprawia się z tajnikami charakterów i emocji odgrywanych postaci. Aktorzy konsekwentnie zacierają dystans międzyludzki, aktywizując widza nie tylko emocjonalnie, ale i intelektualnie. Zmienia się nasz status. Nie jesteśmy już świadkami - przyjmujemy rolę uczestników: to także nasze namiętności i marzenia ukazane w krzywym zwierciadle przeradzają się w obsesje i przywary. Wciągnięci w wir okrutnej fizjologii świata doszukiwać się zaczynamy prawdy o wszechobecnej degrengoladzie. Nieuleczalnym braku miłości. Jedynie odruch wymiotny w postaci wojny i śmierci Czerhesa jest w stanie przynieść pozorne ukojenie. Cofnięto nas do początku. Od nowa przyjdzie nam zatem przeżyć traumę zatrucia. Tym razem chowając pod stołem haniebne wspomnienia.

Scena. Na niej my.

Marlena Hermanowicz
Dla Dziennika Teatralnego
21 grudnia 2010

Książka tygodnia

ADAPTACJA. Skrzynka z narzędziami
Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie
Marta Miłoszewska

Trailer tygodnia