Zawsze czerpie się z siebie

rozmowa z Kariną Grabowską

Rozmowa z Kariną Grabowską, odtwórczynią roli Lindy Christie w spektaklu "Zagraj to jeszcze raz, Sam", reżyserowanym przez Grzegorza Kempinsky\'ego.

Tomasz Klauza: „Zagraj to jeszcze raz, Sam” to Pani pierwsze spotkanie z Grzegorzem Kempinskym. Jak się z nim współpracuje? 

Karina Grabowska:
Bardzo dobrze. Grzegorz jest perfekcjonistą, więc trochę nas wszystkich wymęczył, ale to była koleżeńska współpraca. Jako reżyser jest oczywiście wymagający, ale w tym zawodzie to raczej zaleta niż wada.

T. K. : Woody Allen uznaje Lindę Christie za pierwszą napisaną przez siebie kobiecą postać. Jak Pani postrzega swoją bohaterkę?

K. G. :
Linda jest kobiecym alter ego głównego bohatera, czyli Allana. Jest więc neurotyczką, histeryczką i hipochondryczką. Jednocześnie - przy wszystkich swoich fobiach – pozostaje bardzo ciepłą, sympatyczną, empatyczną dziewczyną. Jest wrażliwa i opiekuńcza. Poszukiwałam w tej bardzo pozytywnej postaci pewnego szaleństwa bohaterki, polegającego na tym, że z jednej strony ma poukładane życie (mąż, praca), a z drugiej czuje się niespełniona i nieszczęśliwa, nie do końca wpasowana w świat, w którym funkcjonuje. 

T. K. : Bohaterka jest Pani rówieśniczką. Czy tworząc tę postać, opierała się Pani jedynie na tekście i uwaga reżyserskich, czy czerpała Pani również z siebie?

K. G. :
Powiem tak: aktor nigdy nie jest w stanie się od siebie odciąć, w związku z tym zawsze czerpie z siebie. To ja daję Lindzie Christie swoje ręce, nogi, głos. Nie czerpię natomiast z podobnych doświadczeń, ponieważ takich nie posiadam – nie jestem nieszczęśliwą mężatką. Szuka się zarówno w sobie, jak i w tym, co nas otacza. Być może powiem coś ryzykownego, ale wydaje mi się, że bardzo często pewne pomysły, będące owocem długich, teoretycznych rozmyślań, są nieprzekładalne na język sceny. Tak więc moim zdaniem zawsze czerpie się z siebie.

T. K. : A widziała Pani filmową wersję „Zagraj to jeszcze raz, Sam” z 1972 roku?

K. G. :
Niestety, jeszcze nie. A bardzo chciałabym zobaczyć, bo jestem diabelnie ciekawa „wczesnego Allena”. Ale, o ile mi wiadomo, „Zagraj to jeszcze raz, Sam” do tej pory nie ukazał się na DVD.

T. K. : Zabawne momenty pojawiały się także w „Gąsce” Kolady, reżyserowanej przez Krzysztofa Maternę, co nie zmienia faktu, że wymowa przedstawienia była bardzo gorzka. Czy trudno było wejść w skórę postaci tak jednoznacznie negatywnej jak Nina?

K. G. :
Nie mogę się zgodzić z Panem, że Nina jest postacią jednoznacznie negatywną. Wracając jednak do pytania: podstawowa trudność polegała na tym, że byłam trzecią [po Katarzynie Maciąg i Monice Radziwon – przyp. T. K.] odtwórczynią roli Niny, w związku z czym nie miałam możliwości pracy z reżyserem. To było zastępstwo, a sam spektakl był już bardzo odległy od tego, co wyszło spod ręki reżysera…

T. K. : Wracając do komedii – w 2004 roku zetknęła się Pani z jej szczególnym, dość egzotycznym dla nas gatunkiem, czyli komedią dell’arte. Miało to miejsce w Krakowie, gdzie uczestniczyła Pani w warsztatach, prowadzonych przez Giovanniego Pampiglione…

K. G :

Wspominam to jako bardzo ciekawą przygodę i świetną zabawę. To było spotkanie z zupełnie innym typem teatru, w którym wszystko opiera się na fizyczności, geście. Pan Pampiglione jest perfekcjonistą. W trakcie tych warsztatów chciał nam przekazać jak najwięcej. Być może myślał, że efektem będzie gotowe przedstawienie, ale ograniczały nas względy czasowe – wszystko trwało, o ile dobrze pamiętam, tydzień. Tak więc owocem tych warsztatów nie był wprawdzie spektakl, ale pojedyncze scenki prezentowaliśmy przed Włoskim Instytutem Kultury i przyjęto nas bardzo ciepło. W roku 2005 uczestniczyłam jeszcze w podobnych warsztatach w Tczewie [prowadził je Michele Monetta – przyp. T. K.]. Odbywały się one w ramach Festiwalu „Zdarzenia”. Nigdy nie wiadomo, kiedy przydadzą się zdobyte wówczas doświadczenia…

T. K. : Ponad rok temu odbyła się premiera „Barbary Radziwiłłówny z Jaworzna – Szczakowej”. Wydaje się, że Jarosław Tumidajski nie mógł lepiej wybrać, obsadzając Panią w tym przedstawieniu – pochodzi Pani z Mysłowic, liceum kończyła Pani w Sosnowcu… czy mogłaby Pani - podobnie, jak Anna Kadulska – powiedzieć o powieści i spektaklu: „To jest moja rzeczywistość”?

K. G. :

Pochodzę stąd, tutaj pracuję, ale mieszkam w Krakowie i kiedy się budzę, widzę troszeczkę inny widok za oknem, więc to nie jest do końca moja rzeczywistość. Powieść Witkowskiego, której nie znałam wcześniej, czytałam w autobusach, jeżdżąc na próby. To było przygnębiające uczucie, gdy widziało się tę straszliwą szarość za oknem i o tym samym się czytało. Myślę, że książka bardzo dobrze oddaje część tej rzeczywistości. Trzeba jednak pamiętać, że „Barbara…” opowiada nie tyle o pewnym miejscu, co o pewnym czasie. O naszej mentalności w latach przemiany. Jest portretem Polaków, a nie Ślązaków, Śląsk jest tam jedynie czymś w rodzaju kolorytu lokalnego. Podobnie jest w przedstawieniu. Określiłabym więc tę rzeczywistość jako „moją - nie moją”.

T. K. : Skoro mówimy o Katowicach, nie sposób nie wspomnieć o Wydziale Radia i Telewizji. Razem z Marcinem Piejasiem wystąpiła Pani w etiudzie Pawła Rodana, zatytułowanej „Nieobecna” [bohater porywa i zabija swoją dziewczynę – przyp. T. K.] . Co skłania aktora do zagrania w tak mrocznej historii?

K. G.
Za wszystkim stoi ciekawość. Chęć dotknięcia rzeczywistości innej niż w ta, w której się obracamy. Co do Wydziału Radia i Telewizji - w szkole teatralnej zawsze brakowało zajęć z kamerą, więc teraz mamy okazję zdobywać doświadczenie, a studenci mogą pracować z aktorem. Moim zdaniem obie strony w ten sposób czegoś się uczą. Tak więc jeśli tylko znajduję czas, chętnie biorę udział w tego typu przedsięwzięciach [aktorka wystąpiła także w etiudzie Wojciecha Szarskiego „Test” – przyp. T. K.].

T. K. : Na koniec chciałbym wrócić do Allena – czy do któregoś z jego filmów ma Pani szczególny sentyment?

K. G. :
Wczoraj obejrzałam „Vicky Cristinę Barcelonę” i bardzo mi się spodobała. Wiem, że na pewno będę wracać do tego filmu. Duże wrażenie zrobił na mnie również „Wszystko gra” z 2005 roku. Początkowo w ogóle nie wydawał mi się allenowski, ale później zmieniłam zdanie. Pewnie mogłabym wymienić więcej tytułów, bo bardzo lubię filmy Allena. Jest to specyficzne poczucie humoru, a jednak bawi mnie nieprzeciętnie.

T. K. : Bardzo dziękuję za rozmowę.

Karina Grabowska
– aktorka teatralna, filmowa („Co słonko widziało” Michała Rosy, „Parę osób, mały czas” Andrzeja Barańskiego) i telewizyjna („Egzamin z życia”, „Przerwany lot” z cyklu „Wielkie ucieczki”). Już w trakcie studiów w krakowskiej PWST miała okazję współpracować z Krzysztofem Globiszem („Kapelusz pełen deszczu” Gazzo) i Bohdanem Hussakowskim („Gra snów” Strindberga). Wspólnie z Iwoną Sitkowską i Aleksandrem Fiałkiem – cała trójka należała do Koła Naukowego PWST - zagrała w „Zdziczeniu obyczajów pośmiertnych” Leśmiana. Aktorka brała także udział w warsztatach tańca butoh (w ramach Warsztatów Szkół Teatralnych). Była Zosią w „Weselu” (Teatr im. Osterwy w Lublinie, reżyseria: Krzysztof Babicki) i Hermią w „Śnie nocy letniej” (krakowski Teatr Łaźnia Nowa, reżyserował Jacek Jabrzyk). „Zagraj to jeszcze raz, Sam” to już kolejny spektakl, w którym występuje na deskach Teatru Śląskiego. Obecnie możemy tam oglądać ją również jako Julię w „Romeo i Julii” i w czterech rolach (Jola, Wanda, Goplana i Druga Wiedźma) w „Barbarze Radziwiłłównie z Jaworzna – Szczakowej”. Od lutego 2010 będzie etatową aktorką Teatru Śląskiego.

Tomasz Klauza
Dziennik Teatralny Katowice
30 stycznia 2010

Książka tygodnia

Sztuka aktorska Aleksandry Śląskiej
Uniwersytet Gdański
Marta Cebera

Trailer tygodnia