Zawsze dostawał to, co chciał

"Wielki John Barrymore" - reż. Krzysztof Jasiński - Krakowski Teatr Scena STU

John Barrymore- -gwiazda repertuaru szekspirowskiego, niezwykle zdolny i świadomy swojej wyjątkowości, Wielki Artysta. W jego rolę na deskach Teatru STU wcielił się inny Wielki Artysta – Jerzy Trela.

Trudno znaleźć słowa, które wiernie oddadzą pierwsze sekundy spektaklu. Na scenie widzimy wiklinowy kosz z czerwonymi jabłkami, ustawiony na błyszczącej czarnej skrzyni. Całość skąpana jest w niezgłębionej czerni tła, jednak owoce podkreślone są delikatnym światłem, uwydatniającym ich kształty i kolory. Niezwykle plastyczne i proste rozpoczęcie rodem z obrazów Juana de Zurbarana wprawia w zupełne oczarowanie, z którego budzi dopiero radosne podśpiewywanie gdzieś za sceną.

Wielki John Barrymore u schyłku sławy raz jeszcze pragnie oczarować swoim talentem publiczność, tego wielookiego potwora dyszącego w ciemności. Ubrany na czarno jegomość o ciętym dowcipie i drobnej posturze ma ze sobą solidną skórzaną torbę lekarską, a w niej środek leczący wszystkie jego dolegliwości. Łyk Jacka Danielsa pomaga na trzęsące się ręce i plączący się język, dodaje pewności siebie i poprawia pamięć.

Wielki aktor ma pełną świadomość swojej wartości artystycznej, na którą pracował całe życie. Czyni go to, łagodnie mówiąc, nieskromnym. Niech zaświadczą o tym słowa, które wypowiada pod adresem publiczności: „Jednego czego wam zazdroszczę, to tego, że możecie siedzieć i patrzeć jak gram". Jednak w momencie, w którym go poznajemy okazuje się być artystą „nie w formie". Cały spektakl grany jest w konwencji teatru w teatrze. Scenografię stanowi po prostu scena, z kilkoma jedynie rekwizytami. Barrymore w wynajętej sali teatralnej przygotowuje się do odegrania roli Ryszarda III. Na próbę przychodzi także sufler i operator światła, Frank (Aleksander Fabisiak). Pamięć wielkiego artysty okazuje się zawodna – zapomina swoich kwestii, miesza ze sobą różne szekspirowskie role, jednocześnie umiejętnie potrafiąc wybrnąć z każdej pomyłki – wplata więc dygresje na temat swojej rodziny, kariery, sukcesów i porażek. Towarzyszący opowieściom cięty, dowcipny język dodaje całości tempa i humoru. Barrymore często musi zwracać się o „słówko" podpowiedzi do suflera, co zaczyna irytować Franka. Z anielską cierpliwością i wiarą w talent aktora znosi więc kolejne pomyłki. Jednak w pewnym momencie wściekłość przybiera na sile i sufler zdobywa się na wygarnięcie całej prawdy aktorowi. Według niego Barrymore to tchórz, pijak i rozpieszczony gwiazdor, który zawsze bez trudu dostawał od życia to, co chciał. Gorzka prawda wcale nie przygasza jednak temperamentu aktora.

Rola Wielkiego Barrymore'a jest wprost stworzona dla aktora takiej klasy jak Jerzy Trela. Swobodnie operuje dowcipem, nie czyniąc opowieści o schyłku sławy i talentu ckliwą historią, lecz żywiołowym splotem ironicznych uwag wypowiadanych z perfekcyjnym dystansem i umiarem. Niezwykły kunszt aktorski, swobodny kontakt z publicznością, a także śmieszno – gorzka atmosfera sztuki pozostają w pamięci na długo.

Agnieszka Bednarz
Dziennik Teatralny Kraków
27 marca 2015

Książka tygodnia

Street Art. Wielcy artyści i ich wizje
Wydawnictwo ARKADY
Alessandra Mattanza

Trailer tygodnia