Żeby dotrzeć do wnętrza życia, trzeba rozłupać orzech

"Dziadek do orzechów. Nowe historie" - reż. Daria Kopiec - Teatr im. W. Horzycy w Toruniu

„Dziadek do orzechów. Nowe historie" to spektakl oddający pierwotnego ducha hoffmannowskiej opowieści. Idealnie skonstruowany ze słów, scenografii, muzyki, aktorstwa i choreografii. Twórcza myśl reżyserska oraz fantastyczny scenariusz w takt metronomów komponują na scenie świat przedstawiony.

Kolejną propozycją repertuarową obecnego sezonu Teatru im. Wilama Horzycy w Toruniu, jest „Dziadek do orzechów. Nowe historie". „Spektakl inspirowany utworem E. T. Hoffmanna oraz historiami seniorów" w reżyserii Darii Kopiec.

Spektakl ten nie jest wizją wymarzonych, nieskazitelnych świąt bożonarodzeniowych, jaką stworzyła muzyka skomponowana przez Piotra Czajkowskiego oraz libretto Mariusa Petipy. Osadzony jest na fabularnej konstrukcji „Dziadka do orzechów" E.T. Hoffmanna i wydobywa z niej treści, które pisarz adresuje wobec dorosłego czytelnika. A dzieje się tak za sprawą scenariusza Martyny Lechman, będącego przykładem bardzo ciekawych poszukiwań w literackim pierwowzorze. Nasyconych bardzo głęboką emocjonalnością. Jest również interesującym przeniesieniem materii prozatorskiej do sfery teatralnej.

Ta transformacja, nie dość, że skłania do wnikliwego przeczytania oryginału, ale również fascynuje umiejętnością zbudowania na nim „nowych historii". Osadzona w świecie realnym rodzina Stahlbaumów w czasie wigilijnego wieczoru jest punktem wyjścia scenicznej opowieści. I od tego momentu reżyserska koncepcja Darii Kopiec staje się jej wyrazistym środkiem, dzięki któremu spojrzenie widza na tę rodzinę z zewnątrz realizuje się w opowiadaniach każdej z postaci z osobna. A każda relacja to nic innego jak uzewnętrznianie tego, co się w niej kryje.

I tak samo, jak narrator w opowieści Hoffmanna, tak i Daria Kopiec w przedstawieniu wprowadza wszystkie postaci do zaklętego, zawirowanego kręgu, do gry pomiędzy nimi. I umiejscawia je w obszarach pomiędzy marzeniem, fantazją, rzeczywistością i baśniową fikcją. Co więcej, tak jak narrator w fabule, tak i reżyser wprowadza ostre napięcia.

Wszystkie figury pojawiające się w teatralnej przestrzeni łączą swoje opowieści w jedność. W tradycyjnych baśniach bohaterowie opuszczają dom i udają się w podróż, natomiast u Hoffmana i u Kopiec pozostają w nim. I tym samym, ich przeżycia rozgrywają się w ich własnych „wnętrzach - domach". Opowiadane przez nich zdarzenia i przeżycia w powieści jak i w spektaklu są ważnym elementem kompozycyjnym. I pomimo ich zróżnicowania, odrębności, pozwalają się ze sobą powiązać. I tak, jak hoffmannowskie postaci, tak i te w toruńskim spektaklu, są nosicielami dramatycznego napięcia i emocji. Pomimo że każda z nich pociąga za inny sznurek, budząc demony przeszłości, łączą się w jedną wielką opowieść.
Lecz ta opowieść wyraźnie dzieli się na dwie części. W pierwszej, wieczór wigilijny obrazowany jest z perspektywy dzieci i ich zabawek. A postaci jak w powieści oscylują pomiędzy światem z bajki, a światem realnym. Każda mówi o swoich przeżyciach, wrażeniach. Pojawia się ironia, smutek, pretensje mieszają się z nadzieją, oczekiwaniami. Klara, Fred, Droselmajer, Matka, Mysiababa, Pirlipata, Dziadek do orzechów, Astrolog... Postaci te skupiają na sobie uwagę widza. Nie tylko tym, o czym mówią, ale także i kostiumem. Ich autorka, Patrycja Fitzet doskonale czuje intencje każdej postaci, podkreślając ich osobowość krojem strojów i barwami. Jasne pastelowe kolory wprowadzają nastrój świąteczny, kojarzą się z czasami dzieciństwa a także i ze strojami lalek oraz z wyglądem innych figurek i zabawek z dziecięcego pokoju.

A wszystko to dzieje się na tle ogromnego weneckiego lustra. Bo scenografia tego spektaklu fantastycznie zaprojektowana przez Matyldę Kotlińską oddaje w pełni jego ducha. I to lustro niczym ściana, jak się okazuje w trakcie przedstawienia, oddziela świat wewnętrzny od zewnętrznego. Lustro weneckie zapewnia dyskrecję mieszkańcom domu, a także i ożywionym zabawkom. Staje się niejako symbolem kontroli i przepuszczalności na zewnątrz tego, co dzieje się w domu. Ale lustro znika i sytuacja ulega odwróceniu. Świat dzieci zamienia się w świat dorosłych, a widz pozostaje po jego ciemnej stronie i swobodnie obserwuje jak przez szybę to, co dzieje się w obszarze zalanym światłem.

A tymczasem na scenie tworzy się nowa konfiguracja postaci. Pojawiają się dorośli wraz z „nowymi historiami", pozbawionymi ciepła, radości i magii bożonarodzeniowej. Od tej chwili w tkankę spektaklu wchodzą amatorzy-seniorzy, wcześniej biorący udział w warsztatach teatralnych. Każdy z nich opowiada swoją historię, lecz nie swoim głosem, tylko głosem aktora. Bo tak jest łatwiej, kiedy najskrytsze intymne historie, ukryte są tak głęboko, że z trudem przechodzą przez gardło. Postaci „opowiadają" gestami, spojrzeniami. Wielka w tym zasługa Jacka Owczarka, który wspaniale ustawił choreografię. I słowa uznania za niezwykle wrażliwe wyczucie możliwości fizycznych seniorów płci obojga i stworzenie ruchu scenicznego, pokonującego barierę wieku. Skonstruowanie z ich ruchów „niemych opowieści" obrazujących nadzieję, miłość, czy ulotność marzeń to oryginalna pantomima. I chociaż wszyscy seniorzy zadziwiają niezwykłym wyczuciem teatralnej gry, warto zwrócić uwagę na Janusza Kwasowskiego, który gestami oraz mimiką bardzo plastycznie i obrazowo oddawał nadzieję oraz rozczarowanie. Warto wsłuchać się w słowa i tembr głosu Marii Nowińskiej, opowiadającej o tym, jak bardzo żałuje zaprzepaszczenia szans na zostanie śpiewaczką operową.

Trzeba przyznać, że nieczęsto spotyka się na scenie tak wspaniały aktorski efekt prowadzonych dla amatorów warsztatów, podczas których wydobywa się z nich nie tylko umiejętności aktorskie, ale także odwagę do opowiedzenia historii swojego życia. Historii, w których obecna była przemoc domowa i seksualna, utracone i zagubione nadzieje, wspomnienia związane z zachowaniem rodziców wobec dzieci, zniszczone życie uczuciowe, zawody miłosne i nigdy niespełnione marzenia...

W spektaklu bardzo interesująco zaznacza swą obecność muzyka skomponowana przez Natalię Czekałę. Linia melodyczna charakteryzuje postaci, szczególnie dźwiękami fortepianu, oddającymi przeżywane emocje. Wzmacnia jego przekaz w kulminacyjnych scenach. Muzyka przemawia do wyobraźni widzów, potęguje napięcie i rozładowuje je. Dostarcza niemało wrażeń podczas sceny wspólnego śpiewu Freda i niespełnionej operowej artystki. Tu spotykają się zróżnicowane pokoleniowo upodobania muzyczne. Tu beatbox dialoguje z operą, tworząc... klimat harmonii.

Aktorstwo jest bardzo mocnym elementem spektaklu. Joanna Rozkosz w roli Klary urzeka swą dziewczęcością. Wspaniale oddaje emocje postaci, których przeżycia wyraża słowami. Szczególnie poruszająca jest w ostatniej scenie. Grający gościnnie Marcel Borowiec zachwyca bogatym warsztatem środków aktorskich, którymi buduje postać Freda. Fantastycznie oddaje bogactwo psychiczne granej postaci. A kiedy jego ramiona tworzą kołyskę dla niespełnionych marzeń operowej śpiewaczki (Marii Nowińskiej), wyzwala w widzach głębokie refleksje. Maria Kierzkowska w roli Matki ujmuje zróżnicowanym warsztatem. Zarówno w części pierwszej jak i drugiej skupia na sobie uwagę. Bartosz Woźny, pełen uroku Dziadek do orzechów, ciekawymi środkami domaga się rewizji postaci i odczytania jej na nowo. Niemałe znaczenie dla kreowanej roli ma jego wspaniale modulowany głos. Mysibaba – Anny Romanowicz-Kozaneckiej, chwilami żywiołowa, chwilami refleksyjna, obrazuje zawodową doskonałość, a Pirlipata Jolanty Teski pokazuje jak aktorka interesująco posługuje się środkami komicznymi. Droselmajer Pawła Kowalskiego idealnie wpisuje się w klimat spektaklu. Jest i Astrolog Pawła Tchórzelskiego. Postać, zbudowana wspaniałym aktorstwem i mistrzowskimi wręcz środkami.

Tak jak w oryginalnej opowieści o dziadku do orzechów tak i w toruńskim spektaklu w orzechu ukryta jest potężna symbolika. A daje ona widzom mnóstwo szans na jej rozkodowanie i wieloraką interpretację. Orzech jako znak nie tylko czasu świątecznego, kojarzy się z tajemnicą, czymś ukrytym, chronionym przez twardą skorupę. Nie bez znaczenia są asocjacje z ludzkim mózgiem, magazynującym wrażenia i przeszłość oraz ukrywającym tajemnice. Realizatorzy spektaklu rozłupują orzech na dwie połowy, jak na dwa światy, na dwa pokolenia, na marzenia i rozczarowania. Potem jednak obie połowy zostają połączone. A mocnym spoiwem jest miłość, zrozumienie, dostrzeżenie drugiego człowieka, pokonanie bariery pokoleń. Ten spektakl, tak jak łączy postaci sceniczne, tak samo jednoczy z nimi widzów.

Warto obejrzeć tę niezwykłą artystyczną kontaminację i przeżyć ją na swój własny sposób. Razem z twórcami spektaklu „odkryć" oryginalny i ciekawy teatralny kolaż powstały nie tylko z opowieści E.T. Hoffmana i wizji Darii Kopiec, ale także przeczytać w programie impresje o postaciach, autorstwa kreujących je aktorów. Spektakl ten potwierdza opinię, że toruński teatr stawia na bardzo ciekawych realizatorów oraz na wysoką jakość wszystkich elementów przedstawienia.

Ilona Słojewska
Dziennik Teatralny Toruń
14 lutego 2019
Portrety
Daria Kopiec

Książka tygodnia

Ksiuty z Melpomeną
vis-a-vis
Stefan Wiechecki

Trailer tygodnia