"Zima w czerwieni" w Teatrze Rampa

"Zima w czerwieni" - reż: Karolina Kirsz - Teatr Rampa w Warszawie

Nie wymagam od teatru by zmieniał, uświadamiał, by bolał do szóstej rano. Jeśli czasami się to zdarzy, to świetnie. Na czas przedstawienia oczekuję by moje myśli zatrzymały się tu i teraz...

Miłość rodzi się z lęku i w lęku umiera. Jeśli umiera. Po drodze jest zachwyt, nadzieja, namiętność, czekanie, nieznośne czekanie, chwile intymności, obecność, a potem tęsknota. Czyjaś sukienka, powiedzmy czerwona. Zdjęcie lub zapach, muzyka i ta myśl, że padał śnieg, że wtedy padał śnieg. Bo chociaż każda relacja jest unikatowa, jej budulec jest uniwersalny, tak jak uniwersalny jest lęk.

Adam Rapp napisał świetny dramat "Zima w czerwieni", za który otrzymał nominację do nagrody Pulitzera. Premiera sztuki odbyła się 18 marca w Teatrze Rampa na scenie eksperymentalnej. Z tekstem zmierzyła się grupa Verte, ze skutkiem bardziej niż zadowalającym. Opowiedzieć o nieodwzajemnionej miłości bez patosu, nadęcia i znużenia widza to ryzykowne zadanie. Karolina Kirsz zrobiła to świeżo i autentycznie. Na uwagę zasługuje magnetycznie dobrana muzyka. Jednak przestrzeń (niebieska ściana i zbyt małe odległości) prosi o zmianę na większą. Scenografia również mogłaby być bogatsza, tak by widz mógł zanurzyć się totalnie.

Matt (Piotr Tołoczko) jest początkującym pisarzem, którego spotykamy gdzieś pomiędzy pustką, niespełnieniem a chęcią śmierci. Przyjaźni się z Davisem (Konrad Bugaj), cynicznym i zabawnym wydawcą, pozbawionym umiejętności wyrażania uczuć inaczej niż agresywnie. Przyjaciół poznajemy poprzez ruch i szybko padające słowa. Ich relacja jest toksyczna. Krążą pomiędzy rolą ofiary i prześladowcy chcąc być uratowanymi. Przez miłość oczywiście. Ta zjawia się pod postacią zmysłowej prostytutki Christiny (Katarzyna Czapla). Ma przynieść ukojenie, zapomnienie. Jest swoistym prezentem dla Matta, który od kilku lat żyje w celibacie. A dalej, jak często w trójkącie, od ekscytacji i zabawy, widzowie podróżują za aktorami do niespełnienia i bólu w samotnym mieszkaniu.

Widz od samego początku jest zawłaszczany. Nie ma czasu na analizę, widzi, słyszy, traci rzeczywistość. I dobrze. Nie wymagam od teatru by zmieniał, uświadamiał, by bolał do szóstej rano. Jeśli czasami się to zdarzy, to świetnie. Na czas przedstawienia oczekuję by moje myśli zatrzymały się tu i teraz. Idę do teatru by znaleźć ciekawą historię, opowiedzianą w poruszający sposób. Taka jest "Zima w czerwieni", nie zmienia życia, zajmuje je na chwilę. Początkowy dynamizm, zamienia się w późniejszą refleksję. To jak podróż od zakochania do dojrzałej miłości, spokojniejszej. Nie często scena seksu pokazywana jest w tak zmysłowy, bolesny a zarazem autentyczny sposób - świetny duet Katarzyny Czapli i Piotra Tołoczki. "Zima w czerwieni" zamyka samotność w marzeniu sennym, a lęk przed intymnością zamienia w brutalne gesty i słowa. W ten sposób sztuka wskazuje na ten niepokojący, wstydliwy, ale dostępny fragment każdego z nas.

Robert Rient
Robert Rient
5 kwietnia 2012

Książka tygodnia

Zero zahamowań
Wydawnictwo: Agora
Michał Rusinek

Trailer tygodnia

8. Festiwal Teatru Ukr...
Nadiia Moroz-Olshanska
Sztuka jest niezbędną częścią życia...