Zjawisko kapilarne w Teatrze Miniatur

"Fahrenheit" - reż. Michał Derlatka - Miejski Teatr "Miniatura" w Gdańsku

Chemiczne i artystyczne uzasadnienia najnowszej propozycji dla dzieci w Teatrze Miniatura

Termometry rtęciowe (oraz rtęciowe urządzenia pomiarowe) zostały wycofane z produkcji i sprzedaży dokładnie 4 lata temu, ponieważ przestały spełniać unijne normy bezpieczeństwa dla zdrowia człowieka i środowiska. Już wtedy dla wielu była to data pewnego przełomu, ponieważ odczucia sentymentalne czasami biorą górę nad prawdą obiektywną, zatwierdzoną przepisami prawa w świetle jupiterów. Termometry elektroniczne, niedokładne i często zawodne, czy termometry na czoło dla małych dzieci już nie są tak interesujące, jak wywołujące zaciekawienie rtęciowe termometry, w których szara substancja zamknięta w kapilarze, opada się i wznosi w zależności od temperatury. Urodzony w Gdańsku Daniel Fahrenheit, twórca i producent rtęciowych barometrów, wysokościomierzy i termometrów, autor skali temperatur, do dziś używanej w niektórych krajach anglosaskich, stał się bohaterem spektaklu "Fahrenheit" na podstawie książki gdańszczanki, Anny Czerwińskiej-Rydel. Przedstawienie dla dużych i małych, edukacyjne, para laboratoryjne, jest bardzo dobrym przykładem łączenia wysiłków lokalnych artystów i instytucji, aby zaciekawić historią i badaniami uczonego, mało kojarzonego lokalnie.

Pomysł fabularny zaczerpnięty został przez reżysera, Michała Derlatkę, z książki "Ciepło-zimno. Zagadka Fahrenheita" Anny Czerwińskiej-Rydel, gdzie dojrzały, pięćdziesięcioletni bohater dokonuje spowiedzi ze swojego życia, powierzając spisanie jej notariuszowi, Willemowi Ruijbroeckowi. W pierwszym akcie, prawie liniowo, przedstawione są fakty z życia naukowca, od narodzin do momentu tuż przed odkryciem zjawiska kapilarnego z użyciem rtęci. Widzowie mogą dowiedzieć się o burzliwych, rodzinnych i społecznych "uwikłaniach" głównego bohatera, wynikających z tego, że rodzice Fahrenheita zmarli nagle w niewyjaśnionych okolicznościach, co spowodowało emigrację uczonego z Gdańska. W drugim akcie zagadka choroby i śmierci naukowca zostaje odkryta przez notariusza. Rtęć staje się jednocześnie "zbawieniem" w kategoriach odkrycia i cichym zabójcą dla człowieka.

Sceniczna historia uczonego okraszona została prezentacją laboratoryjnych doświadczeń chemicznych, dotyczących głównie zjawiska ciepła i zimna oraz reakcjom cieczy na siebie czy w połączeniu z tlenem. Jest więc dużo dymu i piany, tworzonych w procesie chemicznym lub mechanicznie. Efekty chemiczne pozwalają ożywić lalki, zbudowane z elementów laboratoryjnych urządzeń czy przyrządów, co dodatkowo zaciekawia i określa charakterologicznie animowane postaci. Mamy zatem pieniacza, zimnego jak lód członka rodziny, choleryka puszczającego dymy, pustogłowego czy wielowymiarowego i wielofunkcyjnego, kreatywnego kupca. "Laboratoryjne" lalki napędzane siłą mięśni aktorów odsłoniły nowe oblicze teatru dla dzieci, który stara się edukować poprzez widoczne doświadczenia i kreację materiałową. Michał Dracz jako scenograf wzniósł się na wyżyny pracy opartej na detalach i wiarygodności "środowiska chemicznego". Dla dzieci "kuriozalnym" wydarzeniem było ujawnienie listu pisanego atramentem sympatycznym. Historia wynalazcy byla również opowiadana poprzez animację lalek-kukiełek w teatrze cieni.

Spektakl może przytłaczać ilością szczegółów faktograficznych i nieustanną "paplaniną" młodego Fahrenheita (w tej roli Wojciech Stachura, nowy aktor Teatru Miniatura), pasjonata, "nerwusa" intelektualnego. Andrzej Żak jako "stary" Fahreinheit gra spokojnie, spełniając właściwie rolę narratora. Mimo uprawiania chemii na scenie, zabrakło jej w fabule pierwszego aktu, która toczyła się logicznie i zbyt spokojnie. W akcie drugim chemia zaistniała dwutorowo, ponieważ wydarzenia rozgrywały się w dwóch planach scenicznych i historycznych, co znacznie przyspieszyło samą historię i ożywiło dramaturgię. Aktorsko ożywiał spektakl Piotr Kłudka jako Ruijbroeck, ponieważ miał pomysł na postać notariusza. Początkowo zmanierowany, wykwintny i elokwentny, stał się sojusznikiem idei naukowca, dla którego porzucił konwenanse. Kłudka grał lekko, puszczając oko do widza, co spotykało się z radosną reakcją widowni.

Brawa dla Miniatury za poszukiwania środków wyrazu czy artystycznej wrażliwości realizatorów i możliwości przekazu, za lokalną animację kultury. Teraźniejszość, kiedy metody wychowawcze oparte na wciąż przesuwających się granicach z powodu ilości koncepcji i braku autorytetów, technicyzacja życia, wymusza nieustanną czujność i elastyczność ze strony instytucji kulturalnych, szczególnie od teatru. Miniatura za nowej dyrekcji poszukuje, bada i zaprasza do swego laboratorium, czym wpisuje się oryginalnie na lokalnym gruncie artystycznym.

Katarzyna Wysocka
Gazeta Świętojańska
9 kwietnia 2013

Książka tygodnia

Kantor Nie/Obecność
Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego
Katarzyna Fazan

Trailer tygodnia

Nastazja wychodzi za mąż
Krzysztof Babicki
Kameralny spektakl o namiętnościach n...